Jak co roku chwilę przed kolejną rocznicą Powstania Warszawskiego mamy do czynienia z wyjątkową aktywnością ludzi o których w zasadzie nie powinno się mówić wcale, bo musiały by to być praktycznie same przekleństwa.

REKLAMA
Szczerze mówiąc, nie słyszałem wypowiedzi generała Ścibor-Rylskiego, który w Muzeum Powstania Warszawskiego miał powiedzieć, że "chciałby za pięć lat spotkać się z Komorowskim jako prezydentem". Mnie to wygląda na żart, ale jak się później okazało nie każdy tak to odebrał, no i się zaczęło.
Jako pierwsza zareagowała niejaka Irena Szafrańska. Nie wiem kto to jest, ale chyba najbliższej tej pani do marnej jakości blogera, który słynie z tego, że po cało dziennym opluwaniu ludzi o innych poglądach, kończy swój "dyżur" na Twitterze "Modlitwą na zakończenie dnia". Typowe dla niepokornych, prawdziwych polskich katolików.
logo
https://twitter.com/iszafranska
Drugą osobą, która postanowiła skomentować zachowanie generała był Samuel Pereira, dziennikarz "niezależnych" mediów, który podobnie jak Szafrańska bardzo nie lubi, kiedy ktoś ma inne poglądy.
logo
https://twitter.com/samueljrp
Pan redaktor (jak to ma w zwyczaju) zauważył słowa generała, ale już nie zauważył, jak kilka dni temu w jednym z warszawskich kościołów ksiądz podczas mszy z udziałem Powstańców jawnie agitował za Prawem i Sprawiedliwością. Cóż, pan redaktor jest na tyle zapracowanym człowiekiem (prowadzi przynajmniej dwa konta na Twitterze), że mógł po prostu to przegapić albo uznał, że nie warto tego komentować.
Oczywiście to nie pierwszy raz kiedy pan generał obrywa od "niezależnych", bo wystarczy przypomnieć, jak kilka lat z rzędu był on wygwizdywany na cmentarzu tylko dlatego, że oddawał hołd poległym Powstańcom stojąc obok profesora Bartoszewskiego, prezydenta Komorowskiego czy ówczesnego premiera - Donalda Tuska. Profesor Bartoszewski odszedł, jemu już dali spokój, teraz swoją ślepą nienawiść przenieśli na 98 letniego weterana wojennego, który z pewnością dla wielu jest jednym z ostatnich autorytetem.
Nie rozumiem dlaczego tak jest, bo z jednej strony "niezależni" wszędzie gdzie się da wciskają mit o bohaterstwie Żołnierzy Wyklętych, (prawda jest taka, że wielu z nich to byli zwykli bandyci, którzy po wojnie mieli okazję się wyszaleć) ale plują na ludzi nie mniej zasłużonych, którzy mają takie, a nie inne poglądy polityczne.
Smutne, ale tak niestety jest, i nie zanosi się na poprawę.