Przyjechał, spojrzał na Radom - miasto, z którego się wywodzi jego rodzina - i odczuł coś niesamowicie inspirującego w tym naszym polskim, jesiennym powietrzu... Zaczął nucić jedną z piosenek śpiewanych przez dziadków, którzy wyemigrowali do Nowego Yorku w poszukiwaniu szansy na nowe życie. Wspomina, że zewsząd było słychać jazz na Brooklynie, gdzie się wychował, grany przez afroamerykanów podkreślających na każdym kroku, że to ich muzyka. Z drugiej strony słuchał, jak grają muzycy żydowskiego pochodzenia, przybywający ze wschodu Europy. W końcu dziadek kupił mu klarnet i powiedział, że to przepustka do lepszego życia. Tak narodził się Marc Bernstein, znany saksofonista jazzowy, który całkiem niedawno odwiedził Polskę, zagrał koncert w Radiu Łódź, zostawił swoją nową płytę "Good People Music", nagraną z zespołem w składzie: Billy Hart - dr, Jacob Andreskov - piano, Jonas Westergaard - bass. To wtedy spytałem o Radom oraz o piosenki, które sobie nuci...

REKLAMA
logo
Pamiętam wiele piosenek z dzieciństwa, zarówno polskich, jak i ukraińskich, bo musisz wiedzieć, że po części stamtąd pochodzi moja rodzina. Ale nie będę śpiewał, bo nie znam tych języków. Jestem Żydem. Żydzi mieszkają wszędzie, mają swoją odrębną kulturę, o którą zawsze dbali, jak moi dziadkowie, którzy robili wszystko, bym miał świadomość, kim jestem. To ważne skąd się wywodzisz, gdyż z tego wynika tworzona przez ciebie muzyka. Tak jest z afroamerkanami, którzy swój jazz wynieśli z domu rodzinnego, tak jest ze mną, gdyż opieram się na mojej tradycji. W ogóle fascynuje mnie klimat wschodniej Europy - odpowiedział.
Najnowsza płyta Marca Bernsteina zaczyna się sentymentalnie, tematem "AB/CD", i w takim refleksyjnym, czasami nawet romantycznym rozmarzeniu pozostaje po utwór ostatni, zatytułowany "Stille Ro". A wszystko się snuje, jakby nie tylko mgła miała znaczenie, raz zasłaniając jakieś wydarzenia, raz ukazując je w pełni, tak wyraźnie, jakby działy się właśnie teraz. Ważne są także miejsca, zmieniające się wraz z ich odrębną kulturą, przeplataną z charakterystycznymi motywami żydowskimi. To snucie przypominało mi od razu, jak grał John Coltrane. Odtworzyłem fragment naszej rozmowy:
Na pewno masz swoich mistrzów...To John Coltrane - odpowiedział bez namysłu Marc Bernstein.
Wszystko wydaje się takie lekkie, unoszące, kołyszące...Nie pozbawione jednak swojej głębi, a przede wszystkim nie oznaczające, że proste w swoich pięknych harmoniach. Wiele się dzieje w tej muzyce. Aby ją poznać, nie wystarcza przesłuchać, zachwycić jedynie melodiami. Zresztą nie wiem, czy nie ważniejsze od samego poznania jest poczucie i zrozumienie emocji tkwiących w autorskich kompozycjach Marca Bernsteina, opartych na motywach tradycyjnych oraz w utworze napisanym przez Fitza Andersena. To znakomity moment, by podkreślić mistrzostwo nie tylko Marca, ale całego zespołu. Można powiedzieć, że wszyscy poznali się w Danii, bowiem od kilku lat Marc Bernstein mieszka i pracuje w jednym z konserwatoriów muzycznych w tym kraju.
Przy okazji, chciałbym podziękować za niesamowity koncert w Radiu Łódź także tym, którzy zagrali razem z M.Bernsteinem. Thanks for Morten Haxholm i Andreas Fryland. Podziękowania dla Marka Kądzieli, o którym - jestem przekonany - przyjdzie mi jeszcze wielokrotnie pisać, z nadzieją, że wreszcie wyda swoją płytę.
logo

I jeszcze jakby na marginesie...
Zanim zacząłem słuchać najnowszej płyty Marca Bernsteina, korzystając z mojego od lat nie zmieniającego się zestawu lampowego, z ciekawości przetestowałem nowe urządzenie z wbudowanym wzmacniaczem lampowym oraz uniwersalną stacją dokującą. Takie urządzenia mają podobno wypierać z rynku dotychczasowe, tradycyjne zestawy stereo. Skorzystałem z Samsunga, chętnie sprawdziłbym także Fatmana i iTube'a. Z zaskoczeniem przyjąłem ilość szczegółów, które z łatwością potrafił ten sprzęcik pokazać. Znakomite pudełeczko dla zaczynających zabawę z poważnym słuchaniem. Tylko o wiele za drogie - pomyślałem. Gdy po chwili wróciłem do mojego ulubionego odtwarzacza, usłyszałem o wiele więcej, otrzymałem pełniejszą barwę, a przez to pełniejszy obraz całej sceny, jednak klimat płyty pozostał ten sam. Przesłuchałem też płytę w zwyklym odtwarzaczu samochodowym. Nie psuje efektu ewentualne zatracenie drugiego planu. To, co ma stanowić wartość tego nagrania, prawdziwy jej przekaz, pozostaje i dociera za każdym razem.
Natychmiast przypomniałem sobie tytuł najnowszej płyty Marca Bernsteina "Good People Music" oraz słowa: " Szukam jedynie dobrych ludzi, dobrych rzeczy, dobrej muzyki...i znajduję dobrych ludzi wszędzie, bez względu, gdzie się znajdują."
logo
zdjęcia: Piotr Fagasiewicz

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?