Pytanie jak pracować, będące pochodną pytania jak żyć, ostatnio zadawane jest bardzo często. Szczególnie często zadają je młodzi ludzie, których bezrobocie dotyka najbardziej. Niestety, w mojej opinii, za rzadko zadają je sobie…
REKLAMA
Ostatnio na tym portalu pytanie to w różnych formach zadaje Pani Rymszewicz, analizując sytuację „chłodnym okiem rekrutera”. W mojej opinii, pisze niespójnie.
Z jednej strony Pani Rymszewicz twierdzi, że zatrudnianie ludzi na podstawie ich aktywności w social media a nie na podstawie CV prowadzi do zatrudniania pozerów. Leku na wpisywanie „głupot” do CV upatruje w CV EUROPASS – standardzie CV zaproponowanym przez UE. Wiadomo, jak UE coś wystandaryzuje to już na pewno nie będzie tam głupot.
Z drugiej strony twierdzi, że młodzi ludzie nie posiadają umiejętności, których dzisiaj poszukują pracodawcy (np. tych – to już moje zdanie). Twierdzi też, lub przynajmniej zgadza się z twierdzeniem, że uczelnie wyższe szczęścia nie dają, a przynajmniej nie na pewno; i trzeba po prostu skupić się na własnym rozwoju, na zdobywaniu tych pożądanych umiejętności.
Ale za chwilę wraca do krytyki wolnego rynku twierdząc, że należy jakoś zmusić pracodawców, żeby przestali oferować bezpłatne staże oraz, że na całym świecie jest tak, że za uczciwą pracę należy się nie tylko wynagrodzenie ale też ochrona zdrowia etc. To ostatnie bardzo wpisuje się w pochwałę EUROPASS…
Do problemu podejść można na dwa sposoby: jak go zmienić oraz; jak żyć. Jako że większość młodych ludzie nie jest (i to zupełnie naturalne) zainteresowana zmienianiem systemu tylko życiem i pracowaniem, pozostawmy na boku pytanie jak zmieniać.
Jak pracować? Ciężko i uczciwie. Nie obrażać się: na świat, na system, na niesprawiedliwość, na nieuczciwych pracodawców. W biznesie nie ma miejsca na obrażanie, jest za to miejsce na wyciąganie lekcji. Przyglądać się, co robią ludzie tacy, jakimi my chcemy być; i z żelazną konsekwencją to robić (lub nie robić, jeśli uznamy, że się nie opłaca). I nauczyć się sprzedawać. Siebie. Bez tego się dzisiaj (prawie nikomu) nie uda. Sorry… takie mamy czasy (można oczywiście się na czasy obrazić, ale chyba lepiej się nauczyć). Jeśli nie nauczymy się siebie sprzedawać, to zawsze będziemy czyimś pracownikiem, czyli kosztem. Ba, żeby być czyimś kosztem, też trzeba umieć się sprzedać.
Oczywiście, trzeba mieć co sprzedawać, ale nawet jak ma się dobry produkt / jest się dobrym produktem, to klienci sami nie przyjdą. Przynajmniej nie na początku.
