Opozycja wyglądała jak bokser trafiony między oczy. Premier wolno się rozkręcał. Wstęp nie powalił nikogo. Nie taka miała być jego funkcja. Najpierw trzeba było wyjaśnić w jakim miejscu jesteśmy. W jakim punkcie jest rząd. Po wielu dniach kwestionowania mandatu rządu, po krytycznych komentarzach publicystów mówiących o kryzysie przywództwa, premier powiedział jasno – Ja tu rządzę!
REKLAMA
Decyzja o wotum kompletnie ośmiesza opozycję z jej pozaparlamentarnym premierem prof. Glińskim. Skoro ugrupowania opozycyjne nie są w stanie solidarnie zagłosować przeciw rządowi, a dodatkowo nie mają szans na odbicie choćby pięciu posłów koalicji, to o czym w ogóle rozmawiamy?
Gdyby jednak nawet brać na poważnie pomysły o rządzie technicznym (który w moim przekonaniu jest fatamorganą PR-owską), to co on ma do zaoferowania? Można dyskutować o wzmożonej aktywności opozycji, ale co za nią stoi? Kandydat na kandydata na premiera nie miał nawet nic do powiedzenia w odpowiedzi na expose. Nie ma żadnego argumentu i punktu stycznego z ziemią, bo na niej rządzi i decyduje ten, kto ma w ręku większość i sprawny rząd. Dodatkowo nie ma też żadnego argumentu, którym mógłby się posłużyć w dyskusji nad tezami zaprezentowanymi przez premiera.
- Że nie ma planu na kryzys? – Każdy plan w dzisiejszym czasie jest planem na kryzys, bo to kryzys wyznacza wyzwania i problemy, którym trzeba sprostać. Premier ma na nie dwie kluczowe odpowiedzi. Kontynuowanie walki o wzrost, nie dla cyferek i „zielonych wysp”, ale po to by utrzymać i wspierać miejsca pracy. Pakiet 40 miliardów koordynowanych przez Bank Gospodarstwa Krajowego i zebranych ze spółek skarbu państwa to nie tylko konkret, ale realna perspektywa. Nie wierzę, żeby Premier Donald Tusk, ze swoim powszechnie cenionym w Europie ministrem finansów pozwolili sobie na obliczenia z sufitu. Tak jak wierzę w pomysły Tuska, który nie chce w kryzysie zadłużać państwa tak, jak postulował na początku recesji PiS, ale wybrał drogę oszczędności. To dzięki nim mieliśmy wzrost gospodarczy i dodatnie PKB i rosło zaufanie do nas w Europie i na świecie. Nie byłoby tak, gdyby zwyciężył Kaczyński. Groziłaby nam totalna zapaść, widmo upadku nieco tylko łagodniejszego niż ten, którego doświadcza Grecja.
Drugie kluczowe wyzwanie to utrzymanie wszystkich możliwych form zatrudnienia tak, by ewentualne zmiany np. postulowane przez Solidarność, nie wpłynęły na to, że ludzie stracą pracę. Co więcej – mówi konkretnie – dla większości umowy śmieciowe to zysk nie przekraczający 5 tysięcy rocznie. Oznacza to, że ludzie korzystający w tych umów mogą stracić nawet skromne środki na swoje utrzymanie. Czy odpowiedzialne byłoby ponoszenie takiego ryzyka? Nawet w PiS mimo dumnego marszu z tysiącami związkowców, nie wszyscy są przekonani do tego pomysłu. Bogaci mogą stracić drobne kwoty, biedni mogą stracić wszystko.
O pozostałych kwestiach można mówić szczegółowo z poszczególnymi ministrami i takie dyskusje premier zapowiedział. Uwagę zwracają jeszcze dwie bo zostają przygotowane z dwoma grupami posłów koalicji, które wskazywano jako te, jakie mogą przesądzić o rozbiciu większości. Pierwsza to sam partner koalicyjny PO czyli PSL. Zarówno rozwiązania gospodarcze jak i społeczne, czyli te kwestie, którymi zajmuje się PSL zostały uwzględnione w przemówieniu. Resort gospodarki wicepremiera Pawlaka musiał zaakceptować wszystkie rozwiązania broniące wzrostu. Jeśli zaś chodzi o politykę społeczną to na czoło wysuwa się polityka prorodzinna. To właśnie w resorcie ministra Kosiniaka Kamysza będzie koncentrować się dyskusja nad szczegółowymi rozwiązaniami spójnego, a nie jak do tej pory rozdrobnionego programu dla polskich rodzin. Zapowiedzi premiera to konkrety zarówno w kwestii kosztów jak i terminów realizacji. Co ważniejsze zaraz po wystąpieniu chwalił się nimi Stanisław Żelichowski z PSL, mówiąc że to propozycje właśnie ministra polityki społecznej i pracy – czyli PSL-owca. Z drugiej strony premier wspomniał też o tych, których media kreowały na polityków z możliwej opozycji wewnętrznej czyli tzw. konserwatystów. Tworzenie tej szacowanej na co najmniej czterdziestu posłów grupy na siłę wokół Gowina nie pozostało bez echa. Po pierwsze premier już we wtorek szeroko i jednoznacznie popierał propozycje ministra sprawiedliwości. Dziś Gowinowi powiedział jednak więcej. Jego odpowiedzialnością w czasie kryzysu jest takie usprawnienie sądownictwa, które potwierdzi wzrost Polski w indeksie krajów określającym łatwość inwestowania na ich terytorium. Tzw. indeks DOING BUSINESS to znów nie tylko kwestia prestiżu, ale realne wzmacnianie atrakcyjności Polski jako państwa przyciągającego kapitał, kuszącego klimatem inwestycyjnym. Jest jeszcze kwestia, którą tak szeroko komentowały media przy okazji głosowania nad zmianą aborcyjną. Premier jasno odpowiedział, popierając wcześniejsze wypowiedzi prezydenta Komorowskiego, że będzie przeciwstawiał się wywoływaniu awantury światopoglądowej. Będzie obrona kompromisu. Odpowiedzią jednak jest wezwanie do poparcia rozwiązań dla rodzin, które mogłyby, a boją się decydować na posiadanie dzieci. Wydłużenie okresu urlopu wychowawczego i jego płatność w skali roku w wysokości 80 proc. Premier jasno odpowiada swoim krytykom i tym, którzy głosowali za rozpoczęciem pracy nad projektem zaostrzającym ustawę antyaborcyjną. Zamiast tego wzywa do poparcia rodziny poprzez poparcie programu.
Na koniec parę słów o opozycji. Trzy wystąpienia polityków PiS-u zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. Wprawdzie propisowskie media nie poświęciły dziś żadnej prawie uwagi sejmowej dyskusji, koncentrując się na Smoleńsku. Ale na sali było wreszcie inaczej. Jedynym moim zarzutem jest to, że wychodzą one poza meritum jego przekazu. O ile można uznać wątpliwości co do systemu opieki zdrowotnej prezentowane przez byłego wiceministra Piechę, to trudno nie zauważyć jego PR-owskich wysiłków by budować strach wśród pacjentów. Na to będzie musiał odpowiedzieć minister Arłukowicz. Nawet skrótowe omówienie tej kwestii wydłużyłoby wystąpienie co najmniej o godzinę. Gdy zaś chodzi o prof. Hrynkiewicz i prof. Żyżyńskiego, to nie widzę bynajmniej sprzeczności z programem PO, ale jedynie wejście w szczegóły, które na pewno muszą jeszcze być zaprezentowane. Sam prof. Żyżyński jako odpowiedzialny ekonomista także przy swoich różnych wątpliwościach wchodzi w szczegóły. Co zaś do pomysłu skierowania 40 miliardów na inwestycję przyznaje niejako mimochodem –„to może się udać”. Trudno mi szukać lepszej puenty. Od siebie mogę dodać, że zarówno opozycja jak i rządzący muszą zrobić wszystko by to się udało.
