Wiem, że wielu ma problem z takimi płytami. Niby do niczego nie można się przyczepić, jednak za każdym razem się zastanawiają, czy słuchana muzyka nie pachnie za bardzo rodzimą produkcją. Wychodzą bowiem z założenia, że nikt nie zagra tak samo doskonale danego stylu, jak muzycy, którzy naprawdę go stworzyli (specjalnie nie wymieniam gatunków muzycznych, do których mogłyby się odnosić powyższe obawy, aby pozostać przy reggae i jazzie, czyli najnowszej płycie Lion Vibrations). Panie i Panowie, oto Lion Vibrations & Friends, w sam raz na prezent pod choinkę:).
Tymczasem się okazało, że wymienione elementy stanowią spójną całość, w której jakikolwiek podział na style czy gatunki muzyczne nie ma żadnego znaczenia (nie powiem, że zupełnie się zaciera, gdyż raczej polega to na perfekcyjnym wyznaczeniu im granic).
Jasne, że nie wszystkich, ale w końcu Lion Vibrations & Friends jest projektem wysublimowanym, co znaczy, że na najwyższym poziomie, a nie schlebiającym gustom, czy ulegającym powszechnie panującej modzie.
A gdyby ktoś jeszcze nie był przekonany, zapraszam do moich audycji:).
