Jedynym korzystnym elementem proponowanej przez MEN nowelizacji Ustawy o systemie oświaty jest ograniczenie liczby uczniów w klasach I-III szkoły podstawowej do 25. Natomiast całość propozycji obniżenia wieku szkolnego należy ocenić negatywnie.
REKLAMA
Większość argumentów przeciwników obniżenia wieku szkolnego jest powszechnie znana. Ograniczę się tylko do wskazania drastycznych braków w przygotowaniu szkół pod względem prawnym, kadrowym i organizacyjnym, które dotyczą m.in. nauczycieli przygotowanych do zajmowania się dziećmi w tym wieku, rozwiązań całodziennej opieki, wykraczającej poza plan zajęć, regulacji dotyczących okresu wakacji szklonych, terenów zabaw itd. Szkolnictwo początkowe budzi bardzo wiele zastrzeżeń i niepokojów i to one powinny być przede wszystkim tematem zainteresowania MEN i one powinny być usunięte przed jakąkolwiek decyzją o obniżeniu obowiązku szkolnego. Obraz szkoły, jaki wynika z badań pedagogów wczesnej edukacji (m.in. D. Klus-Stańskiej, M. Nowickiej, E. Gruszczyk-Kolczyńskiej, A. Nowak-Łojewskiej, J. Bałachowicz, M. Wiśniewskiej-Kin, M. Szczepskiej-Pustkowskiej, E. Zalewskiej, M. Żytko, A. Kalinowskiej i wielu innych), jest dramatyczny i ukazuje spustoszenia, jakie wywołuje wczesna edukacja szkolna: skrajne nieprzystosowanie szkoły do młodszych uczniów, przestarzałą metodykę, brak aktywności badawczej na lekcjach, incydentalność współpracy grupowej, stereotypizację postaw społecznych i stygmatyzację odmienności, wydziedziczanie z kultury macierzystej i macierzystego języka, opresyjną dyscyplinę ciszy i znieruchomienia, organizację przestrzeni klasy rodem z XIX wieku, a więc ogólnie: mamy szkołę, która zamiast integrować cokolwiek zgodnie z swoimi założeniami ma charakter dezintegrujący wiedzę i poczucie tożsamości dzieci, obniżający kompetencje społeczne, wywołujący brak poczucia sprawstwa, postawy rywalizacyjne i lękowe.
Należy też z przykrością dodać, że wyniki badań wyników nauczania w klasach początkowych, jakie osiągają oni w badaniach międzynarodowych, są dla Polski kompromitujące. Nasi uczniowie plasują się poza Europą, a relatywnie lepsze rezultaty osiągają w zakresach, których szkoła jeszcze nie realizowała, a więc nie zdążyła wygasić osobistych kompetencji dzieci i ich spontanicznie stosowanych strategii myślenia (to zjawisko znajduje potwierdzenie także w badaniach międzynarodowych, które obejmują wyższe szczeble edukacji – polscy uczniowie są relatywnie najlepsi w zakresie zadań, których szkoła ich jeszcze nie uczyła!). Poprawę wyników naszych starszych uczniów, jaką możemy obserwować w ostatnich edycjach badań międzynarodowych PISA) poprzedził lawinowy wzrost korepetycji i prywatnych kursów, jaki miał miejsce po wprowadzeniu egzaminów zewnętrznych do naszego systemu oświatowego. Każdy kto chce odnieść jakikolwiek sukces w polskiej szkole, uczęszcza na prywatne zajęcia, bo szkoła jest okazuje się niewydolna. Na korepetycje uczęszczają już uczniowie klas początkowych! Czy niedługo pójdą na nie 6-latki i ich młodsze rodzeństwo? Jeśli dodamy do tego niespotykane w innych krajach rozmiary prac domowych (które zawłaszczają niemal cały wolny czas, jaki powinien być spożytkowany na przeżywanie dzieciństwa), oczekiwanie ze strony szkół, że rodzice będą pomagać dzieciom w ich odrabianiu (co w innych krajach traktowane jest jako oszustwo edukacyjne) oraz fakt znacznego zróżnicowania wyników nauczania przez środowisko zamieszkania (znacząco lepsze wyniki osiągają uczniowie z dużych ośrodków, w których mamy do czynienia ze skupieniem inteligencji oraz infrastruktury edukacyjnej i kulturalnej), staje się jasne, że polscy uczniowie uczą się nie w szkole, ale poza szkołą, dzięki dramatycznemu wysiłkowi finansowemu polskich rodzin. Natomiast uczniowie z obszarów deprywacji edukacyjnej i środowiskowej są skazani na klęskę szkolną i wykluczenie kulturowe.
Dlatego właśnie, choć idea obniżania wieku szkolnego jest trafna w swojej istocie, jednak przed jej wdrożeniem konieczne jest bardzo poważne zreformowanie działania szkoły. W takiej sytuacji jak obecnie, dzieci, które na poziomie przedszkoli mają jeszcze szansę rozwoju poznawczego, społecznego i emocjonalnego, znajdą się w placówkach, w których wsparcie tego rozwoju jest więcej niż problematyczne.
Przy takim podejściu obniżenie wieku obowiązku szkolnego może być pierwszym krokiem ku budowie nowej lepszej szkoły, bo ja też takiej bym chciał. Nie można porównywać zdecentralizowanej i samorządowej oświaty w Wielkiej Brytanii, W Niemczech czy Szwecji do raczkującej - po minionych a rujnujących m.in. polską edukację dwóch totalitaryzmach - demokracji, do młodej gospodarki rynkowej i centralistycznie zarządzanego systemu oświaty. Pedagodzy nie uważają więc za niewłaściwe obniżenie wieku obowiązku szkolnego, gdyż ma ono miejsce w Polsce od ponad półwiecza. Każde dziecko w wieku 4, 5 czy 6 lat mogło i może uczyć się w szkole, o ile osiągnie dojrzałość szkolną. Tak samo jest w Wielkiej Brytanii, gdzie w pierwszych latach edukacji elementarnej czynią one w nich dokładnie to samo, co miały i mają polskie dzieci w ramach edukacji przedszkolnej. Z psychologicznego i pedagogicznego punktu widzenia nie sztywna granica wieku dla wszystkich dzieci jest tutaj istotna, ale poziom ich dojrzałości do systematycznego i samodzielnego uczenia się, do pracy w grupie społecznej, do eksperymentowania wiedzą, do opanowania podstawowych umiejętności alfabetyzacyjnych.
Niestety, polska szkoła została poddana presji neoliberalnych ekonomistów, którzy uznali, że posłanie sześciolatków do szkół bez koniecznego, a integralnego ich przygotowania w sferze rozwoju umysłowego, społecznego, emocjonalnego i fizycznego ma na celu przyspieszenie wejścia na rynek pracy młodszych roczników. Taka argumentacja została przedstawiona polskiemu społeczeństwu przez b. minister edukacji Katarzynę Hall, a dorabianie do niej „gęby” troski o cywilizacyjne szanse kraju, wyrównywanie szans rozwojowych dzieci i młodzieży jest już tylko czczą demagogią. Skoro uważa się, że barbarzyńcami są Polacy, bo posyłali swoje dzieci do szkół dopiero w 7 roku życia, to dlaczego przemilcza się fakt, że to Finowie czy Duńczycy kierujący dzieci też w 7 roku życia do szkół uzyskują najwyższe wyniki w międzynarodowych badaniach osiągnięć szkolnych (PISA), a nie uczęszczające do szkół już od 5 roku życia dzieci szkół brytyjskich. Warto trzymać się twardych faktów oświatowych i politycznych.
Protestujący przeciwko pseudoreformie obniżenia wieku szkolnego rodzice nie są kanibalami kultury, nędznikami na marginesie cywilizacji, ale pełnoprawnymi obywatelami III Rzeczpospolitej, których władza nie może ignorować i za pomocą profesorskich wypowiedzi ignorantów dezawuować. Ponoć mamy społeczeństwo obywatelskie, a nie totalitarne, etatystyczne, w którym racja jest tyko i wyłącznie po stronie władzy. Żaden antropolog kultury nie pozwoliłby sobie na taką arogancję, by stwierdzić, że określona część polskiego społeczeństwa postrzegana zrazu jako tradycyjna czy archaiczna, nie ma w nim prawa do godnej egzystencji, do ochrony własnych wartości i praw. Politycy powinni nie tylko znać, ale i uznawać oraz wdrażać w życie Międzynarodową Konwencję o Prawach Dziecka. W świetle jej norm to rodzice mają bezwzględne pierwszeństwo w relacjach z władzą w wypowiadaniu się na temat własnych dzieci i warunków do ich instytucjonalnej edukacji. Już mieliśmy taki ustrój, w którym to władza państwowa rozstrzygała sprawy za obywateli i przeciwko nim. Póki co obecna reforma systemu oświaty – już w kolejnej swej wersji – nadal rozmija się z rzeczywistością, z oczekiwaniami rodziców, potrzebami edukacyjnymi dzieci i opiniami pedagogów...
---
Bogusław Śliwerski - profesor pedagogiki, przewodniczący Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN
Bogusław Śliwerski - profesor pedagogiki, przewodniczący Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN
Tekst jest skróconą wersją artykułu dla Rzeczpospolitej z dn. 6.06.2013 r. pt. Oświata w wirtualnej chmurze.
Pełne stanowisko Zespołu Polityki Oświatowej KNP PAN skierowane do MEN dostępne jest: http://www.pan.uz.zgora.pl/
Pełne stanowisko Zespołu Polityki Oświatowej KNP PAN skierowane do MEN dostępne jest: http://www.pan.uz.zgora.pl/
