REKLAMA
Kiedy dwa tygodnie temu jako pierwszy zdiagnozowałem sytuację na wschodzie Ukrainy jako wojnę, nikt nie prostował, ani nie negował mojej opinii. Kiedy powiedział o tym premier Donald Tusk, zrobiła się wielka wrzawa. Posłowie Janusza Palikota zaczęli lament, że oto Polska wychodzi przed szereg. Że nie powinniśmy się odzywać. Że nie warto, żebyśmy prezentowali taką ocenę.
Podobnie zachował się w Faktach po faktach bliski PiS-owi Andrzej Urbański, były szef kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Pan minister tak bardzo odżegnywał się od słowa wojna, że wyglądało to tak, jakby chciał błagalnym spojrzeniem wyprosić u redaktorki, żeby nawet nie powtarzała opinii premiera i nie rozwijała tej kwestii. Sprawę jako temat do dyskusji podjęli dziennikarze. Pytanie czy premier powinien czy nie mówić, że za naszą granicą trwa wojna krąży jak i wraca jak bumerang. Choć to proste jak w bajce o nowych szatach cesarza. Dworzanie nie chcieli uznać oczywistości, z obawy przed uznaniem za głupców lub strachem przed gniewem władcy, choć dla wszystkich było jasne, że cesarz jest nagi.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że słowa szefa rządu i jego ministrów mają większe pole rażenia i wagę gatunkową, niż słowa europosła. Niemniej jednak, udawanie, że taka wojna nie ma miejsca przypomina zachowanie dworzan cesarza, którzy w strachu i lęku bali się odezwać. Jest różnica między brawurą, a odwagą. Między ostrożnością, a kunktatorstwem. Polsce nie opłaca się w żaden sposób milczenie. Fakty są niezaprzeczalne, a dodatkowo potwierdzone post factum przez Władimira Władimirowicza Putina. Prezydent Rosji ostatecznie stracił resztki wiarygodności gdy na wielkiej corocznej konferencji prasowej dla Rosjan, po wielu tygodniach zaprzeczeń, sam wyznał, że wojskowi rosyjscy oczywiście działali na Krymie. Tyle, że wcześniej Putin kpił, że są to samodzielne bojówki, składające się z fanów militariów. Dziś wiadomo, że współczesny rosyjski cesarz jest nagi. Udawanie, że jest inaczej to gra na putinowską nutę.
Polityka to nie wyścigi, ale fakt, że ktoś nazywa rzeczy po imieniu jest rodzajem wyzwania wobec innych obserwatorów. Im dłużej europejscy gracze będą odsuwać od siebie myśl, że Rosja prowadzi z Ukrainą regularną, konsekwentną, choć w swej formie nowoczesną, nietypową i niezwykle przebiegłą wojnę, tym gorzej dla nas wszystkich.
Premier pokazał wielokrotnie, a w ostatnich miesiącach szczególnie, że nie jest samobójcą i zanim coś zrobi, to zawsze pomyśli. Jasna wypowiedź w tej sprawie spowoduje, że polskie oceny będą się liczyć jeszcze mocniej i silniej oddziaływać na opinię międzynarodową. Oczywiście pod warunkiem, że PiS, czy Korwinowcy nie zawezmą się i wszystkiego nam nie popsują... Ale to już zupełnie inna opowieść.
