Wirus z Chin w pierwszym swoim ataku wyeliminował publiczność z widowisk sportowych. Trybuny są puste już nie tylko w obiektach zamkniętych, ale również otwartych i to zimowych, gdzie wydawałoby się, że wirus ma mniejsze szanse. Liczba 1000 osób przyjęta jako zalecenie dla imprez masowych przestanie niebawem obowiązywać i stanie się administracyjnym rygorem.

REKLAMA
Już odwoływane są zawody sportowe w miejscach gdzie stwierdzono zakażenia i nie są rozgrywane nawet bez udziału publiczności. Tylko w samej piłce nożnej odwoływane jest ponad sto meczów w każdy weekend. Dzieje się tak nie tylko na podstawie decyzji gospodarzy. Drużyny gości odmawiają rywalizacji w takich miejscach. Żądania walkowera wydają się w tych warunkach co najmniej niestosowne. Są też inne reakcje. Organizatorzy nawet w odległych rejonach od miejsc gdzie stwierdzone są przypadki zakażeń, działając przezornie, może nawet ponad miarę ostrożnie, nie podejmują ryzykownej odpowiedzialności i przekładają imprezy na jesienne terminy.
logo
Na razie dotyczy to zawodów np. maratonów, na które zawodnicy przylatują z różnych rejonów świata.Anulowanie zgrupowań zagranicznych nie stanowi rozwiązania. Polskie ośrodki sportowe mogą równie dobrze stać się miejscami kwarantanny, tak jak zagraniczne hotele. Jak widać po mapie zachorowań wirus może być za każdym rogiem.
Kibice wielu dyscyplin sportowych już odczuli dolegliwości ataku, nie mogąc bezpośrednio na trybunach bądź trasach, wspierać aplauzem swoich ulubieńców i idoli. W transmisjach telewizyjnych mamy wrażenie, że oglądamy trening bądź sparing. Być może dzieli nas krok od tego by realizatorzy takich transmisji zaczęli podkładać dźwięk trybun i reakcje wirtualnej publiczności. Przecież utrzymuje się popularność sitcomów z symulowanymi reakcjami nieistniejącej publiczności, a ich widzowie do tego się przyzwyczaili. Czy kibice sportowi byliby gotowi zaakceptować takie rozwiązanie? Chyba lepiej przeczekać i powrócić do osadzenia widowiska sportowego w jego naturalnym środowisku.
logo
Co z największymi tegorocznymi wydarzeniami sportowymi ? Czy zagrożone są mistrzostwa Europy w pice nożnej i Igrzyska Olimpijskie?
Rzym jest gospodarzem inauguracyjnego meczu piłkarskiego, a Włochy są największym w Europie skupiskiem zarażonych. Pozostałe spotkania mają się odbywać w jedenastu krajach. Można sobie wyobrazić wędrówkę drużyn i podążającymi z nimi rzesze kibiców po całej Europie? Na razie tak. Organizatorzy monitorując wydarzenia zapewniają i słusznie, że ryzyko zarażeń jest znacznie mniejsze niż przy corocznej, można by określić tradycyjnej już grypie. Fakt codziennego przemieszczania się pracowników między granicami państw, którzy w swojej liczbie przewyższają nawet największe trybuny, nie działa wystarczająco racjonalnie na budzące się lęki rozgrzanej wyobraźni przed nieznanym.
logo
Wydaje się, że piłka nożna nie zaakceptuje pustych trybun, choć takie rozwiązanie jest brane pod uwagę zaczynających się za trzy miesiące rozgrywek piłkarskich. Do Igrzysk Olimpijskich w Japonii pozostało ponad cztery miesiące.
Można sobie wyobrazić swoiste ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej w postaci obowiązkowych badań sportowców, zwiększające wzajemne zaufanie uczestników zmagań olimpijskich. Wraz z trenerami, i innymi osobami towarzyszącymi w ekipach to zaledwie kilka tysięcy. Gdyby do tego doliczyć sędziów, wolontariuszy, obsługę wioski olimpijskiej, dziennikarzy i inne osoby bezpośrednio zaangażowane w tworzenie eventu to wyjdzie kilkadziesiąt tysięcy osób. Jak na skalę przedsięwzięcia to ciągle liczba niewielka. Dostępność do badań w wielu krajach nie jest powszechna i wciąż reglamentowana.
Pozostaje pytanie czy społeczność międzynarodowa była by gotowa na zaakceptowanie stworzenia takich elitarnych preferencji? A co z widownią? Tu chyba pomysły się kończą. Organizatorzy w oficjalnych komunikatach zapewniają, że Igrzyska odbędą się w planowanym terminie. Liczą na to, że eskalujący wirus do lipca straci swój impet.Zagrożenie, że Igrzyska się nie odbędą jest dość realne. Czy mogły by się odbyć w jakiejś okrojonej formie? Np. bez publiczności, bez pompatycznych uroczystości otwarcia i zakończenia, ograniczone tylko do niektórych dyscyplin sportowych.
Każda z tych na razie przynajmniej mało prawdopodobnej i tylko hipotetycznej możliwości, może się stać nowym quazi wirusem zagnieżdżającym się w świadomości sportowców.
Objawem chorobowym będzie niepewność i zwątpienie w sens działania.„Imunnologiczną” obroną musi być nieustępliwy, konsekwentny trening. Czynienie tego czego sportowcy się uczą, a najlepsi potrafią: zaangażowania się tylko w to na co mają wpływ.
Uparcie z pasją i bez zwątpienia przygotowywać się nie tylko do udziału, ale i do zwycięstwa w tych najważniejszych zawodach. Mają prawo liczyć na taką samą postawę swoich trenerów, a jedni i drudzy na wsparcie psychologów sportu. Traktujcie te okoliczności jak wyzwanie – nie zagrożenie. Zmierzcie się z sytuacją, która na taką skalę nie miała precedensu.
logo
Pamiętamy wyeliminowanie dużych grup sportowców z Igrzysk Olimpijskich. Ze startu w Montrealu w 1976 roku z powodów politycznych i rasistowskich zrezygnowały 22 państwa afrykańskie. W 1980 roku bojkotem igrzysk moskiewskich zareagowało kilkadziesiąt państw w „odwecie” za atak Związku Radzieckiego na Afganistan /łączna absencja z różnych przyczyn to 63 państwa/. W rewanżu 15 narodowych reprezentacji bloku wschodniego nie wystartowało w 1984 w Los Angeles. Do bojkotujących dołączyły Iran i Libia uznających USA za „szatana i matecznik terroryzmu”.
Za każdą z tych decyzji krył się los poszczególnych sportowców. W niwecz została obrócona wieloletnia praca, spełnienie nadziei ich samych, najbliższych, federacji sportowych i kibiców. Państwa decydujące się na te bojkoty sprzeniewierzyły się idei olimpizmu wykraczającej nawet ponad spory wojenne, a nie tylko ideologiczne.
Koronawirus może to wszystko przebić. Kariery zawodników mogą się nie doczekać tej najważniejszej puenty. Ci co przeżyli traktowali to jak osobiste życiowe porażki. Niektórzy do dziś nie mogą się pogodzić z niesprawiedliwą utratą szans odebraną przez ludzi.
Wirus jest bezosobowy i może być bardziej bezwzględny.
Podane publicznie dane w poniedziałek 9. marca to 110 tys. zachorowań na całym świecie. Konferencje przedstawicieli władz gonią jedna drugą, aby przekazać nam ich starania o przecięcie ścieżek ekspansji koronawirusa, sposobów identyfikacji zarażonych lub potencjalnych nosicieli oraz pacyfikowania chorych. Przyrastają oddziały szpitalne i łóżka w oczekiwaniu na nich, nie nas. Władze pokazują jak zabezpieczają nas przed nimi. Czy to zmniejsza poczucie zagrożenia ? Czy uspokajająca jest wyeksponowana w każdym programie informacyjnym na tzw. belce wiadomość o dziewiątym, jedenastym i kolejnym pacjencie? Sądząc po reakcjach ludzi nie.
Tym razem czujemy zagrożenie wobec nas samych. W niebezpieczeństwie jesteśmy my nie tylko oni.
logo
Wiemy o tych dramatycznych finałach zakażenia, że dotyczą one głównie ludzi w starszym wieku. /co to jest starszy wiek? Już sześćdziesiąt czy dużo więcej?/ Koronawirus jest jednym z elementów przynajmniej kilku składnikowej choroby. Nie dotyczy ludzi młodych, może właśnie z powodu efektywniejszych barier immunologicznych.
Być może przebieg choroby jest analogiczny do innych, które przechodzi się bez większych konsekwencji w młodości, a są bardzo groźne dla ludzi dorosłych. Prawdopodobnie dzieci dziesięcioletnie i młodsze przechodzą chorobę bezobjawowo, stając się przez to groźnymi bo nierozpoznanymi nosicielami. Jak na lekarstwo, choć nomen omen właśnie jego w najbliższym czasie nie będzie, są informacje jak przed wirusem się zabezpieczyć. Jak przygotować, bądź wzmocnić naszą główną barierę jaką jest układ immunologiczny na spotkanie z intruzem.
Organizm sportowca poddawany jest wyjątkowym obciążeniom. Można by powiedzieć, że cała witalność skierowana jest na wykonie treningu i szybkiego odtworzenia zasobów. Znamy przypadki zwiększonej zachorowalności na infekcję dróg oddechowych po ukończonych maratonach. Sportowcy odczuwają nie tylko dolegliwości ze strony tego układu, ale również gastryczne i kardiologiczne, szczególnie po długotrwałych wysiłkach. Odpowiedzi układu nerwowego po przegranej są odczuwalne nie tylko dla zawodnika, ale i jego otoczenia. Wzmacnianie, chronienie układu odpornościowego jest sportową codziennością. Warto ją spopularyzować w obliczu zagrożenia wirusem z Chin.
Po pierwsze higiena. Wielokrotne mycie w ciągu dnia. Mycie rąk po każdym kontakcie
z przedmiotami używanymi przez wiele osób, nawet tylko tych z najbliższego otoczenia.
Dbanie o czystość miejsca zamieszkania, pracy, nauki. Unikanie kontaktu z osobami z widocznymi objawami infekcji dróg oddechowych niezależnie od odległości. Ten lansowany jeden metr, dla sportowców to o wiele za mało. Przestrzeganie higieny snu. Sportowcom zaleca się minimum 7 do 8 godzin nieprzerwanego snu począwszy od godz. 22 – 23.
Regularne, urozmaicone, dobrze zbilansowane pod względem asortymentu posiłki. Trzy podstawowe dziennie z akcentem obfitości na śniadanie plus dwie tzw. przekąski.
To prosty nieskomplikowany pakiet działań na rzecz wzmocnienia układu immunologicznego. Będzie naszą barykadą w faktycznej walce z niepożądanym intruzem.
Trudno przewidzieć wszystkie konsekwencje zmagań nie tylko sportu z tą odmianą wirusa.
Zakres oraz powszechność informacji o tempie ekspansji oraz tymczasowa bezradność medycyny w leczeniu choroby, indukuje wyobrażenie znacznie przewyższające skalę zagrożenia.
Choćby zderzenie danych ze skutkami tradycyjnej grypy za taką opinią przemawia.
Tę tradycyjną mimo bogatych corocznych żniw już oswoiliśmy. Tak działa lęk przed nieznanym. Spróbujmy zachować spokój i rozsądek, nie poddając się panice i histerii.
Gdybyśmy dziś zapytali: czy byłbyś gotów poddać się szczepieniu ochronnemu przeciw zakażeniu koronawirusem 2019-nCoV można się spodziewać, że większość z nas odpowiedziała by: TAK. Kiedy minie już zagrożenie miejmy nadzieję że na trwale, można oczekiwać że zwiększy się powszechna dbałość o higienę oraz świadomość konieczności szczepień ochronnych. To będzie pozytywny wkład koronawirusa w nasze życie.