Radosław Sikorski klarownie przedstawił coś, co w elementarzu dyplomacji - gdyby taki istniał - byłoby absolutnie fundamentalne. Chodzi o to, że jako kraj europejski Polska musi inwestować w swoją pozycję, bazując na realnych i wymiernych wskaźnikach W dobie kryzysu pozytywny bilans gospodarczy i wzrost na tle krajów oscylujących wokół granicy zerowego wzrostu jest absolutnie kapitalną promocją polskiej wiarygodności.
REKLAMA
O tym jak istotne jest słowo wiarygodność, najbardziej odczuły te kraje, które na skutek swej sytuacji zyskały wśród agencji ratingowych niechlubną kwalifikację swoich papierów dłużnych na poziomie śmieciowym. W tym samym czasie Polska swoją pozycję jedynie umocniła, w czym wielka zasługa ministra Rostowskiego, który zamiast realizować antykryzysową strategię PiS-u postawił na autorskie cięcia i wyszedł zwycięsko z groźby załamania finansów publicznych podczas pierwszej kadencji rządu.
W swoim expose szef MSZ osadził polską politykę zagraniczną w rzeczywistości. Pokazał, co jest głównym problemem Polski – kryzys gospodarczy w Europie i USA. W jego wyniku Stany Zjednoczone wycofują się z zaangażowania w tych obszarach, na których nam najbardziej zależało, czyli w Europie. Z drugiej strony UE ma coraz mniej możliwości prowadzenia polityki wspólnotowej, ponieważ szereg krajów członkowskich, w tym tych największych, szuka rozwiązania swoich problemów w powrocie do polityki narodowej. Sikorski pokazał również, w jaki sposób polityka Rosji, prowadząca do integracji obszaru dawnego ZSRR zagraża naszym interesom, promując standardy autokratyczne, oparte na polityce gospodarczej, odwołującej się do państwowego kapitalizmu. Podkreślenie, iż zapisy Paktu Fiskalnego zobowiązujące państwa UE (poza Wielką Brytanią i Czechami) do przestrzegania się przed spiralą zadłużenia, są jedynie powieleniem zasady wprowadzonej do polskiej konstytucji. To wskazuje na polską racjonalność. Tym to ważniejsze, że przecież debata prowadzona jest w sytuacji mocno niekomfortowej. I to nie tylko dla rządu. Również, a może przede wszystkim dla Racji Stanu.
Szef polskiej dyplomacji wskazał w jaki sposób, w tej zmieniającej się na niekorzyść Polski koniunkturze, osiągnąć sukces. Podstawowym warunkiem jest racjonalna polityka finansowa, która powoduje, iż Polska spośród wszystkich najbardziej uprzemysłowionych krajów na świecie, ma najszybciej rozwijającą się gospodarkę. Jeżeli ta tendencja się utrzyma, wówczas relatywne znaczenie Polski będzie rosło, stwarzając nowe możliwości dla polskiej dyplomacji.
Jeśli chodzi o znaczenie polityki regionalnej, Sikorski bardzo mocno zaakcentował współpracę z Ukrainą. Zaznaczył, że Polska nie myśli o niej przez pryzmat tej, czy innej ekipy będącej u władzy, ale jako o kraju, z którym mamy strategiczny sojusz. Zasygnalizował również zaniepokojenie kierunkiem działań wewnętrznych na Ukrainie, które są dalekie od demokratycznych standardów demokratycznych i mogą stanowić przeszkodę dla podpisania w przyszłości umowy stowarzyszeniowej. Kluczowe było powtórzenie, że Polska stworzyła Ukrainie realne warunki dołączenia do Europy wspólnych wartości takich jak demokracja i wspólny rynek. Najwięcej jednak w tej sprawie zależy od samej Ukrainy.
Sikorski podkreślił także bardzo słusznie współpracę z krajami Europy Środkowej, które w coraz większym stopniu zdają się dostrzegać, inaczej niż bywało to w przeszłości, walory współpracy z Polską.
Reasumując, minister spraw zagranicznych odniósł się do realnych problemów i możliwości, a nie do problemów, które zdefiniowane są zgodnie z wewnątrzpolityczną koncepcją opozycji. Pokazał, że głównym orężem polskiej dyplomacji, umożliwiającym uzyskiwanie celów jest racjonalna polityka gospodarcza, polityka oszczędności. Jeżeli będziemy kontynuować tą politykę, to konsekwentnie będziemy osiągali sukcesy.
Natomiast to co mówi PiS, sytuuję tę partię i ten dyskurs w obszarze rzeczywistości na tyle wyolbrzymionej, że aż fikcyjnej. Na dzisiejszą dyskusję o polskiej polityce zagranicznej cieniem położyły się wczorajsze słowa Jarosława Kaczyńskiego. Szef PiS-u stwierdził, iż według niego najbardziej prawdopodobną wersją powodu katastrofy smoleńskiej jest zamach i jak rozumiem, uważa on, że stoją za nim Rosjanie. Tym samym Kaczyński formułuje bardzo ostre oskarżenie, które tworzy kontekst debaty. Fakt ten koresponduje z konkluzją prezesa i jego otoczenia, iż mamy do czynienia z sytuacją, w której Polska jest w kondominium niemiecko-rosyjskim. To nadaje kontekst polskiej polityki w ramach UE i w relacjach z państwami trzecimi.
Skoro Rosjanie spowodowali wypadek, w którym zgładzili prezydenta i dużą część elity naszego kraju, a Unia Europejska jest instytucją, która działa wbrew interesowi polskiemu i w dużej mierze swoich członków, a zgodnie (jak rozumiem) z interesem niemieckim, to rzeczywiście pozycja Polski wygląda katastrofalnie. Nic to wszakże nowego. W tym wszystkim jest jednak coś co pozwala nam spać spokojnie. Widać wyraźnie, że opinie PiS-u i Kaczyńskiego w żaden sposób nie są zgodne z rzeczywistością. Katastrofa smoleńska była badana przez kilka instytucji, ostatnio przez NIK, i wnioski dotyczące jej genezy są jednoznaczne – doszło do niej na skutek szeregu zaniedbań proceduralnych, dokonywanych z dobrą bądź złą wolą. Niemniej żadna poważna instytucja państwowa nie stawia tezy o zamachu. Po drugie, choć widać wyraźnie bliską współpracę niemiecko-rosyjską w dziedzinie energetyki, to jednak pomiędzy tezą o współpracy energetycznej a tezą o prowadzeniu polityki „kondominium” dzieli ogromna przepaść.
To ta linia polityczna forsowana przez Jarosława Kaczyńskiego i jego współpracowników od kilku lat spowodowała, że dziś PiS utracił zdolność prowadzenia dyskusji o polityce zagranicznej. Nie ma też mowy o tym, by nadawał jej ton. Całkowite oderwanie od rzeczywistości prezesa Kaczyńskiego i jego otoczenia uniemożliwia dialog rządu z opozycją. Postawa lidera największej partii opozycyjnej osłabia polską politykę zewnętrzną i działania naszej dyplomacji na arenie międzynarodowej, zamiast je wzmacniać. Kto od tej zasady odchodzi nie ma pojęcia o polskiej racji stanu.
