REKLAMA
Jarosław Kaczyński robi wszystko, żeby tylko nie dopuścić do tego, by kampania dotyczyła spraw europejskich. Jeśli zmusimy PiS do dyskusji na ten temat, jasno wyjdzie bilans klęsk, w których główną rolę odegrał Lech Kaczyński. Skierowanie debaty na sprawy wewnętrzne jest ucieczką przed tematyką, w której PiS nie ma żadnych osiągnięć ani wiedzy. Problem polega na tym, że w Parlamencie Europejskim, jak sama nazwa wskazuje, to kompetencje europejskie są niezbędne.
Kolejny spot PiS potwierdza moje wcześniejsze zapowiedzi. Nie mam wątpliwości, że tylko silna presja ze strony mediów i innych partii może zmusić prezesa PiS-u do wypowiedzi na temat problemów, którymi zajmuje się Parlament Europejski. Stwierdzenie niektórych kandydatów PiS do PE o tym, że Platforma ucieka od problemów wewnętrznych jest zwyczajnie nielogiczne. Prawda jest oczywista - PO bierze odpowiedzialność za cały kraj, zarówno za politykę wewnętrzną, jak i zewnętrzną. Na pewno w trakcie zbliżających się kampanii problemy takie jak służba zdrowia, edukacja czy pomoc społeczna, będą omawiane na tysiąc możliwych sposobów. Wiem też, że będziemy na taką dyskusję gotowi. Tyle, że po raz kolejny podkreślę - w Europarlamencie nie załatwimy likwidacji kolejek do lekarzy (z którymi nota bene mierzy się większość krajów UE), nie rozwiążemy problemu rodziców dzieci niepełnosprawnych, ani nie przeprowadzimy reformy systemu sprawiedliwości. Ci, którzy mówią inaczej mijają się z prawdą, albo nie wiedzą co mówią.
Kaczyński doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Wie też, że dyskusja o dorobku PE i pozycji Polski w UE będzie dla PiS-u zabójcza. Jak wiarygodnie może prezentować swój program i swoje cele partia, która mając drugi wynik w Polsce w wyborach do PE, już na początku kadencji przegrała wszystko co można było zdobyć w Brukseli? PiS dokonał serii złych wyborów i dlatego jego posłowie nic nie osiągnęli w tej kadencji. Zaczęli od złego wyboru frakcji. Zamiast być z nami w EPL i stworzyć silną polską grupę, woleli Brytyjczyków. Zamiast osiągnąć przynajmniej jedno znaczące stanowisko, jak np. wiceszefa PE, przegrali wszystko.
Przypomnę, że PiS wprowadziło do Parlamentu Europejskiego 15 posłów. Ludzie Zbigniewa Ziobry odpadli od głównego nurtu na tyle daleko, że doszli aż do najskrajniejszej frakcji eurosceptycznej w PE, uznawanej za zbiór polityków o całkowicie sprzecznych poglądach, głoszących mniej lub bardziej kuriozalne banialuki, i połączonych jedynie niechęcią do UE.
Co zostało z planów wprowadzenia do prezydium PE polskiego europosła z PiS? Nic.
Co z utrzymaniem nagrody pocieszenia, jaką był fotel szefa frakcji ECRu?
Jeszcze mniej. Michał Kamiński szybko został wycięty przez byłych kolegów. Oczywiście mieli do tego prawo. Tyle, że przez wzajemne bratobójcze walki, stracili nawet to stanowisko. Nic nie otrzymując w zamian. Czy taki dorobek nie jest dyskwalifikujący?
Zresztą nie chodzi tylko o gry personalne. Z merytoryką jest jeszcze gorzej. Odwoływanie się do mitu wielkiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego jest wielkim nieporozumieniem. Nie twierdzę, że Lech Kaczyński nie był mądry, ani że niczego nie osiągnął. Jednakże jego polityka zagraniczna, była niestety wielkim fiaskiem. Paradoksalnie, Jarosław Kaczyński nie uznając jakiejkolwiek krytyki brata, sam godzi w jego pamięć. Bo jeśli błędy będziemy nazywać sukcesami, to ludzie myślący szybko zakwestionują nawet dobre decyzje prezydenta. To logiczne. Jeśli ktoś wciska nam na siłę, że białe jest czarne, nie damy się na to nabrać.
Znamienne jest dla mnie zachowanie PiS-u po tym, jak zaproponowałem debatę z byłą minister Anną Fotygą. Na pewno Państwo pamiętają, że to właśnie moja stanowcza prośba(jako szefa Komisji Spraw Zagranicznych w Sejmie) o wyjaśnienie co naprawdę wynegocjował prezydent Lech Kaczyński przyniosła mi zarzuty zdrady. Bo dla PiS-u Polska racja stanu jest drugorzędna. Jeśli myśli się samodzielnie i jest się wiernym przekonaniom, droga jest jedna. I prowadzi, co przełożyło się na późniejszą decyzję o potraktowaniu mnie jak Radosława Sikorskiego do wypchnięcia z PiS-u. Jeśli mam o coś żal w tamtej sytuacji, to tylko o to, że minister Fotyga uniknęła przyznania, że negocjacje traktatu lizbońskiego były spektakularną klęską prezydenta. Nota bene klęską, którą minister Fotyga we właściwym sobie bezkrytycznym uwielbieniu nazywała występem na miarę Oskara.... Dziś PiS panicznie boi się przyznać, że mityczna joanina była złotem głupców. A Prezydent, przyjmując ją jako rekompensatę za ustępstwa, dał się ograć jak dziecko.
Podsumowując, chętnie przyznam rację PiS-owi, jeśli jego politycy wezmą się w garść i podejmą rękawicę. Mówienie, że uciekamy przed dyskusją przypomina mi stare porzekadło, że każdy Polak mówi o sobie. PiS ucieka od kwestii europejskich, ale zadaniem nas wszystkich, wyborców, musi być zmuszenie Kaczyńskiego by pokazał karty. Kampania nie może być oparta na blefie.