Różni „eksperci” oraz dziennikarze szafują hasłem, że „w szkole rośnie przestępczość uczniów”. Robią to beż żadnej analizy faktów i ocen. Nie chcą zauważyć powszechnie dostępnych danych, z których wynika, że mamy do czynienia z pozytywną tendencję spadku poziomu demoralizacji i przestępczości uczniów. I to wcale nie dzięki hołubionemu przez nich słynnemu programowi „Zero tolerancji”.

REKLAMA
Gdy chce się kogoś uderzyć, kij zawsze się znajdzie. A jak nie ma niczego pod ręką, to trzeba coś wymyślić. I tak robią ci, którzy ostatnio głoszą, że w szkołach wzrasta poziom przestępstw popełnianych przez uczniów, nie powstrzymując się nawet od zwykłej manipulacji danymi statystycznymi. Robią to albo fałszywie interpretując je na korzyść własnych tez, albo łącząc w całość kilka kategorii niepowiązanych ze sobą logicznie i wybiórczo traktując określone liczby. Wystarczy jeszcze do tak budowanego obrazu otaczającego świata – w tym przypadku edukacyjnego – dorzucić kryteria polityczne i mamy gotową prostą odpowiedź na wszelkie problemy związane z edukacją, którymi należy obciążać wrogów politycznych. Wówczas właśnie mity społeczne, a więc dość powszechnie głoszone poglądy, które nie mają wiele wspólnego z racjonalnym oglądem rzeczywistości, ale powtarzane często utrwalają się w świadomości obywateli. Nie będę pisać, kto tak kreuje rzeczywistość, ale wystarczy poczytać choćby zapis z dyskusji podczas sejmowej komisji edukacji z 7. lutego oraz zobaczyć relacje w politycznie określonej prasie.
W jednym z tekstów w jednym radykalno-prawicowym tytule – przez zwykłą grzeczność dla autora nie podaję danych - przytaczane za statystykami policyjnymi liczby wskazywać mają rzekomą ilość przestępstw popełnionych na terenie szkół i placówek oświatowych w 2011 roku (31,5 tys). Autor nie zauważa jednak, że takie dane nie muszą dotyczyć wcale młodzieży uczęszczających do tych instytucji, gdyż ich sprawcami mogą być osoby dorosłe, np. dokonujące nocnych kradzieży czy innych czynów przestępczych na terenie placówek. Swoją drogą, biorąc pod uwagę liczbę szkół i placówek w Polsce ( ponad 30 tys. jednostek), to średnio wypada jedno przestępstwo w roku w jednej placówce - wynik trudno osiągalny w innych krajach Europy czy USA.
Kuriozalnym argumentem jest podanie w tym samym artykule liczby 800 zatrzymanych w 2012 roku osób sprzedających czy nakłaniających do używania środków narkotycznych (nie wiadomo, czy miało to miejsce na terenie szkół?). Nie wiadomo też, czy są to uczniowie, czy osoby dorosłe. A jeśli nawet byli to uczniowie, to liczba ich w stosunku do kilku milionów uczniów w Polsce umieszcza nasz kraj w ścisłej czołówce światowej w zakresie niskiego poziomu procederu narkotycznego. Potwierdza to informacja o udziale 3,2% przestępstw narkotykowych we wszystkich czynach zabronionych mających miejsce na terenie szkół w 2012 roku
W tego typu ujęciach omija się najwyraźniej szerokim łukiem znacznie bardziej miarodajne dane Ministerstwa Sprawiedliwości zbierane ze wszystkich sądów powszechnych, które ukazują wyraźną tendencję zmniejszania się od kilku lat przestępczości nieletnich, czego namacalnym wyrazem jest sukcesywne zmniejszanie liczby potrzebnych miejsc w zakładach poprawczych i likwidacja w ostatnim czasie kilku schronisk dla nieletnich. Ponadto badania naukowe prowadzone w polskich szkołach ukazują wzrost poczucia bezpieczeństwa uczniów tam przebywających oraz tendencję zmniejszania się zachowań inkryminowanych na rzecz lekkiego wzrostu zachowań agresywnych, które nie są kategorią karalną w rozumieniu kodeksowym, a zatem nie stanowią przestępczości. Dlatego też nadużyciem i nieuczciwością merytoryczną jest twierdzenie „wzrostu przestępczości” w szkołach i instytucjach oświatowych.
Nie tak dawno temu, bo w połowie ostatniej dekady, powstał pomysł projektu „Zero tolerancji” oraz „Ośrodków Wsparcia Wychowawczego”, o których z taką nostalgią wspomina autor przywołanego artykułu. Pomysł, którego nie powstydziliby się nawet twórcy „zrębów socjalizmu” (min. propagatorem tworzenia ośrodków wychowawczych dla tzw. „biezprizornych” był Feliks Dzierżyński). Idea opiera się na założeniach XIX wiecznej koncepcji behawioralnej Iwana Pawłowa, koncepcji, która już w połowie XX wieku zbankrutowała intelektualnie, a jej przesłanki organizacyjne uległy likwidacji w większości państw cywilizowanych (obecnie istnieją zakamuflowane mutacje min. na Białorusi, w Rosji i części państw Bliskiego Wschodu).
Prawie 100-letnie europejskie doświadczenia edukacyjne i wychowawcze pokazują, że wszelkie próby segregacji dzieci i młodzieży polegające na tworzeniu specjalnych form wychowawczych i edukacyjnych opartych na rygorze i surowym traktowaniu mijają się z celem. Podobnie jak wprowadzanie zakazów i surowych regulaminów, które same w sobie nie posiadają walorów wychowawczych. Należy również pamiętać, że surowość karania nie pozostaje w związku statystycznym ze zmniejszaniem się zachowań niepożądanych, tak jak zwiększanie surowości kar kryminalnych nie wiąże się ze zmniejszaniem liczby przestępców, o czym świadczą liczne badania naukowe prowadzone od kilkudziesięciu lat na świecie.
Wprowadzenie w miejsce wspomnianych projektów, które nie miały uzasadnienia naukowego i były świadectwem ignorancji merytorycznej ich twórców, programu „Bezpieczna i przyjazna szkoła” przynosi już oczekiwane efekty edukacyjne i społeczne. Efekty te to przede wszystkim: sukcesywne zmniejszanie się liczby uczniów wykazujących podwyższony poziom demoralizacji ( świadczą o tym statystyki sądowe), zwiększanie się poziomu poczucia bezpieczeństwa dzieci i młodzieży w szkołach i placówkach (świadczą o tym badania sondażowe), a także „otwarcie” szkoły na działania wolontariackie, polepszenie jakości pomocy psychologiczno-pedagogicznej, realizacja programów kreatywnej profilaktyki społecznej oraz programów wspierania uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych.
Trzeba natomiast pamiętać, że szkoła jako instytucja publiczna nie istnieje w próżni społecznej i politycznej. W jej imieniu nauczyciele i wychowawcy mogą skuteczniej kreować procesy wychowawcze, jeśli rozstrzygnięte zostaną podstawowe, fundamentalne kwestie nie tylko aksjologiczne, lecz i biologiczno-egzystencjalne. W sytuacji braku społecznego konsensusu co do podstawowych zasad nie tylko współżycia społecznego, ale również rozumienia istoty ludzkiej egzystencji – o czym pisałem ostatnio w NaTemat - efekty pracy wychowawczej zawsze będą mniejsze, a na dodatek przez niektórych polityków wbrew realiom i logice -kwestionowane.
---
Prof. nzw. dr hab. Marek Konopczyński
Pedagogium Wyższa Szkoła Nauk Społecznych w Warszawie