Czy szkoła ma coś wspólnego z posłanką Anną Grodzką? Ano ma i to więcej niż można by się spodziewać. Zacznijmy jednak od tego, że źródeł problemów związanych z wychowaniem młodych ludzi, z ich zagubieniem we współczesnym świecie, a także przyczyn agresji i sięgania po narkotyki należy szukać właśnie w szkole. Dziś szkoła nie wychowuje i nie uczy, lecz dożywotnio piętnuje słabszych uczniów. I odrzuca „innego”.
REKLAMA
W czwartek, 7. lutego, odbyło się w Sejmie spotkanie poświęcone zjawisku agresji i przemocy w szkole z udziałem przedstawicieli Ministerstwa Edukacji Narodowej, organizacji pozarządowych oraz oczywiście posłów zainteresowanych problemem. Kilkugodzinna dyskusja pokazała co najmniej trzy zasadnicze wątki, które nie są brane pod uwagę w powszechnej, zwłaszcza medialnej, dyskusji.
Po pierwsze obecnie szkoła przestaje dostarczać wiedzę, co stanowiło o istocie oświaty przez ponad sto lat. W tej chwili nauczycie w szkole przekazują zdecydowanie mniej informacji, składających się na określone zasoby wiedzy, niż czynili to przed laty. Większość wiedzy dzieci i młodzieży pochodzi obecnie spoza szkoły (internet, media, rówieśnicy, rodzina), co powoduje określone konsekwencje i często zdecydowane reakcje uczniów na rzeczywistość szkolną.
Po drugie, szkoła stygmatyzuje, odrzuca i dezintegruje. Dając przed laty polityczne i społeczne słuszne przyzwolenie na tzw. proces inkluzji edukacyjnej (włączanie do głównego nurtu edukacji dzieci i młodzieży „słabszej” intelektualnie i społecznie) nie doprowadziliśmy do zmiany stylu pracy szkoły. W żaden sposób nie udaje się „podciągnąć i włączyć” tych słabszych. A zatem szkoła nadal ma charakter ekskluzywny, czyli wyłączający. I to z banalnego powodu! Nauczyciele siłą rzeczy muszą opierać swoją pracę na kreowaniu w grupie rywalizacji i dążenia do sukcesu za wszelką cenę. W ten sposób szkoła pod szczytnymi hasłami powszechnego dostępu edukacyjnego powoduje stygmatyzację i odrzucanie „innych” – czyli uczniów słabszych intelektualnie i poznawczo. Ten proces szczególnie widać w gimnazjach i liceach. Dlatego szkoła zamiast integrować społecznie rówieśników – dezintegruje.
I po trzecie wreszcie, mitem jest dziś wychowawcza rola szkoły. Pomijając fakt, że nie można funkcji wychowawczych przypisywać instytucji, gdyż wychowują ludzie, a nie struktury formalne, to chyba należy uznać, że nauczyciele nie tyle nie są przygotowani do takich zadań, ile nie mają szans ich należycie wykonywać. Wynika to z przypisanych im ustawowo obowiązków i zakresów funkcjonowania. A także braku powszechnego konsensusu co do fundamentalnych wartości naszego społecznego współżycia.
Jakże więc szkoła jako instytucja publiczna może kreować proces wychowawczy, jeśli nie są rozstrzygnięte podstawowe kwestie nie tylko aksjologiczne, lecz i biologiczno-egzystencjalne, czego przykładem jest właśnie publiczna dyskusja dotycząca posłanki Grodzkiej. Jakże spełniać taką rolę, jeśli brak jest publicznego konsensusu co do podstawowych zasad nie tylko współżycia społecznego, ale również rozumienia istoty ludzkiej egzystencji (kwestie życia poczętego i granicy pomiędzy życiem a śmiercią). Przecież rola wychowania musi polegać na kształtowaniu tożsamości młodego człowieka, tożsamości rozumianej jako „funkcjonalny sposób myślenia o samym sobie i własnych priorytetach w kontekście ich społecznego odbioru”( A. Giddens).
Pozostaje nam cieszyć się, że współczesna polska szkoła mimo wszystko – w świetle badań naukowych - wcale nie jest miejscem wzrostu poziomu agresywności młodego pokolenia (jak na skróty sugerują niektórzy). Z drugiej strony to może niedobrze, bo pedagogiczna analiza funkcjonowania szkoły wskazuje, że zachowania agresywne, które są naturalną reakcją młodego zdrowego człowieka na „nienormalność” społeczną i edukacyjną powinny się wzmagać i rozszerzać. Wówczas ten „krzyk” młodych ludzi byłby w końcu słyszany…
Niestety, nie jest słyszany. Najwyraźniej doprowadziliśmy do tego, że współczesne pokolenie młodzieży stosuje strategię „wycofania i ucieczki” w swój własny świat, a nasze problemy i społeczne zjawiska są mu, delikatnie mówiąc, obojętne. Chciałbym się mylić, bo inaczej to by było najgorsze z możliwych rozwiązań.
---
Prof. nzw. dr hab. Marek Konopczyński
Pedagogium Wyższa Szkoła Nauk Społecznych w Warszawie
Prof. nzw. dr hab. Marek Konopczyński
Pedagogium Wyższa Szkoła Nauk Społecznych w Warszawie
