Publiczne obrażanie Szymona Majewskiego już niebawem na warszawskim Powiślu.

REKLAMA
Roast to tradycja amerykańska, tak jak wszystko. Polega na publicznym obrażaniu przez komików jakiejś znanej osoby. Albo też mniej znanej, ale wtedy grono odbiorców ma niewątpliwie mniejszą radochę.
Jest to oczywiście obrażanie na niby, z przymrużeniem oka. Ale po bandzie.
Komik to bardzo trudne słowo w naszym kraju. U wielu osób budzi słuszną odrazę i niesmak. Tylko dlatego, że niechcący włączyli telewizor, kiedy akurat leciał jakiś kabareton. Subtelna różnica między komikiem a kimś, komu wydaje się, że jest komikiem, polega na tym, że komik stoi na scenie i opowiada dobre żarty, podczas gdy ktoś, komu wydaje się, że jest komikiem, miota się po scenie i rżnie głupa.
Oczywiście, definicja "dobrego żartu" w zasadzie nie istnieje, przez co może okazać się w czyjejś (słusznej) ocenie, że i komicy rżną głupa. A wtedy świat staje na głowie.
Komicy uprawiają gatunek zwany stand-upem. Jest nas już całkiem sporo w Warszawie, a nawet i poza Warszawą. Gatunek zwany stand-upem, jak sama nazwa wskazuje, jest obcy kulturowo. Ale przyjemny w odbiorze.
Roast Szymona Majewskiego odbędzie się w ramach Warszawskiego Festiwalu Stand-upu. Dziś (21 kwietnia) i jutro (22 kwietnia) można oglądać stand-upperów w warszawskim Klubie 55 na Żurawiej 32/34. (Mnie na przykład można obejrzeć jutro.) Start o 20.00.
Natomiast publiczne obrażanie przez nas Szymona, czyli roast (z jego udziałem) odbędzie się w środę 25 kwietnia o 20.00 w klubie 1500 m2, ul. Solec 18.
Organizatorem festiwalu jest Stand-up Polska.
Bilety można nabyć. Zapraszam.