Kiedyś chciałem być piłkarzem. Patrząc z perspektywy czasu, byłbym takim sobie pomocnikiem. Chodziłem na treningi dwa razy w tygodniu. Graliśmy przed ligowymi meczami drugiej drużyny naszego klubu. Raz nawet wyjazdowe spotkanie z lokalnym rywalem. Strzeliłem gola dającego zwycięstwo, i co? Dostałem listę do podpisu, że otrzymałem dietę, której na oczy nie widziałem. Pieniądze zabrał trener, obiecując w zamian postawić piwo. Nie jest najważniejsze, że kosztowało zaledwie 1/4 należności, którą sobie przywłaszczył. Ale piwo dzieciakowi??? Pewnie to był żarcik:). Jak to, że przebili nam opony w autokarze, który i tak rozsypywał się cały. Nikt go nie naprawiał, pewnie jak sekcji piłkarskiej, jak naszej piłki nożnej latami. Dziś Euro mamy! Może będzie lepiej od teraz. Oby...
Leszek Możdżer nad jeziorem zamiast pływac gra na fortepianie? Tam właśnie usłyszałem po raz pierwszy "na żywo" Edmar Castaneda Trio. Prezentuję najnowszą płytę tego genialnego harfisty, zdając sobie sprawę, że na razie tylko w przerwie albo pomiędzy meczami.
Modlił się każdą kompozycją. Delikanością gry na harfie i siłą uniesienia, które pozwoliło mu w krótkim rękawku przetrwać coraz większy chłód nocy. Stworzył przedziwny świat, w którym nie istnieje samo dobro. Ale ono zwycięża. Tak pogodnego człowieka dawno nie spotkałem. Powiedziałem: Do następnego razu w Polsce. Zaczął się śmiać, odpowiadając krótko: Oby. Muzycznie jego trio zapełniało przestrzeń mistrzowskimi schematami. Bawili się przy tym niemiłosiernie:) Powalała wielokrotość dźwięków wydobywanych przede wszystkim przez Edmara, grającego na harfie. I nie tylko szybkością ich tworzenia, a paletą barw, opartych na rzeczach nam znanych, jak chociażby flamenco w połączeniu z typowo amerykańskim graniem. Jego płyty są do kupienia jedynie poza Polską. Spełnił więc swoim przyjazdem marzenie wielu fanów.
