Janek Smoczyński jest pianistą, więc pisze kompozycje. Mateusz Smoczyński je później psuje na skrzypcach, bo wiadomo, że instrument, na którym gra, do jazzu pasuje jak... Ech, jest kilka porównań, ale żadne mi jakoś nie pasuje. Biorąc pod uwagę zdanie wielu miłośników jazzu, którym skrzypce stanowczo nie odpowiadają, można użyć każdego, ale...
REKLAMA
... pozwolę sobie przypomnieć, że osobiście nie podzielam takiego poglądu w tej sprawie, co potwierdza nie jeden, a wręcz kilka dotychczasowych wpisów, poświęconych polskim skrzypcom jazzowym na moim blogu:
Polskie skrzypce jazzowe docenione tutaj i za oceanem
Adam Bałdych zachwyca swoją grą...
Tajna sesja Macieja Strzelczyka
Polskie skrzypce jazzowe docenione tutaj i za oceanem
Adam Bałdych zachwyca swoją grą...
Tajna sesja Macieja Strzelczyka
Początek mojego pisania - o nowej płycie zespołu New Trio "Perpendicular Realities" - będzie w takim razie odebrany jako prowokacja? Wolałbym, aby raczej został potraktowany żartobliwie. Dla mnie stanowi formę wypowiedzi, która bezpośrednio ma się odnosić do ścierających się poglądów na temat skrzypiec w jazzie, jednak bez wprowadzania niepotrzebnej nerwowości. Jeśli ktoś odebrał moje słowa, jako odnoszące się niby "kąśliwie" do Janka i Mateusza Smoczyńskich, niech teraz przeczyta mój wstęp raz jeszcze. I trochę "zluzuje":).
Co do szanownych Smoczyńskich, jestem pewny, że odczytają mój zamiar właściwie. Może nawet uśmiechną. Gorzej, jak mi się dostanie od nich. Ale za co? Przecież, jeszcze nie oceniłem ich nowej płyty:).
Co do szanownych Smoczyńskich, jestem pewny, że odczytają mój zamiar właściwie. Może nawet uśmiechną. Gorzej, jak mi się dostanie od nich. Ale za co? Przecież, jeszcze nie oceniłem ich nowej płyty:).
Zanim jednak to zrobię, zaryzykuję stwierdzenie, choć może nie będzie niczym nowym, że o naszych preferencjach decyduje najpierw gust muzyczny, po czym w dalszej kolejności doświadczenia, które sprawiają, że dojrzewamy i poszukujemy. Otwieramy się coraz bardziej na różne formy improwizowania, sprawdzając także oddziaływanie skrzypiec. A wtedy, wyznacznikiem, czy nas przekonają swoją barwą i możliwościami, powinien stać się poziom wykonawczy oraz ciekawość kompozycji, a nie snobistyczny pogląd - wyróżniający nas spośród wszystkich innych, kochających jazz - a zawarty w jednym, autorytatywnie wypowiadanym zdaniu, że w ogóle nie pasują w tej muzyce. I nie chcę awantur, raczej nastawiam się na rzetelną dyskusję, do której zapraszam.
New Trio nagrywa wciąż w tym samym składzie:
Mateusz Smoczyński - skrzypce, Jan Smoczyński - organy Hammonda, Alex Zinger - perkusja.
Aby nie skupiać się jedynie na Smoczyńskich - ale doceniając także rosyjskiego bębniarza, który gra z takimi mistrzami, jak chociażby Roy Hargroove, Deborah Brown czy David Sanchez - należy stwierdzić, że wszyscy stanowią naprawdę zdolny kolektyw. W tym miejscu przyznaję, że stwierdzenie "naprawdę" wciąż nie oddaje, jak dalece skomplikowaną formę przyjmuje ich improwizowanie, pozostając nadal jazzem. Współczesna muzyka zbyt często wykracza poza ramy tego, co rzeczywiście powinniśmy tak nazywać. Nie neguję muzyki improwizowanej, wręcz przeciwnie, doceniam i opisuję.
Z przyjemnością jednak zauważam, że New Trio ma swój własny język oraz formę ekspresji, która stanowi punkt wyjścia do poszukiwań, a mieści się niezmiennie w ramach muzyki jazzowej. Wspomniana ekspresja pozwala każdemu z muzyków używać wielu nowoczesnych środków, niekoniecznie za każdym razem pochodzących z jazzu. Tak czy inaczej, zawsze mających swoje oparcie w tym gatunku, bądź stanowiących fragmenty elementów znakomicie zaadoptowanych z innych stylów. Ta nowoczesność stanowi nie tylko swoistego rodzaju koloryt, ale służy przede wszystkim podkreśleniu emocji, którymi żyją wszystkie kompozycje.
Mateusz Smoczyński - skrzypce, Jan Smoczyński - organy Hammonda, Alex Zinger - perkusja.
Aby nie skupiać się jedynie na Smoczyńskich - ale doceniając także rosyjskiego bębniarza, który gra z takimi mistrzami, jak chociażby Roy Hargroove, Deborah Brown czy David Sanchez - należy stwierdzić, że wszyscy stanowią naprawdę zdolny kolektyw. W tym miejscu przyznaję, że stwierdzenie "naprawdę" wciąż nie oddaje, jak dalece skomplikowaną formę przyjmuje ich improwizowanie, pozostając nadal jazzem. Współczesna muzyka zbyt często wykracza poza ramy tego, co rzeczywiście powinniśmy tak nazywać. Nie neguję muzyki improwizowanej, wręcz przeciwnie, doceniam i opisuję.
Z przyjemnością jednak zauważam, że New Trio ma swój własny język oraz formę ekspresji, która stanowi punkt wyjścia do poszukiwań, a mieści się niezmiennie w ramach muzyki jazzowej. Wspomniana ekspresja pozwala każdemu z muzyków używać wielu nowoczesnych środków, niekoniecznie za każdym razem pochodzących z jazzu. Tak czy inaczej, zawsze mających swoje oparcie w tym gatunku, bądź stanowiących fragmenty elementów znakomicie zaadoptowanych z innych stylów. Ta nowoczesność stanowi nie tylko swoistego rodzaju koloryt, ale służy przede wszystkim podkreśleniu emocji, którymi żyją wszystkie kompozycje.
Zauważam, że choć to utwory "elektrycznie", spokojnie można je zagrać w wersji akustycznej. To określa zdolności kompozytorskie Jana Smoczyńskiego, gdyż przede wszystkim jego pomysły zostały zrealizowane. Zaledwie trzy stanowią pracę zespołową.
Jak stwierdził w rozmowie Mateusz Smoczyński, nie czuje się znakomitym pianistą, poza tym ten brak czasu... ale na następną płytę przygotuje więcej materiału.
Jak stwierdził w rozmowie Mateusz Smoczyński, nie czuje się znakomitym pianistą, poza tym ten brak czasu... ale na następną płytę przygotuje więcej materiału.
Akustyczne granie może sprawić, że jeszcze bardziej docenimy strukturę utworów, we wszystkich jej szczegółach, a przede wszystkim zauważymy, że dbanie o najmniejszy element idzie w parze z potrzebą precyzyjnego wyrażania swoich emocji.
Panowie, pomimo tego, zaklinam: ale tego nie róbcie!
Albo inaczej, wracając do początku: naprawdę, niczego nie psujcie:).
Panowie, pomimo tego, zaklinam: ale tego nie róbcie!
Albo inaczej, wracając do początku: naprawdę, niczego nie psujcie:).
Pozbawienie tych kompozycji brzmienia Hammonda zupełnie zmieni ich oblicze. Wiekowy model instrumentu, którym może poszczycić się Jan Smoczyński, ma swoje ogromne znaczenie. W końcu, nie wyobrażam sobie tego materiału bez kilku momentów, z końcowym, piekielnie mocnym, wręcz metalowym uderzeniem, z którego wydobywa się pełno zaskakujących głosów i mnóstwo kosmicznego pyłu. A ten, jeszcze długo opada po wyłączeniu płyty.
