Trzeba być niesmowicie zdolnym i kreatywnym, czy bardziej zadufanym w sobie, by inspirować samego siebie? A może to najlepszy sposób na wypromowanie swojej osoby, albo po prostu zwykła zdolność wykorzystania swoich 5 minut? Za parę dni wychodzi album z muzyką wybraną przez E. L. James - autorkę kontrowersyjnej powieści "50 Shades Of Grey". Album zawiera 15 klasycznych kompozycji, które zainspirowały pisarkę podczas tworzenia bestsellerowej, erotycznej trylogii.

REKLAMA
E.L.James - pod tym pseudonimem kryje się producentka telewizji BBC, Erika Leonard, znana przede wszystkim z tej popularnej sagi, porównywanej do "Zmierzchu" oraz prowadzenia blogu zamkniętego z powodu oskarżeń o szerzenie pornografii.
W ogóle inspiruje ją muzyka. Na przykład "The Black Eyed Peas":
Perfekcyjna reklama jej najnowszego dzieła "50 Shades Of Gray" dotarła w odpowiednim momencie, dając przedsmak uczty nie tylko duchowej.
Nie dziwią mnie coraz wymyślniejsze zabiegi promocyjne, choć w większości przypadków nie sprawdzają się zupełnie. Widziałem płyty, jako produkt dodawany do kosmetyków, znajdowałem przeróżne rzeczy pakowane z płytami. Taki mezalians zazwyczaj nie przynosi oczekiwanych efektów. Na pewno nie wpływa na jakość muzyki i ilość sprzedanych albumów. Ale w tym przypadku chodzi o klasycznie wydaną płytę...
- Książki E.L. James to prawdziwy kulturowy fenomen. Utwory, które pojawiają się jako tło narracji są doskonałym wprowadzeniem czytelnika w świat muzyki poważnej. Muzyki, której być może nigdy by nie poznał - mówi Wendy Ong z wytwórni EMI Classics, która wydaje płytę "50 Shades of Grey - The Classical Album".
Nie doznałem szoku, że muzyka klasyczna może być podsycona opisywanymi wizjami, bądź przeżytymi uniesieniami erotycznymi. Znawcy muzyki klasycznej zapewne mogą wymienić wiele dzieł mających tego typu inspiracje. Od kompozycji bardzo subtelnych, zmysłowych, eterycznych, po bardzo sprośne, ocierające wręcz o pornografię. Co więc w tym nowatorskiego?
Ale trzeba pamiętać, że czytelnik rozsławionej powieści erotycznej faktycznie nie musi słuchać muzyki poważnej. I pewnie często tego nie robi, zwłaszcza, że muzyka klasyczna potrafi wciągnąć, przestać być tylko tłem, co jedynie mogłoby przeszkadzać w śledzeniu poszczególnych wątków. To prawda, że dla takiego czytelnika ta płyta może być czymś nowym, odkrywającym przed nim zupełnie inny świat. Tylko, że on już ma swoje preferencje czytelnicze, tym bardziej erotyczne.
Muzyka dołączona do trylogii może przynieść odpowiedź, jak znakomitą wiedzę na temat muzyki poważnej ma jej autorka. Zakładając, że okaże się nawet, iż zna się na niej, czy dotrze do prawdziwych miłośników tej muzyki? Przecież są tradycjonalistami, więc nie ściągają mp3 z internetu, interesują jedynie oryginalnie nagraniami, mającymi swoje miejsca katalogowe w wytwórniach, które są znane z dzieł znakomitych, doskonale wykonanych. Obawiam się, że nie przekonują ich w takim razie takie wydawnictwa.
Z kolei biorąc pod uwagę, że odbiorcami tej muzyki będą także zwykli czytelnicy, nie słuchający muzyki poważnej - może przede wszystkim zainteresowani osławionym w tym przypadku erotyzmem - czy ktoś zwróci uwagę i doceni wartości artystyczne tych dzieł? Wątpię...
Z jednym nie sposób polemizować, diabeł tkwi w szczegółach, zarówno w przypadku muzyki, literatury, reklamy, jak i samej erotyki:)...