Włączam płytę i... mam wrażenie, jakby świat przyspieszał w tempie jej śpiewania, jednocześnie zatrzymując człowieka w poczuciu, że stanie się świadkiem czegoś wyjątkowego, albo przynajmniej niezwykle pięknego. Tak zaczyna się The Maze (labirynt), debiutancki album Bogny Kicińskiej, od dawna mieszkającej i tworzącej w Nowym Jorku.

REKLAMA
Ale powolutku, by nie zgubić się przez przypadek w tym labiryncie, zatracając rzeczy najważniejsze, stanowiące o pierwszej płycie naszej wokalistki...
logo
Jestem przekonany, że w dalszym ciągu to zwykłe, dziewczęce marzenie o wielkim świecie determinuje poczynania Bogny Kicińskiej. A przecież wiele się zmieniło w jej życiu. Dziś mieszka w Nowym Jorku, który stanowi prawdziwą mekkę dla światowego jazzu. Można powiedzieć, że stała się częścią tej wielokulturowej społeczności.
W takim razie najprościej byłoby stwierdzić, że szuka akceptacji dla swojego tworzenia. Zapewne to prawda, biorąc pod uwagę ambicje, z których zapewne wynika potrzeba udowodnienia sobie i innym, że wcale nieprzypadkowo znalazła się w tym miejscu.
Jednak ważniejsze, że moje odczucie o marzeniu, które nadal wpływa i kształtuje jej poczynania muzyczne, nie sugeruje istnienia jakiegokolwiek kompleksu przed światem, w którym znakomicie się odnajduje. Tym bardziej nie stanowi krytyki, jakoby śpiewane przez Bognę Kicińską piosenki odbiegały od poziomu amerykańskich wykonań. Raczej chciałem w ten sposób podkreślić wyjątkowy charakter tych utworów.
Idąc dalej tym labiryntem, w którym polska wokalistka ukryła wiele wskazówek na swój temat, a także mnóstwo inspiracji dla swojej twórczości, przyszedł moment na ostateczne rozstrzygnięcie, jaki charakter mają naprawdę jej piosenki.
Skoro przetrwało w niej marzenie sprzed lat, czyżby muzykę, kórą nagrała na płytę "The Maze", przepełniało uczucie niespełnienia, melancholii, albo tęsknoty za Polską?
Nie, to bardzo amerykańskie granie i śpiewanie. No, może poza jednym wyjątkiem, czyli utworem "Sen pastereczki", który pięknie nawiązuje do naszej tradycji. W innych przypadkach, jeśli pojawia się rozmarzenie, wynika z głębokiej, kobiecej potrzeby. Każda taka chwila ma swój uniwersalny wyraz, zrozumiały dla słuchających nie tylko muzyki jazzowej.
Nie będę rozkładał tych piosenek na czynniki pierwsze, szczegółowo się zastanawiając, których elementów można w nich odnaleźć najwięcej. Tych delikatnych i spokojnych, czy dynamicznych, pełnych wyrazistych akcentów, pokazujących niesamowite możliwości wokalne Bogny Kicińskiej.
Zróżnicowanie wielu technik śpiewania, perfekcyjnie przenikających siebie nawzajem, mogłoby się okazać kolejnym labiryntem, z mnóstwem zbyt ważnych elementów do opisania.
Proszę samemu się nimi zachwycić, zwracając przy tym uwagę na nazwiska znakomitych muzyków, zaproszonych do nagrania tej płyty.
A są wśrod nich między innymi: Mateusz Smoczyński, Kuba Cichocki, John Benitez, Edward Perez, czy Colin Stranahan.
To właśnie bogactwo użytych instrumentów pokazuje, jak wiele gatunków muzycznych wpływa na Bognę Kicińską. W piosenkach na płycie "The Maze" doskonale słychać, że czerpie pełnymi garściami z klasyki, soulu, gospel oraz wspomnianego już folku.
I można zauważyć, że ten świat przepełniony bogactwem dźwięków jest dla niej naprawdę wielkim wyzwaniem. Zupełnie się przed nim otwiera, jakby znalazła swoją drogę, zdając sobie sprawę, że nie ma już na co czekać. Tak, zgadzam się z tym, że przyszedł czas, by zaczęła spełniać swoje marzenia.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?