Czy można zgwałcić Figurskiego? No... gdyby był ładniejszy.... Hyhyhyhy.
REKLAMA
Co oczywiste. I o czym już chyba tutaj kiedyś pisałem. Nie ma definicji dobrego dowcipu. Chociaż podobno sąd, który skazał ostatnio Dodę, pracuje nad taką definicją - w porozumieniu z Ryszardem Nowakiem i paroma innymi wybitnymi specjalistami.
Co oczywiste, vol. 2. I w nawiązaniu do poprzedniego. Nie powinno się określać, o czym można sobie żartować, a o czym nie można. Bo po co się ograniczać? I tak zawsze znajdzie się ktoś, kto się obrazi. Taki naród.
Czy dowcip o gwałcie jest jednoznaczny z jego pochwałą? To zależy od intencji opowiadającego. Nie podoba się? Można przecież nie słuchać.
Ale.
Co oczywiste, vol. 3. Jest różnica. Między komikiem a burakiem. Między dowcipem a chamstwem. Może to tylko kwestia formy. Może w wypadku Figurskiego i Wojewódzkiego wystarczyłoby, żeby zamiast tryskać żarcikami w swoim imieniu, wcielili się w postaci tych, którym wydaje się, że wszystko wolno. Szczególnie z tymi, którym płacą. Znamy ten typ? Dobrze znamy. "Polscy panowie" dwaj. Szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie (sic!). Cała reszta - chamy i parobki.
Wtedy punkt ciężkości znalazłby się po zupełnie innej stronie. A dowcip o gwałceniu Ukrainek nie byłby już dłużej dowcipem o gwałceniu Ukrainek. Zamiast rechotu mielibyśmy refleksję. To byłaby piękna historia o tym, jak jedna radiowa audycja próbuje zmienić oblicze tej ziemi.
Czytając zapis "Porannego WF-u", podejrzewam, że chyba trochę o to chodziło. ("Zachowałem się jak prawdziwy Polak", zagaja Wojewódzki.) Ale czy słuchacze są od tego, żeby podejrzewać? I czy ja nie za dużo sobie wyobrażam? Nie wiem. Wiem za to jedno. Rozmowa dwóch starszych panów rozwinęła się w takim kierunku, że na końcu zabrakło tylko pierdnięcia i beknięcia.
Dali się wydymać swojej ułańskiej fantazji.
