Obserwując otaczający nas świat nie można nie dostrzec obecności pewnego trendu. Globalizacja i Internet prowadzą do przenikania rzeczy dotychczas zupełnie odrębnych. Zmienia się nasze życie. Zaciera się granica pomiędzy sferą zawodową i osobistą. Dodatkowo nadchodzi zapowiadany jeszcze przez XX wiecznego ekonomistę – Josepha Schumpetera socjalizm. Nie odgórnie – w postaci coraz bardziej opiekuńczych i ingerujących w życie ludzi państw. Oddolnie.
REKLAMA
Dziełami socjalistycznej pracy są wszelkie rozwiązania open source. A najbardziej namacalnym przykładem jest Wikipedia. Bowiem jak inaczej można nazwać encyklopedię, która powstała kolektywną pracą dużej grupy ludzi, którzy swoje zadanie wykonują dobrowolnie, dla wspólnego dobra, a nie w celu czerpania osobistych korzyści. Co więcej wynikami tej pracy chcą i dzielą się ze wszystkimi. W czasach, gdy byłem studentem podawanie przypisów z Wikipedii w pracach dyplomowych było zakazane. Nie wiem, czy jest tak nadal, ale jeśli tak to jest to jedynie oznaka tego, że ktoś nie nadąża za zachodzącymi w naszym życiu zmianami.
Ale te współczesne trendy to coś więcej niż Wikipedia. To znak, że ludzie chcą spontanicznie łączyć się w mniej lub bardziej przypadkowe grupy, w ramach których równie dobrowolnie (i często nieodpłatnie) wypracowują i niosą wartość dla społeczeństwa. Takie podejście zmienia definicję pracownika, która to już za kilka lat będzie zupełnie różna od tej współczesnej. Dlaczego? Coraz częściej przedsiębiorcy nie potrzebują zidentyfikowanych z imienia i nazwiska osób, które przychodzą w dane miejsce z określoną częstotliwością i wykonują z góry przypisane im zadania. Właściciele firm chcą otrzymać pewną wartość i oczekują rozwiązania problemów. W czasach, gdy w coraz większej liczbie zawodów pracować można z dowolnego miejsca, a do pracy niezbędny jest jedynie dostęp do Internetu na wygranej pozycji będą ci, którzy do tej wartości dotrą jako pierwsi.
Co więcej, w dobie wszechobecnej informacji, twarda wiedza pracownika zaczyna tracić na znaczeniu. W cenie są unikalne umiejętności i doświadczenie, które oczywiście przyjść może jedynie z czasem. Jednakże najważniejsze jest zaangażowanie w wykonywaną pracę. Zarządzanie oparte na podziale pracy, specjalizacji i kontroli mija bezpowrotnie i w ślad za tym w zapomnienie odchodzą czasy wąskich specjalistów.
Niestety, za najnowszymi trendami nie nadąża także system edukacji. Szkoła, poza oczywiście pełnieniem funkcji socjalizacji, sztywno naucza konkretnych przedmiotów. Choć przedmioty te od kilku lat są nazywane w bardziej nowoczesny sposób to mentalność nauczycieli zmienia się bardzo powoli. Podczas mojej obecności na konferencji w Centrum Nauki Kopernik, jeden z pracowników Centrum opowiedział mi o pewnej wycieczce. Pełne entuzjazmu i zafascynowane eksponatami dzieci rozbiegły się po obiekcie. Nauczycielka szybko zebrała je w jedną zwartą grupę i poprosiła pracownika o jasne wskazanie, gdzie znajdują się eksponaty dotyczące fizyki. Wycieczka do Centrum odbywała się w ramach lekcji fizyki i według opiekunki niczego innego dotyczyć nie mogła.
Nauczyciele często patrzą jednotorowo i ograniczają rozwój, zainteresowania i ciekawość swoich podopiecznych. Osobiście za bezzasadną uznaję walkę z używaniem przed uczniów urządzeń mobilnych, także podczas lekcji. Po pierwsze, to walka z wiatrakami, a uczniowie i tak będą korzystali z nowinek technologicznych. Po drugie, to krzywda dla samych uczniów. W pracy zawodowej korzysta się z takich urządzeń, a brak umiejętności ich biegłej obsługi może nawet dyskwalifikować kogoś jako potencjalnego pracownika. Jaki jest zatem sens zabraniać rozwijania tej umiejętności w procesie edukacji?
