Kiedyś chciałem być piłkarzem. Patrząc z perspektywy czasu, byłbym takim sobie pomocnikiem. Chodziłem na treningi dwa razy w tygodniu. Graliśmy przed ligowymi meczami drugiej drużyny naszego klubu. Raz nawet wyjazdowe spotkanie z lokalnym rywalem. Strzeliłem gola dającego zwycięstwo, i co? Dostałem listę do podpisu, że otrzymałem dietę, której na oczy nie widziałem. Pieniądze zabrał trener, obiecując w zamian postawić piwo. Nie jest najważniejsze, że kosztowało zaledwie 1/4 należności, którą sobie przywłaszczył. Ale piwo dzieciakowi??? Pewnie to był żarcik:). Jak to, że przebili nam opony w autokarze, który i tak rozsypywał się cały. Nikt go nie naprawiał, pewnie jak sekcji piłkarskiej, jak naszej piłki nożnej latami. Dziś Euro mamy! Może będzie lepiej od teraz. Oby...

REKLAMA
Nadal kocham piłkę nożną. Nie odbieram pieniędzy imprezie, która jest potrzebna. Patrzę na Euro i pytam: Czy ktoś daje na kulturę choć cząstkę tego, nie mówiąc tyle samo? Byłem ostatnio na Enter Music Festival w Poznaniu. Uff, jest ktoś, kto dotuje kulturę!
Leszek Możdżer nad jeziorem zamiast pływac gra na fortepianie? Tam właśnie usłyszałem po raz pierwszy "na żywo" Edmar Castaneda Trio. Prezentuję najnowszą płytę tego genialnego harfisty, zdając sobie sprawę, że na razie tylko w przerwie albo pomiędzy meczami.
Edmar Castaneda pochodzi z Kolumbii, ale od lat mieszka w Nowym Jorku. Sprawił, że wreszcie doceniono harfę w muzyce jazzowej. Występował w Carnegie Hall. Był gwiazdą największych imprez jazzowych, jak chociażby DC Jazz Festival czy Jazz w Centrum Lincolna. Prowadził warsztaty muzyki Ameryki Łacińskiej w prestiżowym Berklee College of Music. Castaneda jest również znakomitym kompozytorem. Napisał wspólnie z argentyńskim muzykiem Carlosem Franzettim "Wspomnienia z Południa" - na harfę kolumbijską, harfę klasyczną i orkiestrę kameralną. Camac Harps - firma, która zleciła stworzenie tego dzieła - wyprodukowała na cześć Edmara całą kolekcję tzw. harf kolumbijskich. W 2006 roku Castaneda wydał swoją pierwszą solową płytę "Cuarto de Colores". Na jego drugiej płycie z 2009 roku, zatytułowanej " Entre Cuerdas", gościnnie wystąpili Joe Locke i John Scofield. Najnowsza to "Double Portion" i ukazała się w tym roku. Magazyn "JazzTimes" stwierdził, że "Kolumbijczyk nie ma obecnie żadnej konkurencji, ponieważ nie ma muzyka, który mógłby wydobyć z harfy tak niesamowite, dynamiczne brzmienie". To prawda, słyszałem i wdziałem, jak to robi.

Modlił się każdą kompozycją. Delikanością gry na harfie i siłą uniesienia, które pozwoliło mu w krótkim rękawku przetrwać coraz większy chłód nocy. Stworzył przedziwny świat, w którym nie istnieje samo dobro. Ale ono zwycięża. Tak pogodnego człowieka dawno nie spotkałem. Powiedziałem: Do następnego razu w Polsce. Zaczął się śmiać, odpowiadając krótko: Oby. Muzycznie jego trio zapełniało przestrzeń mistrzowskimi schematami. Bawili się przy tym niemiłosiernie:) Powalała wielokrotość dźwięków wydobywanych przede wszystkim przez Edmara, grającego na harfie. I nie tylko szybkością ich tworzenia, a paletą barw, opartych na rzeczach nam znanych, jak chociażby flamenco w połączeniu z typowo amerykańskim graniem. Jego płyty są do kupienia jedynie poza Polską. Spełnił więc swoim przyjazdem marzenie wielu fanów.
"New York Times" napisał, że Edmar Castaneda jest "osobnym wszechświatem muzycznym”. Łączy się duchowo z czymś, co ponad zwykłością tworzenia i odtwarzania. W modlitwie prawdziwej, nie będącej religią stworzoną jedynie dla własnych potrzeb.W jego grze marzenia stają się rzeczywistością. Na ucieczkę w ten świat godzę się ze świadomością. I zawsze tutaj zapraszam. Posłuchajmy razem, choćby pomiędzy meczami...