Państwo nie może tolerować bandytów, niezależnie czy przebiorą się w klubowe szaliki, ciężkie glany czy podrobione dresy. Nie mam żadnego zrozumienia dla bandytów kopiących leżących i w liczebnej przewadze wyżywających się na „innych”. Im szybciej się z nimi rozprawi tym lepiej.

REKLAMA
Jestem całym sercem za ministrem Bartłomiejem Sienkiewiczem, który zapowiada ostre rozprawienie się z tymi, którzy bez litości biją innych, walczą maczetami, palą mieszkania obcokrajowców czy kopią dziennikarki. Im szybciej to się stanie, tym lepiej. Dla nas wszystkich.
Część prawicowych „gazet" ruszyła szturmem na ministra Sienkiewicza. Zarzuca mu, że wykorzystuje pretekst bandyckiego pobicia kilku meksykańskich marynarzy by wprowadzić rozwiązania siłowe. Brzmi groźnie, ale jak dla mnie sytuacja, w której bandyci będą bać się państwa i jego funkcjonariuszy to oznacza, że państwo spełnia swoją funkcję. Problem istnieje, dlatego trzeba głośno wzywać do potępienia bandytów w szalikach. Bez żadnego „ale”, relatywizacji, jakiegokolwiek zrozumienia dla bandytów.
Nie chcę wierzyć, że takie intencje przyświecają redaktorom i części polityków. Niestety jednak muszą mieć świadomość, że chcą czy nie, są rzecznikami złej sprawy – rozwiązywania konfliktów przemocą, ksenofobii, czy budowania „etosu” bandyckich grup udających kibiców.
Dyskusja nad tym, czy awanturę na plaży wywołali Meksykanie, czy Polacy, wydaje mi się mało poważna i trzeciorzędna dla całej sprawy.
Ponieważ dyskusja na temat tej awantury ma miejsce w mediach, chciałbym na początku powiedzieć kilka słów o nich samych. Fakt, że na polskim rynku prasy w ostatnim czasie pojawiły się nowe prawicowe media: Uważam Rze, Do Rzeczy i Gazeta Polska Codziennie, uznaję za bardzo pozytywny. Także to, że obok nich w kioskach zaczęła się pojawiać Trybuna, bez względu na moją historyczną niechęć do tytułu, uznaję za oznakę zupełnie przyzwoitego poziomu wolności słowa w Polsce. Budowanie dyskusji publicznej przez media to dobry objaw demokracji. Nawet, jeśli krytyka uderza w moje ugrupowanie, uznaję zasadę, że co Cię nie zabije to Cię wzmocni. Tym bardziej jednak uznaję, że nie powinniśmy tolerować chamstwa, prostactwa i zwyczajnych kłamców w publicznej dyskusji.
Tym razem zdumiała mnie wczorajsza konferencja prasowa. To zupełnie normalne, że po awanturze na trójmiejskiej plaży i zamieszkach jakie stały się udziałem meksykańskich marynarzy i grupy górnolotnie nazywającej się kibicami drużyny ze Śląska, pojawiły się pytania o to, czy przypadkiem Meksykanie nie mają na sumieniu również chamskiego zachowania. Pewnie ocenić to będzie musiała policja, więc trudno dziś ferować wyroki.
Jednak gdy widzę, że dziennikarz Gazety Polskiej bierze się za usprawiedliwienie przemocy i agresji, opadają mi ręce. Chodzi mi dokładnie o atak na ministra Bartłomieja Sienkiewicza, za to, że rzekomo już przesądził o winie tych, którzy fałszywie nazywają się polskimi kibicami. Myślę, ze ciężko jest podważyć opinię ministra spraw wewnętrznych, że osoby wszczynające burdy, wykrzykujące obraźliwe i niejednokrotnie rasistowskie hasła należy nazywać po imieniu - zwyczajną hołotą czy nawet bandyterką.
Gdy jednak słyszę sugestie, że kibole nie ponoszą winy za zajście i bijatykę w Gdyni, to zdaje mi się, że dziennikarz najwyraźniej nie żyje w tym samym kraju, co ja. Jeśli widzę grupę łysych tzw. „karków” rzucających się na kilkunastu, być może również nie świętych marynarzy, skaczących po nich i kopiących leżących na ziemi, to nie chce mi się wierzyć, że ktokolwiek może w ogóle pomyśleć o tym, żeby brać ich w obronę. Brzydzi mnie przemoc, ubolewam nad agresją i jak każdy uważam, że bezpieczeństwo zwykłych, normalnych ludzi dla mundurowych i służb musi być zawsze na pierwszym miejscu.
Czy zwyczajni ludzie, którzy rzucają się dziesiątkami na bezbronnych i ocierają się o lincz mogą znaleźć jakiekolwiek zrozumienie? Czy banda łysych osiłków straszących urlopowiczów, którzy mieli tego pecha, by trafić na plażę z rozwydrzonymi młokosami powinna być mi droga? Czy ktokolwiek z myślących trzeźwo może uznać, że ci, którzy rzucali się z pięściami i kopali leżących na ziemi, są ofiarami prowokacji? Jeśli nie będziemy protestować przeciwko wywracaniu wszystkich norm do góry nogami, prędzej czy później pozwolimy, by bandyci dopuścili się kolejnych pobić i przemocy, której ofiarą może stać się każdy zupełnie przypadkowy przechodzień. Nigdy nie będzie mojej zgody na atakowanie słabszych.
Być może prawdziwe są zastrzeżenia do marynarzy. Nie można jednak lekceważyć faktów. Ludzi, którzy kopią leżących i z nienawiścią wbijają w ziemię drugiego człowieka należy karać. A jeśli ktoś spróbuje mi powiedzieć, że grupka kilkunastu marynarzy nie jest słabsza w starciu z kilkudziesięcioma kibolami, to mogę tylko przy najlepszej dobrej woli uznać, że za długo leżał na słońcu, albo zdecydowanie przesadził z kosztowaniem alkoholu. Ciekaw jestem Państwa zdania, ale z góry zastrzegam, że trudno będzie mnie przekonać, że sytuacja z Gdyni nie jest jednoznaczna. Każdy, kto w kupie atakuje innych musi narazić się na zarzut, że bliżej mu do dzikich plemion niż do normalnych ludzi. I to niezależnie od tego jak wiele razy wykrzyczy, że kocha Polskę
Zanim powiesiłem na blogu ten tekst poprosiłem moich młodych pracowników kibicujących klubom sportowym, żeby wypowiedzieli się o tym, co napisałem. Zgodzili się ze mną. Staram się ważyć słowa, ale wobec patologii, przemocy i chamstwa zwyczajnie nie potrafię być obojętny. Dlatego jeśli mój wpis wyda się Państwu za ostry, proszę o wyrozumiałość - w emocjach człowiek może wyrazić się dosadniej, niż do tego przyzwyczaił swoje otoczenie.
Wszyscy łysi bandyci, którzy kopali leżących na plaży zasłużyli na surową karę. A tych, którzy podnieśli rękę na kobietę, choć wolałbym żeby taka informacja okazała się nieprawdą, powinniśmy zgodnie potępić i ukarać. Jeśli dziś damskiego boksera nie spotka surowa kara, jutro może podnieść rękę na emerytkę, dziecko, czy kobietę w ciąży. Czy można wobec tego siedzieć cicho?