REKLAMA
Nigdy nie byłem zwolennikiem ciszy wyborczej, zawsze wydawało mi się, że jest ona fikcją. Wyjątek mógłbym zrobić dla sondaży, które rzeczywiście mogą wprowadzać w błąd wyborców, biorąc pod uwagę bardzo rozbieżne wyniki jakie są w nich podawane. Jednak zawsze wydawało mi się, że cisza wyborcza powinna obowiązywać w dniu wyborów. Do tej pory miejscem, które było oazą wolności w wymianie myśli - również w czasie ciszy wyborczej - był Internet. Oczywiście nie można było podawać wyników exit polls, czyli sondaży przeprowadzanych przez pracownie badania opinii, przepytujące osoby wychodzące z obiektów wyborczych. Ale niektórzy i tak znajdowali sposoby by to obejść. Jednak na Facebooku i na forach internetowych dyskusje mogły toczyć się swobodnie. Do dzisiaj. Państwowa Komisja Wyborcza postanowiła zakazać wymiany opinii. I to nawet nie wyłącznie na otwartych, ogólnodostępnych forach, ani na portalach internetowych. Zabroniła też dzielenia się swoim zdaniem na tematy wyborcze z własnymi znajomymi na Facebooku. To jest w moim przekonaniu taki sam zamach na wolności obywatelskie, jak ACTA. Facebook jest miejscem, gdzie obywatele powinni mieć nieskrępowaną możliwość wymieniania poglądów, także w dniu wyborów. I Państwowej Komisji Wyborczej nic do tego. W postępowaniu PKW widać wyraźnie myślenie analogiczne do The Walt Disney Company - najbardziej pazernej firmy walczącej o ograniczenie praw użytkowników po to, żeby maksymalnie skapitalizować twórczość Walta Disneya. Myślę, że przed następnymi wyborami powinniśmy przekonać Państwową Komisję Wyborczą aby zostawiła Internet w spokoju, bo ingerowanie w swobodę dyskusji internautów to zamach na społeczeństwo obywatelskie.