O autorze
Kocham muzykę (jazz,soul, funky, blues,rock, pop).
Kocham radio (od wielu lat pracuję w Radiu Łódź).
Teraz też kocham blogować (zapraszam także na Ether Jazzu).

Marcin Wasilewski Trio i Joakim Milder sprawili, że poczułem na nowo potrzebę zweryfikowania swoich myśli i emocji

Najpierw dotarła do mnie refleksja na temat współczesnej muzyki improwizowanej, która wynika albo chciałaby wynikać ze swoistego rodzaju buntu młodego pokolenia - z natychmiastową konkluzją, że przecież mieliśmy wielokrotnie do czynienia z takim zjawiskiem, choć nie zawsze się wtedy tworzyła nowa jakość - a potem, słuchając najnowszej płyty Marcina Wasilewskiego, zacząłem się zastanawiać, czy nie warto byłoby po raz kolejny zdefiniować, czym jest współczesna improwizacja.


Najnowsza płyta Marcin Wasilewski Trio w/ Joakim Milder "Spark Of Life" wciska człowieka w fotel, dając wystarczająco dużo czasu na zachwycanie się muzyką, jak również snucie przeróżnych rozważań, na przykład na temat kolejnego pokolenia, starającego się zmieniać oblicze naszej muzyki jazzowej.


O tej improwizacji już kiedyś rozmawiałem z Marcinem Wasilewskim:



Najpierw o wspomnianym, zbuntowanym pokoleniu. Tylko wsłuchujący się nieustannie w znane nazwiska - bezsprzecznie w większości przypadków nadal doskonałe - nie zauważą, iż coraz więcej młodych ludzi improwizuje w naszym kraju. Ukończyli szkoły w Polsce, Danii, Stanach Zjednoczonych. Zostali wykształceni w duchu poszanowania tradycji, ale przede wszystkim szukania własnej muzyki.


Jedynie słuchający wciąż tych samych, sprawdzonych twórców będą twierdzić, że wszystko, co proponuje młodzież jest bezwartościowe, czy choćby na razie zbyt szkolne, by poświęcić temu więcej uwagi. Jeśli po części będą mieć rację, niech nie generalizują, a raczej spojrzą na jej dokonania, obejmujące wiele znakomitych wydawnictw oraz koncertów na wielkich festiwalach.


(Obszerną listę młodych, polskich jazzmanów przedstawię przy innej okazji, by nie zagubić tematu tego wpisu).

Ok, może nie powinniśmy mówić o prawdziwym buncie, a na razie o jego potrzebie, ale nawet przy takim założeniu uważam, że mamy powody do zadowolenia, bowiem to wystarczająca podstawa do twórczych poszukiwań, co stanowi dobrą wróżbę na przyszłość.
Wyjątkowość młodego pokolenia wynika przede wszystkim z jego emocjonalności. W dalszej kolejności wyraża się odrębnością języka, którego musimy się nauczyć, aby odkryć, jak szczerze potrafi opowiadać o swoich przeżyciach. To one sprawiają, że powstająca muzyka ma swój odrębny wyraz.



Jak to się ma do Marcina Wasilewskiego? Ano, skracając wypowiedź, ale starając się nikogo nie pominąć w porównaniu, widzę różnicę w początkach tego artysty oraz dzisiejszych debiutantów.

Jeszcze niedawno istniała sztafeta pokoleń, dzięki której nieznani muzycy mogli zaprezentować swój talent w zespołach najdoskonalszych, najbardziej doświadczonych i znanych improwizatorów. A dziś... z jednej strony młodzi, zdolni adepci sztuki improwizacji, po drugiej stronie wielcy twórcy jazzu.



Teraz o Marcinie Wasilewskim. Dla wielu jest mistrzem. Nie dążę do stwierdzenia, że powinien wspomagać młodszych. Jestem daleki od dyktowania komukolwiek, co powinien robić, ani nie zamierzam przewidywać czy nakreślać, w jakim kierunku podąży polska scena improwizowana. Nie kreuję wydarzeń, jedynie opisuję.

Chciałem jedynie zaznaczyć punkt odniesienia, dzięki któremu będzie łatwiej zrozumieć , na czym polega odmienność płyty "Spark Of Life" od większości produkcji, naprawdę znakomitych, kórych się nasłuchałem w ostatnim okresie. A że zajmuję się przede wszystkim najnowszą muzyką, stąd kierunek moich rozważań.



Marcin Wasilewski stanowi znakomity pomost pomiędzy tradycją i współczesnością. Nie musi poszukiwać nowych form dla swoich utworów, tymczasem ze zdziwieniem stwierdzam, że wciąż odnajduję w nich nowe elementy. I zawsze jest artystą rozpoznawalnym za sprawą swoich emocji. W tym niewątpliwie dojrzałość, w konsekwencji przekładająca się na wyrafinowną, charakterystyczną postać jego muzyki.



Płyta "Spark Of Life" nie zmienia mojego postrzegania postaci Marcina Wasilewskiego. Doskonały Joakim Milder jeszcze bardziej podkreśla oryginalność naszego pianisty. Muszę przyznać, że przepiękne momenty z jego udziałem wyraźnie ukazują perfekcyjne dopracowanie wszystkich szczegółów, niezmiernie ważnych w tworzeniu odpowiedniego klimatu, na czym chyba najbardziej zależy twórcy "Spark Of Life".

Powstaje wrażenie, jakby wybitny saksofonista z niesamowitym spokojem poddawał się koncepcji, nakreślonej przez autora tej płyty. Ech, zapewne od początku zdawał sobie sprawę, że bierze udział w czymś naprawdę wyjątkowym.

(Przypomnę, że saksofonista Joakim Milder zagrał na kultowej płycie "Litania" Tomasza Stańko, u kórego grał również Marcin Wasilewski).

Poza wymienionymi muzykami na płycie grają: Sławomir Kurkiewicz - kontrabas, a także Michał Miśkiewicz - perkusja.

Tak, być może mamy do czynienia z najlepszą płytą Marcina Wasilewskiego. W każdym razie na tyle doskonałą, by jeszcze raz zweryfikować poglądy dotyczące współczesnej improwizacji.



Aha, jeszcze jedna ważna sprawa, czy wcześniej wspomniałem, że płyta "Spark Of Life" niesamowicie uwrażliwia, pozostając na długo w człowieku?

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?