Tak naprawdę, piszę ten tekst z dwóch powodów. Z okazji 50-tego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu, a także...

REKLAMA
Może się powtórzę, ale lubię wracać do czasów festiwali, z włączonymi przez pół nocy telewizorami i komentarzami, że kiedyś to śpiewali piosenki... Narzekali zarówno wychowani na piosenkach Mieczysława Fogga czy Ireny Santor, jak i młodzież, nasłuchująca nowej fali, która masowo zaczęła docierać z zachodu. Dziwiłem się niezmiernie, słysząc naprawdę genialne aranżacje, znakomicie napisane teksty, doskonałe wykonania, że tak psy wieszano na tej polskiej piosence...
Oczywiście, korzystałem pełnymi garściami z płyt przywożonych przez marynarzy,
pilotów LOT-u, osoby wyjeżdżające służbowo lub prywatnie za granicę. Wsłuchiwałem się zaciekawiony w nowe brzmienia, style i gatunki. Było nieuniknione, że pod ich wpływem zmieni się oblicze naszej muzyki rozrywkowej. Rozumiałem istotę buntu, który negował i wyrzucał poza nawias wszystko, co dotychczas zostało stworzone. Postrzegałem rozwój technologii i umiejętności realizacyjnych, jako niesamowitą siłę popychająca naszą twórczość na wyższy poziom, choć wiedziałem, że będzie to proces trwający latami, gdyż mieliśmy wiele do nadrobienia w tej dziedzinie. Jednak liczyłem, że efektem tych wszystkich zmian będzie odrzucenie pozycji miałkich, nijakich, bezwartościowych, a pozostawienie, czy nawet większe docenienie piosenek po prostu oryginalnych, które zawsze powstawały, bez względu na czasy i okoliczności.
Uzasadniałem swój pogląd stwierdzeniem, że powstaje wolny rynek w demokratycznym kraju, zdolny pomieścić wszystkie rodzaje działalności twórczej, a więc każdą piosenkę, o ile będzie istniało na nią zapotrzebowanie.
Polska piosenka przetrwa, bo przecież tak wiele osób zajmuje się propagacją polskiej piosenki - myślałem, zaczynając swoją przygodę z dziennikarstwem. Oczywiście korzystałem w swoich audycjach z polskiej muzyki, ale przede wszystkim premierowej, uznając, że nie wypada mojemu pokoleniu się szerzej wypowiadać. Do tego trzeba dorosnąć, jak zapewne do wszystkiego. Dojrzeć, zrozumieć, bliżej poznać ową piosenkę, a także jej twórców. W końcu zrozumiałem, że stwierdzenie, jakoby polska piosenka poległa w całości, staje się myślą zbyt ogólną, nie oddającą w w ogóle prawdy o tym, co się zdarzyło z naszą rozywką.
Fakt, biorąc pod uwagę skalę znikania polskiej piosenki z anten radiowych, mogłoby się wydawać, że spostrzeżenie trafnie oddawało jej kondycję. Na dodatek, jakby zupełnie dobiły ją stacje komercyjne. Czy dlatego, że polska piosenka się okazała za słaba w porównaniu z zachodnimi produkcjami? A może to nasza wina, że pozwoliliśmy, aby nasza piosenka cichutko odeszła sobie w kąt i pokrywała się kurzem przez długie lata?
Dlaczego nie napieraliśmy na artystów, producentów, kompozytorów i tekściarzy, dając im ciągłe wsparcie, aby korzystali z dobrodziejstw technologicznych i zmieniali swoją piosenkę, zapewniając, że zawsze się znajdzie dla niej miejsce? Pytanie dotyczy nas wszystkich, mniej, bądź bardziej profesjonalnie zajmujących się piosenką.
Mniej profesjonalnie - odnosi się szczególnie do mnie, gdyż zawsze powtarzam, że intuicyjnie odbieram muzykę, nie czyjąc się krytykiem muzycznym. Ale nie usprawiedliwiam się tym, choć nie dam się także biczować z tego powodu. Nie podstawię pleców pod chłostę, ani ten tekst nie stanowi swoistego rodzaju samobiczowania, czy uderzania w kogokolwiek personalnie.
Wracając do myśli, że zbyt ogólnie byłoby stwierdzić, jakoby nastąpił zupełny upadek piosenki w tym kraju, dosyć szybko dotarło do mnie, że odrodzi się kult polskiej piosenki, jedynie jest potrzebny czas, jak w każdej transformacji. Polska piosenka przetrwa, gdyż sama się obroni. Największą jej zaletą jest to, że nie potrzebuje totalnej promocji, jedynie ludzi wrażliwych, którzy wcześniej czy później zaczną jej szukać, wiedząc o niej, albo kierując się właśnie zwykłą, ludzką intuicją. Powrócą twórcy, narodzą się nowi, którzy zaczną ją znowu tworzyć. Możliwe, że wtedy też przyjdą promotorzy. Ale nie będą to duże, zagraniczne wytwórnie, chyba, że także wyczują w tym swój interes.
Dziś, jak obserwuję przeglądy i konkursy dla młodych talentów, wiem, że młodzież chce śpiewać różne piosenki, nie tylko rockowe. A co najważniejsze, chce śpiewać polskie piosenki!
Oby 50-ty festiwal w Opolu pokazał istotę naszej piosenki, a nie stał się jedynie telewizyjnym show, w którym wszystko zazwyczaj jest zniekształcone.
Przecież, gdzieś obok - co nie musi oznaczać, że nie na opolskiej scenie - takie piosenki powstają.
Są wydawane na płytach...
o jednej z nich niebawem na moim blogu - i to właśnie ten drugi, wspomniany przyczynek do powstania tego tekstu:).

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?