Tegoroczny sezon startowy był, w niektórych dyscyplinach jeszcze jest, mocno „przycięty” przez epidemiczne obostrzenia. Nie zdążyliśmy się nacieszyć startami, rywalizacją, samą atmosferą, splendorem wygranych a już zaczynamy stawiać nowe cele i planować jak je osiągnąć, chwilowo pozostając w trybie jesiennych refleksji. Nas naszło na to co w tytule. Wielu sportowców, szczególnie przed Igrzyskami Olimpijskimi, obnosi się z deklaracjami, że jadą na te zawody po medal.

REKLAMA
Tak jakby mieli je tam rozdawać. Tak się dzieje, gdyż takie jest zapotrzebowanie społeczne - zapotrzebowanie na sukces. Zwycięstwo kojarzone jest z sukcesem. Gdy to nastąpi napawamy się świadomością, że jesteśmy lepsi od innych jako cała społeczność za sprawą jednej osoby lub drużyny.Wyrażamy to w gestach, toastach, triumfalnych powitaniach, krzykliwych nagłówkach gazet, preferencyjnym pozycjonowaniu w wiadomościach, w gratyfikacjach finansowych, odznaczeniach państwowych itp. Jest to szczególne widoczne, gdy z wynikiem sportowym trafimy w okresie pewnej pustki w mediach, gdy nawet druga liga w tym czasie nie kopie piłki. Wynik sportowy „przydaje” się również w sytuacji, gdy daje sposobność przekierowania uwagi społecznej w jego stronę, nawet zawyżając jego wartośćw uznanych hierarchiach sportowych.
logo

Użytek z wyniku sportowego czyniony jest na wiele sposobów. Beneficjentem tego jest również sam sportowiec. Jest coraz bardziej rozpoznawalny, a jego dyscyplina staje się bardziej popularna. Pojawia się zapotrzebowanie na wszelkie informacje z życia zwycięzcy zarówno te dotyczące sportu jak i życia prywatnego. Kiedy okazuje się, że dojście do wyniku sportowego wiązało się z wybiciem ponad szczególne ograniczenia jak choćby: słabe warunki treningowe, przebyta choroba lub silna trauma, wrodzona dysfunkcja, nie najlepsze środowisko domowe lub szkolne, smak i ranga tego zwycięstwa bardzo się modyfikuje.
Bardzo dobrze odbierani są mistrzowie gdy wyrażają wdzięczność osobom i instytucjom, które miały wpływ na osiągnięty rezultat. Absolutne minimum to trener i rodzina. Najwięcej sympatii wzbudzają ci, którzy radośnie wyrażają swoje zadowolenie, bez gestów i przejawów triumfalizmu. Niejednokrotnie kibice nadają zwycięzcom coraz liczniejsze przymioty, których wcale nie posiadają. Przykładem tego jest Maradona. Bezsprzecznie znakomity zawodnik, którego ponadmiarowy mit zapoczątkowało zdobycie bramki ręką, uznaną za ingerencję nadprzyrodzoną. Osoba dotknięta osobistą ingerencją Boga sama staje się boska. Niestety sam zawodnik uwierzył w swoje pozasportowe mistyczne przymioty. Żyje w tej bańce od wielu lat. Przypłacił to silną depresją wymagającą intensywnego leczenia.
Zdecydowana większość wielokrotnych zwycięzców ma dystans do swoich wyników. Zawsze powtarzaliśmy swoim zawodnikom: „jeśli nawet zdobędziesz mistrzostwo świata, to nazajutrz jesteś takim samym człowiekiem jak dotychczas.”Trzeba mieć na uwadze, że radości naszego zwycięstwa nie podzielają przegrani. Warto być empatycznym i powściągliwym, chociaż część z nas erupcją radości chce też powetować sobie dotychczasowe niepowodzenia.
Reakcje przegranych nie zawsze spotykają się z akceptacją kibiców. Szczególnie wtedy, gdy pokonani odnajdują przyczyny przegranej poza nimi samymi: a to w sędziach, a to w pogodzie - chociaż dla wszystkich była taka sama, a nawet w trenerach traktując ich jak ignorantów, a nawet dywersantów i wspólników przeciwnika. Kibice widząc zaangażowanie w walce, nieustępliwość i wytrwałość wybaczają przegraną i często kwitują zawołaniem: „Polacy nic się nie stało”.Powszechny jest pogląd, że uczymy się na błędach, a porażka jest świetnym doświadczeniem edukacyjnym.Badania naukowców: Christopher G. Myers, Bradley R. Staats i Francesca Gino doprowadziły do wniosku, że jeśli weźmiesz osobiście na siebie odpowiedzialność za niepowodzenie, jest bardziej prawdopodobne, że będziesz pracował ciężej. Ci którzy widzą głównie poza sobą te przyczyny, mniej chętnie podejmą kolejne trudne wyzwania. Z tych analiz i tego punktu widzenia wynika, że edukacyjna wartość porażki jest większa niż zwycięstwa, co mieści się w obszarze tzw. „uczenia się na błędach”. Nie podzielamy tego poglądu. Nasze doświadczenie pokazuje, że co najmniej równorzędny walor w tym zakresie przynosi wygrana.
logo
W naszej praktyce, dla powiększania indywidualnego potencjału, bazujemy głównie na odkrywaniu, utrwalaniu i wzmacnianiu pozytywnych doświadczeń.Sama identyfikacja i analiza popełnionych błędów to za mało. Pogłębiona, wielowątkowa, głęboka refleksja nad całym doświadczeniem – koniecznie zwerbalizowana – z podstawowym pytaniem „co poszło dobrze, co poszło źle” - a przede wszystkim „dobrze” - stanowi fundament postępu. W dalszej kolejności co, jak i kiedy mogę z tym zrobić: utrwalić, wytrenować, zmienić, ulepszyć, zastosować w przyszłości itp.Konieczne jest określenie granicznej daty kiedy poszczególne elementy zrealizuję.Współcześnie bardzo mocno akcentowane jest pozytywne myślenie. W sporcie też. Pesymiści częściej przegrywają z innymi, z czasem doprowadzając się do wyuczonej bezradności. Niepowodzenie traktują jako klęskę, a klęskę jako tragedię.Kiedy zorientowani jesteśmy na rozwój i postęp, każdy rezultat w zawodach jest dobry, bo jest miarą tego postępu.
Tak najczęściej jest w większości sportów amatorskich. Ale wystarczy dodać w nich jakąś stawkę np. tytuł mistrza Polski sytuacja nawet w takiej rywalizacji się zmienia. Kiedy przegrana staje się porażką? Przede wszystkim wtedy gdy w treningu zorientowani jesteśmy na wynik. Niewłaściwie wyskalowane oczekiwanie wynikowe, powyżej aktualnych możliwości zawodnika, lub gdy on sam ustawia sobie poprzeczkę zbyt wysoko, pojawienie się uczucia zawodu jest niemal gwarantowane. Gdy rozbieżność jest duża poczucie porażki i klęski gdy cel nie zostanie osiągnięty. Rezultat powyżej aktualnego potencjału lub zdeklarowanego celu uznawany jest za niespodziankę.
Znane są dość nieoczekiwane reakcje na przegraną. Dorośli mężczyźni zalani łzami, skuleni w widocznym bólu wyglądają jak po utracie bliskiej osoby.Pamiętamy epizod, gdy bokser po niekorzystnym dla niego werdykcie sędziowskim nie chciał zejść z ringu, a tenisista łamiący rakietę z wyrazem wściekłości to nie jest rzadki widok. Duża rozbieżność między oczekiwaniem, a spełnieniem daje poczucie porażki. Mentalnie zawodnik musi nastawiać się na wygraną dopuszczając jednak możliwość przegranej. Kiedy do walki stają zawodnicy, dla których jedyną, i to publicznie zdeklarowaną opcją jest zwycięstwo, mamy niemal gwarantowane, że wraz z końcowym gwizdkiem lub metą, oba stany emocjonalne: radość i poczucie porażki natychmiast spłyną na rywalizujących. Dojrzali, charyzmatyczni rywale potrafią wygrać ze skromnością i przegrać z godnością. Takich pretendentów chcemy widzieć w walce o najwyższe trofea nie tylko w sporcie.
logo
logo