W momencie, w którym większość uczestników odwołała swoją obecność, spotkanie stało się bezprzedmiotowe. Prezydent Janukowycz chciał oszczędzić sobie upokorzenia w sytuacji, gdy media ukraińskie i światowe dyskutowałyby nie o tym, co omawiano na szczycie tylko o tym, ilu polityków europejskich zdecydowało się nie podać mu ręki.
REKLAMA
Sam szczyt mógł odegrać pozytywną rolę w regionie, lecz nie był najważniejszy. Najistotniejsza z punktu widzenia Europy Wschodniej jest przyszłość Ukrainy. W tym kontekście, uwolnienie Julii Tymoszenko, choć ważne, samo w sobie niczego nie rozwiązuje. Była premier należała od lat 90. do establishmentu ukraińskiego. Od początku korzystała z wypaczonego modelu polityki krajowej. Polega on na tym, że władza polityczna służy do budowania własnych majątków polityków oraz wspierających ich klanów, a nie rozwiązywania problemów społecznych.
Pomarańczowa rewolucja wybuchła przede wszystkim jako sprzeciw wobec tego sposobu prowadzenia polityki... Pani Tymoszenko, która stała się jej ikoną, po zwycięstwie nie zrobiła nic, aby tę sytuację zmienić. Wręcz przeciwnie - nadal w tym systemie tkwiła.
Wiedzą o tym doskonale Ukraińcy, którzy traktują ją po prostu jako przedstawiciela jednego z klanów. W tej sprawie wystarczy przeczytać dzisiejszy świetny wywiad Marcina Wojciechowskiego z Oksaną Zabużko w "Gazecie Wyborczej". Pogląd, że tylko formacja byłej pani premier może wprowadzić Ukrainę na europejski kurs, który dziś rano wypowiedział pan Adam Hofman, to Rów Mariański niekompetencji.
Zaczęte za czasów rządu Tymoszenko negocjacje z Unią Europejską w sprawie umowy stowarzyszeniowej nie przyniosły żadnego efektu. Ci, którzy domagali się na Majdanie europeizacji Ukrainy do dziś czują po rządach Julii Tymoszenko i Wiktora Juszczenki gorzki smak goryczy. Wystarczy pojechać na Ukrainę i porozmawiać z ludźmi, aby o tym się przekonać.
Byłoby lepiej, gdyby PiS ustami swojego rzecznika nie zajmował stanowiska w wewnętrznych sprawach Ukrainy. Słuszne potępianie Janukowycza za selektywne stosowanie prawa, zgodnie z którym ukarano Julię Tymoszenko to jedno, ale twierdzenie, że jest ona mężem opatrznościowym Ukrainy wskazuje na brak znajomości realiów. Polacy powinni trzymać stronę nie byłej pani premier czy prezydenta Janukowycza, tylko ukraińskiego społeczeństwa obywatelskiego.
Julia Tymoszenko powinna być natychmiast uwolniona z powodów humanitarnych, a nie politycznych.
Wszyscy dobrze życzący Ukrainie powinni wywierać nacisk na władze w Kijowie przede wszystkim, aby wybory 28 października zostały przeprowadzone uczciwie oraz aby zaczęto w praktyce realizować europejskie reformy. Tylko to może zaspokoić aspiracje ukraińskiego społeczeństwa obywatelskiego. Zajmowanie stanowiska po którejkolwiek ze stron sporu na Ukrainie jest sprzeczne z elementarzem polityki międzynarodowej. Może okazać się druzgocące dla relacji polsko ukraińskich.
