Dokładnie po trzech latach od śmierci Michaela Jacksona nie znaleziono postaci, która mogłaby go zastąpić na tronie. Trwa obieg informacji ginących w morzu kolejnych, a żaden "news" nie przynosi wizerunku tak samo utalentowanej i wyjątkowej osobowości. Postęp technologiczny nie zmienia prawdziwego biegu zdarzeń, jedynie inaczej nas o nim informuje, zabierając czas na zastanowienie i uzasadnienie czyjegoś - naszego istnienia. Na kolejnego "Króla" - powinniśmy mieć tego świadomość - trzeba będzie poczekać.

REKLAMA
Nie ma śmierci osoby z pierwszych stron gazet i portali internetowych bez śledztwa i domysłów, a nawet teorii spiskowych. Elvis Presley wciąż żyje. Michael Jackson na pewno też ukrył się przed całym światem, bo nie potrafił już dłużej sprostać wyzwaniu bycia "Królem". Widzę szansę, że mieszka obok nas, tu w Polsce, w małym domku pod lasem. Przecież chciał u nas wybudować park rozrywki, więc zdążył obejrzeć wiele miejsc i wybrać właściwe. I na tym koniec beznadziejnych żartów. Jak państwo myślą, czy mógłby w takim razie rozstać się z dziećmi, które podobno bardzo kochał?

Koncert w Londynie, zaplanowany i sprzedany tuż przed jego śmiercią, był zapewne dla niego potężnym obciążeniem psychicznym. Wszystko zostało przygotowane perfekcyjnie a Jackson czuł się świetnie. To oficjalna wersja. Jest też druga, mówiąca o jego uzależnieniu od leków, bólu, który sprawiał, że próby "nie szły" zgodnie z planem. Tak bardzo był wystraszony, że porzucił swoje dzieci? W zależności od punktu widzenia "Jacksomania" osiągnęła oczekiwane rozmiary, bądź czujemy się zawiedzeni, że tak mało przez te trzy lata odnaleziono niepublikowanych nagrań Michaela Jacksona, tak mało wydawnictw na jego temat się ukazało, mało pamiątek zostało sprzedanych. Jedni wciąż go pamiętają, inni spodziewali się totalnego zamętu i histerycznej rozpaczy nie tylko przez chwilę, podczas transmitowanego na cały świat pożegnania Michaela. Jakoś wielu po jego odejściu miało się przecież nie pozbierać.
Nie pamiętam zdarzeń dotyczących śmierci Elvisa, ale słyszałem o samobójstwach, wyrywaniu sobie gadżetów przypominających jego postać. Wiem, że masowo wykupywano płyty i ciągle przypominano filmy, w których brał udział. Dziś, w czasach szybkiego, wszędobylskiego internetu, każde szaleństwo trwa o wiele krócej, jak się zdaje. I nadal nie znaleziono spośród tysięcy znanych i bardzo znanych postaci kogoś, kto mógłby zastąpić Jacksona. Trwa obieg informacji ginących w morzu kolejnych, a żaden "news" nie przynosi wizerunku tak samo utalentowanej i wyjątkowej osobowości. Postęp technologiczny nie zmienia, tym bardziej nie przyśpiesza prawdziwego biegu zdarzeń, jedynie inaczej nas o nim informuje, zabierając czas na zastanowienie i uzasadnienie czyjegoś - naszego istnienia.
Najgorsze, że bez względu, jak wiele miejsca w internecie poświęcają mu teraz fani, jak wiele się pisze na jego temat ( a przyznam, że nie ma dzisiaj szaleństwa ), jak wiele wydarzeń gloryfikujących jego postać jest organizowanych, w końcu bez względu na domysły dotyczące relacji rodzinnych czy więzi emocjonalnych pomiędzy nim a jego dziećmi, to przede wszystkim dla nich nie ma Michaela Jacksona.