Euro za pasem. Kto żyw, wyjeżdża na wakacje. Kto nieżyw, temu wszystko jedno. Nie wiem, czym tu się podniecać, bo w piłce nożnej Polacy nie mają przecież większych szans. (Chyba że chodzi o przyjemność płynącą z porażki... ?) Co innego w dziedzinie sportu, którą sami wymyślili - wieszaniu krzyża po kryjomu. Najlepiej w jakimś parlamencie. Tutaj nasi rodacy należą do najostrzejszych zawodników.

REKLAMA
Do niedawna niekwestionowanymi rekordzistami w tej dziedzinie było dwóch posłów AWS-u (ktoś pamięta jeszcze AWS?), Piotr Krutul (ktoś pamięta jeszcze Piotra Krutula?) i Tomasz Wójcik (ktoś w ogóle pamięta Tomasza Wójcika?). W nocy z 19 na 20 października 1997 powiesili krzyż w sali obrad polskiego Sejmu. W trakcie wieszania poseł Krutul spadł z fotela, na który się wspiął, aby dokonać dzieła, ale - zapewne cudem - ocalał. I tak krzyż wisi sobie do tej pory, od czasu do czasu wspomni o nim poseł Palikot. Na wspominaniu się kończy.
Dobre tradycje jednak nie giną w narodzie. Ostatnio z samego Otwocka wyruszyła do Brukseli krzyżowa sztafeta, co by zgniły Zachód naprowadzić na jedynie słuszne tory. Udało się! Szef otwockiego klubu "Gazety Polskiej" nie zdradza wprawdzie, jak udało mu się przemycić metalowy krzyż przez wykrywacze w Parlamencie Europejskim (a my nie będziemy się domyślać), obwieszcza jednak z dumą, że krucyfiks zawisł. Na chwilę wprawdzie, bo już go nie ma. Ale wystarczyło, żeby Witold Szpiczyński (tak się nazywa ów śmiałek) zrobił sobie zdjęcia z krzyżem, a przy okazji też z - uwaga - fotelem (znowu fotel!) szefa PE, na dodatek Niemca.
Pasjonującą relację z tego wydarzenia można przeczytać tutaj link
Polacy wpadli w krzyżoszał. Ciekawe, co na to kościół, tak wyczulony na punkcie obrażania uczuć religijnych.