
Nie walczyłem, fotografowałem. Ale te obrazy wciąż we mnie są. 22 lata oglądania konfliktów na całym świecie. Upadek Związku Radzieckiego, Gruzja, pucz w Moskwie i atak na wieżę Ostankino – gdy otarłem się o śmierć. Czeczenia, Sarajewo, RPA, Bliski Wschód, Irak, Afganistan i wiele innych. Zobaczyłem świat, ale moja fotografia stała się dla mnie przepustką do świata ogarniętego wojną.
REKLAMA
Moi rodzice nie wierzyli, że chcę się tym zajmować, gdy już postanowiłem, że zostanę fotografem.
A jednak to rodzice mieli największy wpływ na to, jakie życie wybrałem. Urodziłem się w Kano w Nigerii. Moi rodzice wyjechali z Polski kilka lat wcześniej. Ojciec był lekarzem. Nigeria właśnie odzyskiwała niepodległość. Niestety małżeństwo rodziców nie przetrwało i gdy miałem pięć lat, mama wróciła ze mną i moim bratem do Polski.
Z tego wczesnego dzieciństwa pamiętam opowieści babci. Mieszkaliśmy z mamą mojej mamy. Opowiadała nam wymyślane na poczekaniu bajki. Pamiętam całą historię, w której pływaliśmy własnym kutrem po wodach całego świata. Wiedziałem, że kiedyś ten świat zobaczę.
Polska podstawówka, polskie liceum. Najpierw szkoła PAX-u, liceum dla chłopców. Szybko mnie wyrzucili. Można by powiedzieć, że to między innymi przez Legię. Nauczyciel łaciny był zapalonym kibicem, a wtedy Legia wciąż przegrywała. Łacinę mieliśmy w poniedziałek z samego rana. Nauczyciel zły po niedzielnych porażkach zaczynał poniedziałek od przepytywania i stawiania kilku dwój. Niestety zaczynał od początku listy w dzienniku, a ja miałem numer 10.
Z tamtej szkoły pamiętam głównie żeglarstwo. Razem z kolegą urywaliśmy się z lekcji. Potem kolejne liceum. Buntowałem się, bo nie mogłem zrozumieć, dlaczego np. z rosyjskiego miałem kiepskie oceny, skoro ten język znałem niemal tak dobrze, jak polski. Babcia była z pochodzenia pół-Rosjanką. Nie wiedziałem, że to przez ojca za granicą - wtedy to nie było mile widziane.
W 1977 roku, mając 16 lat, pojechałem na wakacje do Londynu, spotkać się z ojcem. Nie widziałem go od wczesnego dzieciństwa i zobaczyłem mężczyznę, który mnie zafascynował. Wiódł ciekawe życie, jeździł po świecie. Ustaliliśmy wtedy, że skończę w Polsce liceum i wyjadę do niego.
Pozostawała jeszcze kwestia wojska. Dwa lata służby. Pamiętam jak poszedłem na komisję wojskową. Zawsze byłem szczupły, ale wtedy jeszcze się odchudziłem i przy wzroście 190 cm ważyłem 52 kg. Uznali, ze jestem nie zdolny do służby na okres dwóch lat. Dostałem paszport i zaraz po maturze razem z moją dziewczyną pojechaliśmy do Anglii. Wiedziałem, że nie wrócę. Zamieszkaliśmy w Londynie. Potem przeniosłem się do Eastbourne gdy moja dziewczyna wróciła na chwilę do Polski. Miała do mnie znowu dołączyć. Kupiła bilet bilet na samolot powrotny do Anglii na 11 grudnia, ale przebukowała go na 15.12.
13 grudnia wprowadzono stan wojenny. Już nie wyleciała.
Ja chodziłem do szkoły, uczyłem się angielskiego, razem z Hiszpanami, Portugalczykami, Francuzami i Szwajcarami. Zakochałem się w pięknej Szwajcarce, Emmanuelle. Była fotografem.
To nie był mój pierwszy kontakt z fotografią, bo mama pracowała przez lata jako fotoedytor w Centralnej Agencji Fotograficznej. Dzięki niej poznałem czołowych fotoedytorów z największych agencji światowych. Jednak to dzięki Emmanuelle postanowiłem, że już wiem, co chcę robić w życiu – fotografować.
Szkoła językowa się skończyła, Emmanuelle wróciła do Szwajcarii na studia fotograficzne, ja poleciałem do Kanady. Po roku studiów na uniwersytecie w Toronto, postanowiłem się przenieść do Ottawy, do szkoły artystycznej, na kierunek fotografia. Mój ojciec, który wspierał mnie finansowo, mieszkał wtedy na Seszelach, przyleciał do Kanady, by poważnie ze mną porozmawiać. Moja mama wybijała mi fotografię z głowy w czasie, gdy udało nam się porozmawiać przez telefon. Musiałem jej obiecać, że nie będę jeździł na żadne wojny. Chciałem fotografować sport, kobiety, o wojnach nie myślałem.
Fotografia była dla mnie przepustką do świata.
Furtkę finalnie otworzył Pan Lech Wałęsa, późniejszy prezydent Polski. Krótki dialog dziesięciominutowy na lotnisku w Mirabell koło Montrealu 9 listopada 1989 roku, jaki miałem z Panem Wałęsą, którego Pan Wałęsa na pewno nie pamięta. Rozmawiałem z nim w imieniu moich kolegów dziennikarzy, gdyż jako jedyny mówiłem po polsku. Europa Wschodnia budziła się z komunizmu. Tego samego dnia widziałem w telewizji, jak pierwsze płyty muru Berlińskiego runęły. To był na mnie znak, że czas sięgnąć po marzenia.
Nie sądziłem wtedy, że dzięki swojej pracy dotrę do tego świata, do którego niewielu docierało. Po latach zrozumiałem, czego bała się moja matka. Widziała to na zdjęciach w swojej pracy.
Zrozumiałem też, czego bał się ojciec. Sam, jeszcze w Nigerii, zaciągnął się do powstającej armii nigeryjskiej. Walczył w wojnie biafrańskiej. Był lekarzem, ale i żołnierzem, najemnikiem. Dosłużył się stopnia podpułkownika.
Ja miałem przeżyć swoje wojny. Nie walczyłem, fotografowałem. Ale te obrazy wciąż we mnie są. 22 lata oglądania konfliktów na całym świecie. Upadek Związku Radzieckiego, Gruzja, pucz w Moskwie i atak na wieżę Ostankino – gdy otarłem się o śmierć. Czeczenia, Sarajewo, RPA, Bliski Wschód, Irak, Afganistan i wiele innych. Zobaczyłem świat, ale moja fotografia stała się dla mnie przepustką do świata ogarniętego wojną.
O tym chcę pisać na tym blogu. Opowiadać historie udokumentowane na zdjęciach. Opowiedzieć, dlaczego dziś już nie chcę fotografować wojen.
