Jak uczyć jazzu, by powstawawały kolejne, ciekawe płyty z taką muzyką? Pytanie powinienem zadać jej autorowi, bowiem narzekamy na polskie szkolnictwo, a mamy naprawdę otwartych na muzykę, wciąż chcących się rozwijać, mających tak wiele do powiedzenia nauczycieli, jak Piotr Domagała. Spytam więc lekko naiwnie, może błąd leży w systemie?
REKLAMA
Nie będę porównywał Piotra Domagałę do Al Di Meoli. Nie w tym rzecz, bo każdy z nich jest inny kulturowo, w sposób odrębny kształcił swoje umiejętności muzyczne. Nawiązując do tego, co napisałem powyżej, na chwilę powrócę do rozmowy z Al Di Meolą, który tłumaczył, że gra jedynie z muzykami czytającymi nuty. Dlatego zakończyłem piękną współpracę z Paco De Lucia - kontestował. A ja pytałem, czy geniusz jest wynikiem wykształcenia, czy wrażliwości i pewnych predyspozycji. Po jakimś czasie doszedłem do wniosku, że mówił o podstawach, bez których nie można się rozwijać, tymczasem moje pytanie dotyczyło osobowości, bez której sama umiejętność odczytywania, co kompozytor miał na myśli, zapewne nie wystarcza.
Oto Piotr Domagała, którego przedstawiać nie trzeba, bo przecież nie jest debiutantem.
Jednak opowiem o jego nowej płycie, jak o filmie, zrealizowanym przez człowieka, który po części świadomie, po części intuicyjnie znajduje temat do swoich opowieści, coraz bardziej zauważając, jaką drogą podąża, choć nigdy wcześniej nie ciągnęło go w kierunku klasyki.
Jednak opowiem o jego nowej płycie, jak o filmie, zrealizowanym przez człowieka, który po części świadomie, po części intuicyjnie znajduje temat do swoich opowieści, coraz bardziej zauważając, jaką drogą podąża, choć nigdy wcześniej nie ciągnęło go w kierunku klasyki.
Piotr Domagała jest muzykiem jazzowym, nie tylko dlatego, że tak mówi o sobie.
Także nie z tego powodu, że jest doktorem sztuk muzycznych, co raczej podkreśla, jak znakomitym jest instrumentalistą i kompozytorem. Jest jazzmanem, bo opiera swoje kompozycje na improwizacji. Inaczej nie potrafi, albo mógłby, tylko, że radość niesamowitą mu sprawia, gdy odkrywa siebie na nowo. A tak się dzieje za każdym razem, bądź prawie zawsze, gdy artysta poddaje się muzyce, a ta prowdzi go w różne strony. Chyba wiem, co mówię... dobra, prawie jestem pewny, że mam rację, bo z nim rozmawiałem:). Choć faktycznie nie spytałem, co sądzi o polskim szkolnictwie.
"Prawie" wprowadzam tutaj dla zabawy, ale także dla podkreślenia, że w pewien sposób Piotr Domagała samemu wybiera, o czym będzie opowiadał, jednak nie do końca przewiduje, bądź dotychczas przewidywał, gdzie doprowadzi go naturalny proces rozwoju, któremu zawierzył, może nawet bardziej niż swojej improwizacji.
Także nie z tego powodu, że jest doktorem sztuk muzycznych, co raczej podkreśla, jak znakomitym jest instrumentalistą i kompozytorem. Jest jazzmanem, bo opiera swoje kompozycje na improwizacji. Inaczej nie potrafi, albo mógłby, tylko, że radość niesamowitą mu sprawia, gdy odkrywa siebie na nowo. A tak się dzieje za każdym razem, bądź prawie zawsze, gdy artysta poddaje się muzyce, a ta prowdzi go w różne strony. Chyba wiem, co mówię... dobra, prawie jestem pewny, że mam rację, bo z nim rozmawiałem:). Choć faktycznie nie spytałem, co sądzi o polskim szkolnictwie.
"Prawie" wprowadzam tutaj dla zabawy, ale także dla podkreślenia, że w pewien sposób Piotr Domagała samemu wybiera, o czym będzie opowiadał, jednak nie do końca przewiduje, bądź dotychczas przewidywał, gdzie doprowadzi go naturalny proces rozwoju, któremu zawierzył, może nawet bardziej niż swojej improwizacji.
Najnowsza płyta Piotra Domagały "Pnącza" zaczyna się naprawdę filmowo. Już sam tytuł wskazuje, jak wiele może powstać możliwości dla tak wielobarwnej opowieści. Nie, tym razem nie sugeruję, że autor sam nie wie, o czym będzie ta płyta.
On wie dokładnie, jedynie czeka na rozwój sytuacji z taką samą ciekawością, jak każdy słuchający, oglądający ten film, i z taką samą nadzieją, że będzie miło zaskoczony.
Może to być obraz z dreszczykiem, albo intymny, pełen zmysłowości portret kobiety i mężczyzny, bądź podróż do miejsc, które uwodzą swoją orientalną tajemnicą, dla której ich granie będzie swoistego rodzaju komentarzem.
Na płycie grają: Piotr Domagała - gitary; Adam Kawończyk - trąbka, flugehorn, flet; Sławek Berny - perkusja.
Jeśli podam tytuły, odbiorę wszystkim zainteresowanym przyjemność czekania, zanim będą mogli samemu ich posłuchać, a później zabawę odgadywania, o czym jest płyta "Pnącza". Zresztą, proponuję, by zamknąć oczy, nie czytać nazw poszczególnych utworów, a słuchać wyobraźnią. W komentarzach proszę dopisać, o czym według państwa opowiada Piotr Domagała:).
On wie dokładnie, jedynie czeka na rozwój sytuacji z taką samą ciekawością, jak każdy słuchający, oglądający ten film, i z taką samą nadzieją, że będzie miło zaskoczony.
Może to być obraz z dreszczykiem, albo intymny, pełen zmysłowości portret kobiety i mężczyzny, bądź podróż do miejsc, które uwodzą swoją orientalną tajemnicą, dla której ich granie będzie swoistego rodzaju komentarzem.
Na płycie grają: Piotr Domagała - gitary; Adam Kawończyk - trąbka, flugehorn, flet; Sławek Berny - perkusja.
Jeśli podam tytuły, odbiorę wszystkim zainteresowanym przyjemność czekania, zanim będą mogli samemu ich posłuchać, a później zabawę odgadywania, o czym jest płyta "Pnącza". Zresztą, proponuję, by zamknąć oczy, nie czytać nazw poszczególnych utworów, a słuchać wyobraźnią. W komentarzach proszę dopisać, o czym według państwa opowiada Piotr Domagała:).
Na pewno Piotra Domagałę inspiruje kultura słowiańska. To określa przynajmniej miejsce, a może i czas historii zawartych w tych kilku, najnowszych utworach. Nie trudno odczytać w tej muzyce typową dla nas mencholię, jednak zauważalne się staje, że nie jest jedynie romantycznym wspomnieniem czy uniesieniem. Raczej zastanowieniem. Biorąc pod uwagę, że studiował nie tylko muzykę, ale również filozfię, wszystko zaczyna się wyjaśniać i układać w jedną całość. Improwizacja doprowadza do miejsc, zdarzeń, które mają jakieś szczególne dla niego znaczenie. Odnajduje wtedy właściwe emocje i zatrzymuje się na dłużej. I wyrusza dalej, bo przecież jest tu i teraz, a nie w przeszłości.
Co do romantyczności, choć stanowi okres bardzo ciekawy w muzyce, nie należy chyba do jego ulubionych.
To "chyba" ma przypomnieć o "po części świadomym, po części instynktownym rozwijaniu swojej osobowości" . Z kolei, "romantyczność" oraz "chyba"- użyte z takim samym sensem, jak wcześniejsze "prawie"- mają się odnosić niespodziewanie do klasyki, której coraz więcej w sposobie jego grania. Przyznał mi rację, że wcześniej nie zwracał na to uwagi, tym razem wyrażam więc pewność:).
To "chyba" ma przypomnieć o "po części świadomym, po części instynktownym rozwijaniu swojej osobowości" . Z kolei, "romantyczność" oraz "chyba"- użyte z takim samym sensem, jak wcześniejsze "prawie"- mają się odnosić niespodziewanie do klasyki, której coraz więcej w sposobie jego grania. Przyznał mi rację, że wcześniej nie zwracał na to uwagi, tym razem wyrażam więc pewność:).
Co nie oznacza oczywiście, że owa pewność jest całkowita:). Jest częściowa, jak u Piotra Domagały, do czego się również przyznaję, kończąc ten wpis lekko naiwnym powtórzeniem: narzekamy na polskie szkolnictwo, a mamy naprawdę otwartych na muzykę, wciąż chcących się rozwijać, mających tak wiele do powiedzenia nauczycieli, więc może błąd leży w systemie?
