Kiedy we wrześniu opublikowałem artykuł z analizą transakcyjną zachowań międzyludzkich (http://bit.ly/1gewSKc), w komentarzach współczuła mi nawet Super Niania. Kilka dni temu natomiast dowiedziałem się, że w podobnym do mojego tonie pisze Mariny Adshade (http://bit.ly/1laLdM4) z Vancouver School of Economics. A portale randkowe mają się coraz lepiej i ewoluują do coraz to nowych form (http://bit.ly/1kCgwlT). Rynek osobowości to bardzo ciekawy rynek. Szczególnie: segment użytkowników portali randkowych.
REKLAMA
Na początek warto raz jeszcze przywołać Gary’ego Beckera, który to twierdził, że rynek jest wszędzie i wszystko jest rynkiem. Nieco bardziej w kontekście miłości uszczegóławiał to Erich Fromm, który to twierdził, że istnieje rynek osobowości, na którym każdy ocenia swoją pozycję i szuka partnera o podobnej pozycji / statusie dla trwałości związku – każdy szuka dla siebie najlepszej oferty biorąc pod uwagę swoje wyobrażenie o swojej wartości na rynku. Przeczyć mogą temu jednak niedawne badania, które pokazały, że kiedy mężczyźni dostają Oscara, to nie powoduje to u kobiet chęci rozwodu; natomiast kiedy kobiety dostają Oscara, to mężczyźni często postanawiają się z nimi rozwieść. Może to więc świadczyć o tym, że poszukiwanie najlepszej oferty nie jest płciowo symetryczne – mężczyźni mogą woleć wybierać partnerki o niższej wartości na rynku lub przynajmniej unikać związków z partnerkami o wartości wyższej (oczywiście za każdym razem zarówno ocena wartości partnera jak i siebie samego jest subiektywną oceną oceniającego).
Rynek osobowości wydaje się być rynkiem konkurencji monopolistycznej, wszak nie może być on ani monopolem, ani też konkurencją doskonałą – produkty nie są jednakowe a nawet nie są podobne do siebie. Cechuje go ogromna asymetria informacji – w „realu” wiemy jedynie, na podstawie obrączki, że dana osoba nie jest zainteresowana zawarciem związku. W stosunku jednak do osób bez obrączek nie wiemy już niczego, zwłaszcza w obliczu rosnącej popularności związków partnerskich. A to dopiero początek – przecież nawet, gdy zidentyfikujemy osobę potencjalnie zainteresowaną zawarciem związku, to nie wiemy o niej niczego i dopiero z czasem stopniowo ją poznajemy; na (długim) początku wyłącznie w jej sferze deklaratywnej. A przecież na rynku tym zawierana jest jedna z najważniejszych transakcji w życiu. Budzi się zatem naturalna potrzebna zminimalizowania tej asymetrii.
Portale randkowe jako sposób na minimalizowanie asymetrii informacji i ich cena…
Z pomocą przychodzą właśnie portale randkowe. Na każdym z nich mamy z góry nałożony filtr pozytywny – są na nim (niemal) wyłącznie osoby szukające związku lub też innej relacji, zależnie od profilu danego portalu. Osoby piszą na portalach o sobie – mamy więc sporo informacji na wstępie, niestety także w sferze deklaratywnej. Ale są przecież portale, które rekomendują partnerów w oparciu o wyniki testów psychologicznych – to co prawda także sfera deklaratywna, jednak same testy pisane są przecież w taki sposób, żeby minimalizować czynnik „oszukiwania”. W każdej jednak z opcji mamy do czynienia z minimalizowaniem asymetrii informacji, zależnie od modelu – w różnym stopniu.
Są jednak także i cienie portali. Po pierwsze, dochodzić może do selekcji negatywnej. Na portalach znajdują się osoby, które nie znalazły sobie partnera w świecie rzeczywistym, w którym to świecie ze znalezieniem partnera z powodzeniem radzi sobie większość ludzi. Część spośród użytkowników portalu to będą zatem osoby, które w „realu” znaleźć sobie partnera po prostu nie potrafią. Przyczyny mogą być dowolne, ale zawsze świadczyły będą o pewnym niedopasowaniu takiej osoby do ogółu społeczeństwa. Z drugiej strony – dobieranie się na zasadzie szukania podobieństw w zakresie „niedopasowań” może być zupełnie dobrym pomysłem.
Po drugie, i ciekawsze, na portalach randkowych może dochodzić do pewnej formy pokusy nadużycia. Na „normalnym” rynku osobowości, stosujemy strategię first best lub ewentualnie second best (etc.). Chodzi o to, że nie jesteśmy w stanie na tym rynku zachować się czysto racjonalnie czyli przeanalizować wszystkie dostępne oferty celem wybrania najlepszej. Po pierwsze dlatego, że liczba ofert jest nieograniczona. Po drugie dlatego, że czas na przeanalizowanie nawet ograniczonej liczby ofert już staje się nieskończony. Dlatego decydujemy się związać z pierwszą napotkaną osobą, która „nam pasuje” / spełnia nasze warunki brzegowe, nie wiedząc i wiedząc, że nigdy się nie dowiemy, czy nie ma na świecie, albo nawet w pobliżu, osoby, które nasze warunki spełnia lepiej. Ewentualnie możemy wybrać second (third…) best, czyli po rozstaniu z pierwszą osobą spełniającą warunki związać się z kolejną taką napotkaną. Wydaje się, że nie powinniśmy w naturalnych okolicznościach dochodzić zbyt często do fourth, fifth etc., chociażby dlatego, że jak naucza psychologia każdy z nas zarówno przyciąga jak i czuje pociąg do osób o pewnym określonym profilu osobowościowym. Najpóźniej po drugiej próbie wypadałoby zatem zdać sobie sprawę, że trzecia próba będzie bardzo podobna więc podejmowanie jej jest bez sensu lub przynajmniej wysoce nieopłacalne (lub zmienić siebie na tyle aby przyciągać i czuć pociąg do innego profilu). Pokusa nadużycia na portalach randkowych w tym zakresie sprowadza się do tego, że tutaj nasz best może być nawet dalszy niż fifth. Dlaczego? Dlatego, że mamy poczucie niekończącego się pipe-line’u łatwo dostępnych leadów – niektóre portale wręcz same codziennie proponują nam kilka osób, z którymi zgodnie z wynikami testów, „mogłoby nam się udać”. Innymi słowy wydaje nam się, że będąc na portalu ryzyko nieznalezienia partnera bardzo spadło przez co… stajemy się bardziej wybredni.
Problem? Solved!
Można posilić się na poszukanie rozwiązań powyższych problemów. Po pierwsze, portale mogłyby wprowadzić usuwanie użytkowników w przypadku, gdy ci długo nie znajdą sobie partnera. Jeśli informacja taka zostałaby zakomunikowana użytkownikom dopiero po rejestracji, mogłaby potencjalnie zminimalizować jedynie pokusę nadużycia. Jeśli natomiast zostałaby zakomunikowana już przed rejestracją, mogłaby zminimalizować także selekcję negatywną, oczywiście tylko pod względem „nadmiernego wybrzydzania”.
Po drugie, można spróbować wywołać efekt kooperacji, który wzbudziłby u ludzi chęć bycia uczciwymi i zachowywania się uczciwie – mógłby zatem jeszcze bardziej ograniczyć asymetrię informacji głównie w zakresie rozmijania się sfery deklaratywnej z rzeczywistą. W tym celu można by na przykład wykorzystać mechanizm ratingowania użytkowników przez innych użytkowników. Wchodząc na drugi poziom, ratingi można zacząć ważyć uzyskanymi ratingami, czyli rating otrzymany od osoby, która sama dostała dużo ratingów jest ważniejszy, niż rating otrzymany od osoby, która sama otrzymała ich mało. Niestety, taki mechanizm może w krótkim czasie stworzyć rynek oligopolu…
Personal Process Outsourcing
Jeszcze wcale nie tak dawno, dawno temu, outsource’owanie procesu wyboru życiowego partnera było praktyką powszechną, zwłaszcza w tak zwanych „dobrych domach”. Zajmowali się tym przeważnie rodzice, krewni, albo profesjonalni usługobiorcy zwani swatami. Dziś patrzymy na to z lekką pogardą i niedowierzaniem a przecież… robimy to samo i to z własnej woli. Już samo skorzystanie z portalu jest w pewnym stopniu outsource’ingiem. A co dopiero jeśli zdecydujemy się na skorzystanie z portalu, który przedstawia nam wyłącznie osoby, które wg algorytmu portalu pasują do nas pod kątem wyniku przeprowadzonego testu? W tym przypadku sami świadomie ograniczamy sobie wolność wyboru cedując część tej wolności na jakiś zewnętrzny podmiot. Skądinąd, zachowanie takie wydaje się być zupełnie rozsądne. Przecież w ważnych sprawach, np. prawnych, także często decydujemy na powierzenie prowadzenia naszych spraw osobie trzeciej, patrzącej na problem na spokojnie, bez zbędnych emocji…
