Tekst poświęcony nieodłączności wiary w życiu człowieka chciałem napisać od dawna. Czyż wiara nie jest jednym z najważniejszych elementów naszej egzystencji? Przecież nieustanie w coś wierzymy, choć w większości przypadków robimy to nieświadomie.
REKLAMA
Przy okazji artykułu o zazdrości temat nieodłączności wiary poruszył jeden z komentatorów. O tej nieodłączności mówił także przywoływany przeze mnie wcześniej Profesor Stępień. W życiu po prostu nie da się nie wierzyć, nie oczekiwać i nie zakładać, że wszystko będzie dobrze.
Wiara w Boga jest najbardziej jaskrawym przykładem. Nie da się nie wierzyć w Boga – można jedynie wierzyć w nieistnienie Boga. Wiara jest w tym miejscu konieczna z tego względu, że nikt z nas nie wie, czy Bóg istnieje czy też nie, więc może jedynie wierzyć w jego istnienie lub nieistnienie. Ale wiara jest w naszym życiu zjawiskiem występującym znacznie częściej, w znacznie bardziej przyziemnych kwestiach niż kwestia Boga.
Każdego ranka wychodząc z domu, wierzymy w to, że nie spotka nas nic złego. Nie rozmyślamy o tym specjalnie, po prostu ufamy, że wszystko będzie dobrze. Bo gdybyśmy tego nie zakładali, to jaki sens miałoby wychodzenie z bezpiecznego domu? Wsiadając do autobusu wierzymy, że prowadząca go osoba to zawodowy kierowca, który nie jest pod wpływem alkoholu. Kupując jedzenie wierzymy, że nie jest zatrute, przychodząc do kogoś znajomego do domu wierzymy, że nas nie pobije…
Pewna bliska mi osoba twierdzi, że nie ma w życiu oczekiwań, bo bez oczekiwań żyje się wygodniej, trudniej o rozczarowanie i znacznie łatwiej o pozytywne zaskoczenie. W moim odczuciu egzystencja bez oczekiwań nie jest możliwa. Nikt z nas nie wie, co przyniesie jutro, a jutro nikt nie będzie wiedział, co przyniesie kolejny dzień. Po 15 latach związku nie możemy brać za pewnik tego, że partner/partnerka nas nie zdradzi. Wszystko to zakładamy, chociaż znając kogoś 15 lat nasze założenie ma oczywiście bardziej solidne podstawy niż w przypadku kogoś, kogo znamy dwa tygodnie. Wciąż jednak nie mamy 100% pewności.
Świadomość nieprzewidywalności otoczenia może wywołać bardzo różne reakcje. Można przyjąć postawę, że planowanie i budowanie czegokolwiek jest z góry irracjonalne w obliczu tak znacznej niepewności. I z pewnością są osoby, które takie podejście przyjmują. Od lat podczas rozmów kwalifikacyjnych bardzo modne jest pytanie: „Jak widzi pan/pani siebie za 5 lat?”. Bo w opinii większości rekruterów dobry pracownik to taki, który ma plan oraz pomysł na siebie i zamierza go skutecznie realizować. Stojąc w obliczu takiego pytania zawsze nasuwa mi się jedna odpowiedź: nie wiem. Bo choć oczywiście mam pewne plany i pomysły na przyszłość, to skąd mogę wiedzieć gdzie wyląduję za 5 lat? Co więcej, kilka lat temu nawet przez myśl mi nie przeszło, że dziś będę tym, kim jestem i znajdę się w miejscu, w którym jestem obecnie.
Projektując swoją „ścieżkę kariery” uporałem się z tą niepewnością, zmiennością i nieobliczalnością świata, stosując podejście „miej cel, ale wykorzystuj szanse”, któremu to podejściu hołduję do dzisiaj. Uważam, że należy wyznaczać sobie czy swojej firmie cele, ale zbyt kurczowe trzymanie się ich może skutecznie uniemożliwić dostrzeganie szans, jakie płyną dla nas z otoczenia. Do wykorzystywania szans konieczne jest chyba jednak „zaufanie do siebie”, o którym mówił Jacek Walkiewicz i odwaga do wzięcia odpowiedzialności za swoje życie. Ja do swojego motta o celu i szansach dorzuciłem z czasem jeszcze jedno „podejście”, które jest wg mnie także konieczne w obliczu nieprzewidywalności. Za każdym razem, kiedy jest mi w życiu dobrze, staram się cieszyć z tego najbardziej jak potrafię, całym sobą, bo nie wiem, co przyniesie jutro.
