Słowa „nie mogę” coraz częściej zastępują zwrot „nie chce mi się”. Na ile jest to nowomodne stwierdzenie, a na ile wyparcie ze świadomości naszej niechęci? Przecież nie jest tajemnicą, że przysłowiowe chcieć, to móc. Pora zwrócić na to uwagę.

REKLAMA
Odkąd sięgam pamięcią, irytują mnie ludzie, którzy nadużywają słów „nie mogę”. Nie wiem, czy jest to efekt wszechobecnej nowomodnej poprawności w każdej niemal dziedzinie życia, ale sformułowanie „nie chcę” zostało przez większość polskiego społeczeństwa bezpowrotnie zapomniane.
Jest mało rzeczy, których nie możemy. Większość z nas nie może na przykład biegać z szybkością mistrzów świata w bieganiu. W zależności od wieku, niemożliwość ta może być zupełnie możliwa do przeskoczenia. Nie możemy latać bez użycia odpowiednich maszyn, oddychać pod wodą, czy pobić prędkości światła, jadąc samochodem, ale większość przypadków, w których używa się powszechnie zwrotu „nie mogę” jest zupełnie niestosowna.
Pierwsza grupa wspomnianego „nie mogę” to stwierdzenia: nie mogę znaleźć pracy, nie mogę założyć rodziny, nie mogę dostać kredytu, nie mogę być tym, kim chcę. To nieprawda! Skoro inni, często podobni do nas, mogą, to my też możemy. Oczywiście nie przychodzi to samo i wymaga rezygnacji z innych rzeczy, ale NIE JEST TO NIEMOŻLIWE – może być, co najwyżej, stosunkowo trudne. To od nas zależy, czy ten trud podejmiemy. Pisałem o tym w moim artykule o umowach śmieciowych i w poście z odpowiedziami na niego. „Zmień swoje słownictwo, a zmienisz swoje życie” - mówił Jacek Walkiewicz, cytując za jednym ze swoich „mistrzów”.
Druga grupa okoliczności jest tym bardziej niestosowna i mnie osobiście jeszcze bardziej irytuje. Nie mogę ci pomóc, nie mam czasu, nie mogę się spotkać. To przecież ewidentna nieprawda. Takie sytuacje powodowane są już bowiem jedynie naszymi decyzjami i wyborami. Są one krótkoterminowe, np. nie chcę z Tobą rozmawiać, bo Cię nie lubię, ale czasami też długoterminowe – nie chcę się z Tobą zobaczyć, bo miesiąc temu podjąłem zobowiązania, które dzisiaj mi to utrudniają. Cokolwiek postanowimy, to zawsze jest efekt naszych wyborów, a nie zewnętrznych okoliczności, wobec których jesteśmy bezsilni. Psychologia ma na to swoje określenie: wewnętrzne versus zewnętrzne poczucie sprawstwa.
Każdy z nas czasem nie mam na coś ochoty – na spotkanie, rozmowę czy udzielenie komuś pomocy. Jednakże brak ochoty nie jest jednoznaczny z niemocą i warto o tym pamiętać.