Irek Wojtczak jest doświadczonym jazzmanem, by wymienić kilka najważniejszych formacji, w których się pojawił: Polish Brass Ensemble feat. Dave Douglas, Tymański Yass Ensemble, Pink Freud, Wojtek Mazolewski Quintet czy Freeyo. Rozumie w takim razie realia polskiej sceny muzycznej. Zdaje sobie sprawę, jak sprzedaje się jazz w naszym kraju. Zapewne nie będzie kupowany masowo przez „roboli”, „ciułających” grosz do grosza. A jeśli dla „snobów” jest za mało znany? Jednak bez histerii, w dalszym ciągu bezkompromisowo podchodzi do swojego tworzenia. To mi się zawsze podoba, gdy artysta po prostu realizuje swoją wizję muzyki. Wtedy jestem zainteresowany, by o nim napisać...

REKLAMA
Przyznam, że lubię muzykę, która tworzy obrazy, na przekór tym, którzy przekonują, jakoby stanowiła zwykłą abstrakcję. Z nimi też mogę się zgodzić, ale wracając do osobistego odbioru muzyki... Improwizacja chyba najbardziej wpływa na emocje. Dzięki temu posiada jakąś prawdę, której w piosenkach zbyt często brakuje. Tak, prawdę podzieloną na wiele części, w zależności, ile osób jej słucha. Emocje nie kłamią. Możemy ewentualnie ukrywać ich istnienie. Ale muzyki improwizowanej i jazzu nie słucha podobno zbyt wielu. To ”niszowa” sprawa – twierdzą tak zwani znawcy. Ile więc w niej prawdy? Ja nic nie twierdzę, po prostu dziękuję za czytanie moich wpisów. I przedstawiam kolejną płytę:).
logo
Wszystko się budzi powoli, bardzo powoli... Gra saksofon, jakby nie mógł się zdecydować, w którą stronę podążyć. Przypomina to pierwsze dni lata, z nieznośnym upałem, który najbardziej doskwiera w mieście.
To Irek Wojtczak z najnowszą płytą "The bees' knees"?
Najpierw się odlicza dni do urlopu, potem człowieka nachodzą różne myśli, doprowadzając za każdym razem do innego ciągu dalszego. W końcu, po części ustalonym trybem, przećwiczonym każdego ranka, lecz przede wszystkim wiedziony instynktem, wstajesz, rozsuwając zasłony w oknie. I co tam widzisz?
logo
Nie wiem, czy kogokolwiek, a przede wszystkim Irka Wojtczaka przekona moja interpretacja muzyki zawartej na płycie "The Bees' Knees". Jednak, to właśnie dzięki temu wyobrażeniu podjąłem decyzję, że napiszę o niej, gdy będzie już lato.
Przypomnę, Irek Wojtczak jest multiinstrumentalistą, choć zapewne najbardziej go znamy, jako saksofonistę, kompozytora i aranżera. Brał udział w projektach wymienionych na początku artykułu, a także nagrywał ze Ścianką, Groovekojadem, Tomek Sowiński Collective Improvisation Group, czy Przemkiem Dyjakowskim. Jest twórcą, bądź współtwórcą formacji charakterystycznych dla trójmiejskiej sceny jazzowej.
Na płycie "The Bees' Knees" improwizują wraz z nim: Kamil Pater - gitara, Adam Żuchowski - bas, Kuba Staruszkiewicz - perkusja.
Nie kalkulowałem wcześniej, czy Irek Wojtczak, autor wszystkich kompozycji na tej płycie, wykaże swoje muzyczne wykształcenie, drobiazgowo podchodząc do kompozycji, narzucając ścisłe ramy, w których każdy z muzyków będzie miał konkretną rolę do spełnienia.
Specjalnie się również nie zastanawiałem podczas słuchania, jakie emocje zostały wyrażone w poszczególnych utworach, a jakich zabrakło, w wyniku świadomego poszukiwania odpowiedniej formy.
Dzięki temu, po chwili cieszyłem się niezmiernie, bo łatwo udawało mi się odnajdywać stany skupienia, z których wynikało ich granie, wciąż będąc zaskakiwany.
Pomyślałem, że łatwo odtworzyć, co się czuje, posiadając odpowiednie możliwości warsztatowe, czyli umiejętności łączenia różnorodnych elementów. Z tego wynika bogactwo harmonii, którymi potrafią zadziwić, a także różnorodność pięknych melodii, czasami bardzo nam bliskich, innym razem wręcz orientalnych. To wreszcie daje wspomniane poczucie czasu, miejsca i przestrzeni.
Dopiero, gdy wszystko ucichło po ostatnim utworze, zadałem sobie pytanie, jak to możliwe, że tak wiele muzycznych inspiracji, z których przecież czerpią pełnymi garściami, może stwarzać wrażenie spójności. Z delikatnością przechodzą od prostej, jazzowej ballady, przez fusion, do rozpływających się tematów yassowych. Chwilami mocno uderzają, co charakterystyczne dla współczesnych sekcji jazzowych, wykorzystując stricte rockowe brzmienia w swoim improwizowaniu.
Na zakończenie, moim zdaniem zbyt krótkiej płyty, pojawia się utwór tytułowy "The Bees' Knees", który można potraktować, jako swoistego rodzaju roztańczenie.
Nie, to nie żart ze słuchającego, raczej mrugnięcie do niego okiem:).
I jeszcze jeden pokaz możliwości twórczych, potwierdzających zasadność mojego pytania, dotyczącego spójności albumu. Trzeba bowiem stwierdzić, że choć utwór jest naprawdę wyjątkowy, bez wątpienia nie odbiega od wcześniejszych kompozycji.
W takim razie, może nie stanowi podsumowania, a raczej pewnego rodzaju uzupełnienie momentów, w których zostawili niedopowiedzenia dla naszej wyobraźni?
logo
Przy okazji ostatniego pytania, proszę powrócić do wizji porannego wstawania.
Kiedy już zagrają wszystko, jakby odsłoniając przysłowiowe okno, co będziesz w stanie zobaczyć?

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?