Dotychczasowa polityka UE wobec Rosji to pasmo porażek, w obliczu których "Strategiczne Partnerstwo" jest koncepcją bez pokrycia. Najwyższa pora by powiedzieć za Putinem, że obecny rosyjski rząd nie podziela tych samych wartości co UE.
REKLAMA
Grudniowy szczyt UE-Rosja podobnie jak inne w ostatnich latach nie przyniósł znaczących rezultatów. Liderzy nie potrafili znaleźć wspólnego języka w kwestiach energetycznych, handlu czy praw człowieka. Wciąż niewiadomo czy Komisja Europejska wniesie formalną skargę do Światowej Organizacji Handlu na Rosję w związku z wprowadzonymi przez nią środkami protekcjonistycznymi. Komisja zwleka z decyzją, bo obawia się odwetowych działań Moskwy. Podobnych obaw nie miał natomiast prezydent Putin krytykując po raz kolejny trzeci pakiet energetyczny zawierający przepisy, które rozdzielają przedsiębiorstwa produkcyjne od sieci przesyłowych, co osłabi pozycję Gazpromu. Rosyjski prezydent nazwał pakiet „niecywilizowanym” podkreślając, że jego zapisy nie są zgodne z umową o partnerstwie i współpracy z 1994 roku.
Ale bezowocne szczyty to nie jedyny problem unijnej polityki wobec Rosji. Zainicjowane przez UE w 2010 roku "Partnerstwo dla modernizacji" miało przybliżyć Rosję i jej obywateli do Unii poprzez zintensyfikowanie współpracy w takich dziedzinach jak sądownictwo, walka z korupcją, promocja małych i średnich przedsiębiorstw czy energia. Jednakże po poprzedzających grudniowy szczyt aresztowaniach wśród liderów opozycji i przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego, nikt już chyba nie ma złudzeń, że unijne próby modernizacji i demokratyzacji Rosji poprzez współpracę gospodarczą były skuteczne. Rosyjskie władze otwarcie przyznają, że nie identyfikują się z wartościami europejskimi, czego potwierdzeniem są wydarzenia z grudnia. W pierwszą rocznicę demonstracji w Moskwie, tysiące Rosjan ponownie wyszło na ulice miasta w ramach protestu wobec reżimu prezydenta Władimira Putina. Władze nie tylko aresztowały prominentnych liderów opozycji m.in Siergiej Udalcowa, ale również obciążyły grzywną pozostałych uczestników manifestacji. Podobny los spotkał blogera Aleksieja Nawalnego oraz jego brata Olega, którzy po raz kolejny zostali oskarżeni o defraudację środków ze skarbu państwa.
Warto podkreślić, że zdarzenia te miały miejsce niecałe dwa tygodnie od przyjęcia przez amerykański Senat "Ustawy Magnitskiego". Ustawa ta zakazuje udzielania wiz wjazdowych do USA rosyjskim funkcjonariuszom rządowym współodpowiedzialnym za śmierć rosyjskiego adwokata, który podczas pracy dla rosyjskiego oddziału Hermitage Capital Management ujawnił nadużycia w organach skarbowych Federacji Rosyjskiej. Działania naszych kolegów zza oceanu powinny posłużyć jako inspiracja, a zarazem bodziec do bardziej skutecznych i zdecydowanych działań, które zaowocują zmianą polityki Unii wobec Rosji. Przyjęta w październiku rezolucja PE w sprawie Magnitskiego, w której apelujemy do Rady o utworzenie "czarnej listy" osób zamieszanych w śmierć rosyjskiego prawnika, była niewątpliwie ważnym krokiem. Z zadowoleniem przyjąłem decyzję amerykańskiego Kongresu, ponieważ dzięki niej Rada jest teraz pod większą presją i będzie jej trudniej uchylić się od odpowiedzi na naszą rezolucję.
Należy jednak pamiętać o tym, że sprawa Magnitskiego to jedynie wierzchołek góry lodowej. UE powinna zająć twarde i spójne stanowisko w sprawie grudniowych aresztowań wśród liderów opozycji jak również ograniczania wolności słowa i zgromadzeń. Musimy w sposób nieprzerwany domagać się zniesienia nowego rosyjskiego prawa o finansowaniu organizacji pozarządowych, które zakazuje przyjmowania środków finansowych zza granicy. Ta ustawa upokarza nie tylko nas, ale przede wszystkim samych Rosjan zaangażowanych w działalność pozarządową, których niesprawiedliwie posądza się o bycie "zagranicznymi agentami". Pomimo tego, że rosyjskie władze nie utożsamiają się z europejskimi standardami, w Rosji nie brakuje ich zwolenników, co widać w sieci, którą ciężej jest kontrolować niż tradycyjne media. Unijni politycy muszą sobie zdać sprawę z tego, że dialog z Rosją to nie tylko rozmowy na wysokim szczeblu z przedstawicielami rosyjskiego rządu czy partii politycznych, ale kontakty z przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego, organizacji pozarządowych, blogerami i wszystkimi tymi, którzy walczą o demokratyczną Rosję. Musimy dołożyć wszelkich starań by zliberalizować proces wizowy tak, aby Rosjanie mogli częściej i łatwiej podróżować do UE. To właśnie takie działania mogą przybliżyć Rosję do naszych wartości i standardów.
Wielu ekspertów przez lata zwracało uwagę, że w unijnej wspólnej polityce zagranicznej i bezpieczeństwa brakuje jednomyślności i konsekwencji, czego najlepszym przykładem jest polityka UE wobec Rosji. Wszyscy doskonale pamiętają brak porozumienia w czasie wojny z Gruzją czy ataku cyber-ataku na Estonię. Jak dotąd członkowie UE byli podzieleni na kraje Europy środkowo-wschodniej z nieufnością patrzące na swojego wschodniego sąsiada oraz kraje tj. Niemcy czy Włochy, które były bardziej pobłażliwe w kwestii niedociągnięć rosyjskiej demokracji ze względu na ich interesy handlowe i energetyczne. Na szczęście ta sytuacja ulega zmianie. Niedawno niemiecki Bundestag przyjął rezolucję, która krytykuje Rosję za zejście ze ścieżki demokratycznych reform. Wygląda na to, że UE powoli zdaje sobie sprawę z tego, iż nie można budować skutecznej polityki w oparciu o błędne przesłanki. Nie ulega wątpliwości, że powinniśmy nieprzerwanie współpracować z Rosją w tych dziedzinach, w których jest to możliwe, ponieważ otwarta i nieskorumpowana Rosja leży w interesie nas wszystkich. Nasza polityka wymaga jednak większej koordynacji i współpracy z NATO. Chcemy nowej, ambitnej umowy o partnerstwie i współpracy, ale jednocześnie nie możemy za wszelką cenę unikać konfrontacji z Rosją. Musimy odważnie bronić naszych interesów gospodarczych na forum Światowej Organizacji Handlu oraz energetycznych poprzez realizację trzeciego pakietu energetycznego.
