Dzisiejsza konferencja Jarosława Kaczyńskiego to nic innego, jak wręcz podręcznikowa zasłona dymna.
REKLAMA
Zarzuty do PO, że rzekomo przez nas Polska może stracić na budżecie, jak nic pasują do przysłowia o tym, że ktoś widzi źdźbło trawy w oku bliźniego, nie dostrzegając w swoim belki. Tą metaforyczną belką jest dla PiS-u i Jarosława Kaczyńskiego fakt, że pozostają w sojuszu z ludźmi Davida Camerona, brytyjskiego premiera, który jako jedyny zapowiada, że może zawetować unijny budżet! I pamiętajmy, nie robi tego dlatego, że Polska może nie dostać 300 miliardów. Grozi wetem bo pokazuje swoim wyborcom, że liczy się z ich zdaniem. A to, szczególnie ostatnio, nie jest przychylne projektowi Unii Europejskiej. Mówi się nawet o referendum, w którym Brytyjczycy mogą opowiedzieć się za wyjściem z Unii, a w związku z tym Cameron – dbając o swoje sondaże musi sygnalizować, że nie chce łożyć na Unię. Jego wypowiedzi są jednoznacznie przeciwne interesowi Polski. Jeśli zawetuje budżet to zrobi tak dlatego, że jest on jego zdaniem zbyt duży i Brytania woli pieniądze, które musi do niego włożyć, wykorzystać dla swoich wewnętrznych potrzeb.
Kaczyński atakując PO próbuje zaprzeczyć oczywistym faktom, niekorzystnym dla niego i stawiającym go w złym świetle. Wykorzystuje to, ze Platforma zajęta wieloma problemami naraz nie punktuje samego PiS-u wskazując na prawdziwy kontekst udziału partii w życiu Unii Europejskiej. Chodzi o samą istotę ECR i o ugrupowania tworzące jego trzon. Zaprojektowana jeszcze przez poprzedniego spin doctora frakcja ECR, czyli polsko-czeski sojusz z Torysami, jest obarczony grzechem pierworodnym, który dziś w obliczu kryzysu zyskuje na szkodliwości. Chodzi o eurosceptycyzm, którego ECR jest jasnym przejawem. Jeszcze kilka lat temu był pewnym rodzajem ekstrawagancji i nieszkodliwym marginesem. Widać to w rozkładzie sił w Parlamencie Europejskim. To nasza Europejska Partia Ludowa zyskała w nim większość i może decydować o tym, że Parlament Europejski jest ostoją i wsparciem dla Unii. To PE z naszą większością wyraża głos popierający dla budżetu, który zakłada nawet większe środki niż będące naszym realnym celem 300 miliardów. W tym wszystkim prym wiedzie EPP - czyli Europejska Partia Ludowa, w której my jesteśmy wiodącą frakcją. Nie będę bronił poszczególnych głosowań bo w świetle oczywistej proeuropejskości, a wbrew twierdzeniom Kaczyńskiego – nie mają one znaczenia. Dziś staje się realnym zagrożeniem.
Sumując – nie dajmy sobą manipulować. Stare numery z machaniem szabelką nie przejdą. Jest idiotyczne grozić wetem, kiedy piłka wciąż jest w grze. Pisanie listów przez Kaczyńskiego do Camerona nie ma żadnych szans powodzenia. Cameron będzie kalkulował interes swojej partii i Brytyjczyków. I to właśnie PiS będzie im służył jako część partii ECR, a nie odwrotnie. A skoro tak, to PiS będzie tym, który realnie będzie ZAWSZE przeciwko polskim interesom. Bo polski interes to bycie w Unii. Nawet jeśli nie dostaniemy 300 miliardów tylko 290, to jednak je dostaniemy. Wspieranie Kaczyńskiego – przy wszystkich proporcjach – byłoby pośrednim wspieraniem sił, które chcą rozbić całą Unię. A czy ktokolwiek z Państwa mógłby się pod takim działaniem podpisać? Nie sądzę.
Podsumowując, Jarosław Kaczyński ma pretensje do EPP, że w dziesięciu procentach jej polityka budżetowa nie jest zgodna z interesami Polski, starając się przykryć w ten sposób fakt, że finalnie polityka jego najbliższych sojuszników z ECR godzi w sto procent interesu polskiego. Nie dajmy się uwieść tej manipulacji.
