Republikanin Mitt Romney odwiedził w Europie tylko trzy kraje. O wyborze Polski zdecydowało, że jak mało który kraj jesteśmy przykładem i dowodem na to, jak odejście od silnie sterowanej gospodarki może przynieść sukces. W jego przemówieniu w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego to nasz kraj i nasz gospodarczy sukces - zarówno transformacja, jak i obrona przed kryzysem – stoją w kontrze do gospodarczej myśli Obamy.

REKLAMA
Mylili się Ci, którzy sugerowali, że Mitt Romney wybrał Polskę na miejsce swojego przemówienia, jako pretekst do wyznaczenia swojej koncepcji polityki zagranicznej, jako polityki konfrontacji. Zawiedli się Ci, którzy opowiadali, że przyjechał by zyskać sobie jedynie głosy Polonusów. Obie te tezy nie mają sensu, jeśli zrozumie się, że Romney walczy o głosy Amerykanów a jego gesty podczas europejskiej podróży zawsze muszą być czytane przez pryzmat przesłania do nich. Dopiero, gdy się to zrozumie można będzie pojąć, że dzięki jego wystąpieniu Polska zyskała prestiż i sławę, o jakiej przez dwie dekady mogła tylko pomarzyć.
Z tego względu odpowiedź na pytanie o to, który prezydent będzie lepszy dla Polski, to jedynie spekulacja. Wiadomo już jednak, że wybór przez Romneya Polski na miejsce wizyty ma być silnym kontrapunktem dla polityki Obamy. Nie ulega wątpliwości, że bój o prezydenturę wygra ten, który przekona naród amerykański do swojej wizji gospodarki.
Obama, jako prezydent, dał się poznać jako zwolennik protekcjonizmu i większej kontroli wewnętrznej nad gospodarką, między innymi dzięki silnemu dokapitalizowaniu amerykańskich banków i przedsiębiorstw. Do tej pory nie przyniosło to znaczącej poprawy i w tym swojej szansy szuka Romney, prezentując siebie jako polityka zmiany, z nowym pomysłem na kryzys.
Romney podkreślił dziś, że Polska swój sukces gospodarczy zbudowała na wyzwalającej prywatną inicjatywę gospodarce. Podaje przykłady wzrostu przedsiębiorczości i poziomu życia. Odwagi w podejmowaniu śmiałych wyzwań, a nie koniunkturalnej zachowawczości.
Z punktu widzenia kampanii wyborczej wykonał mistrzowski ruch. Obama w swojej kampanii nie odbył tymczasem żadnej podróży. Robił tak przed poprzednimi wyborami, w których odniósł zwycięstwo. Wtedy na miejsce swojej wizyty wybrał Berlin, bo Niemcy były jednym z najtwardszych i najbardziej konsekwentnych krytyków republikańskiego prezydenta Busha. Romney wybrał Polskę, bo jak mało który kraj jest ona dowodem na to, jak odejście od silnie sterowanej gospodarki może przynieść sukces. W ten sposób nasz kraj i nasz gospodarczy sukces - zarówno transformacja, jak i obrona przed kryzysem – są kontrapunktem i kontekstem do krytyki gospodarczej myśli Obamy. Romney pokazał, że odwaga i wiara we własne możliwości może być fundamentem wielkich sukcesów. Jako tła do swojej myśli użył słów Jana Pawła II z pielgrzymki do Polski w 1979 roku: „Nie lękajcie się”. Przy okazji oddał hołd Polakom, wspominając o naszym umiłowaniu wolności i woli walki o nią - od Westerplatte, poprzez Powstanie Warszawskie, obalenie komunizmu i uczestnictwo w wojnie w Afganistanie i Iraku. To z kolei dało możliwość pokazania, że Polska i Stany Zjednoczone zawsze występowały wspólnie w obronie wolności i nigdy nie były po przeciwnych stronach barykady. Wskazał na Polskę, jako wzór demokratycznych przemian i potencjalnego lidera, z którego doświadczeń mogą korzystać takie kraje jak choćby Tunezja, przechodzące od dyktatury do demokracji.
Romney skutecznie dał też odpór krytykom z lewicy. Brytyjski Guardian straszył Romneyem malując go, jako polityka sięgającego do przeszłości, szukającego w konfrontacji sposobu na to, by odróżnić się od obecnego prezydenta USA. Trudno o bardziej wymowny i zrozumiały w Europie i w Stanach przykład wiary w ducha solidarności, niż przytoczenie przez niego słów samego Lecha Wałęsy. Zacytowanie słów o tym, ze Solidarność to sytuacja, w której jeśli nie możesz zrobić czegoś sam to prosisz przyjaciół o pomoc, to dowód, że nie szuka konfliktu, ale porozumienia. Wszystko razem pokazało go, jako polityka myślącego o tym, co jest tu i teraz oraz o tym, jak teraźniejszość przekuć na lepszą przyszłość. Romney powiedział wprost, że hasło „Patrzcie na Polskę” nie straciło nic na swojej aktualności. Zyskało nowy kontekst. Romney akcentował, że nasz kraj stał się wzorcem nie tylko demokracji, ale też liberalnej gospodarki. Krajem sukcesu. Z tego punktu widzenia powinniśmy być ogromnie wdzięczni autorytetowi Lecha Wałęsy, bo dzięki jego zaproszeniu i słowom Romneya, o Polsce będzie jeszcze długo głośno. Trudno o bardziej pozytywną reklamę. Za osiągnięcie efektów przemówienia Romneya w Polsce, zapłacilibyśmy setki milionów dolarów. Ale tak naprawdę Romney dał nam prezent, którego nie można przeliczyć na żadne pieniądze. Zmusił też Obamę do zajęcia stanowiska i odniesienia się do jego tez. Obama nie będzie mógł tego zlekceważyć i przekreślić. Zostaje skazany na podobną narracje, a jeśli Romney pójdzie dalej tropem zarzutów o odwrócenie się od Polski jej wielkiego sojusznika, USA, Obama może być zmuszony by dać dowód, że takiego odwrotu nie było. A wtedy same słowa już nie wystarczą... To wszystko razem daje jednak konkluzję, że bez względu na rezultat wyborów, Polska i tak jest zwycięska.