Przed wysłuchaniem kompozycji Wojciecha Kilara, zagranych przez Kubę Stankiewicza na jego najnowszej płycie, należałoby sobie postawić wiele pytań, by nie tylko świadomie podejść do twórczości wielkiego kompozytora, ale przede wszystkim znaleźć punkt odniesienia, dający najpierw możliwość zrozumienia samego improwizowania, potem głębokiego przeżycia tej muzyki. Tymczasem pierwsze, delikatne i ciepłe dźwięki sprawiają, że ponownie można stać się małym chłopcem i... nie pozostaje człowiekowi nic więcej, jak tylko rozpłakać się nad sobą, albo samym wspomnieniem. Oczywiście wszystkie pytania nie tracą na swojej ważności. Po prostu muszą czekać, aż minie wzruszenie.

REKLAMA
logo
Jakie pytania? Na przykład, po co przypominać Wojciecha Kilara, co zdecydowało o wyborze utworów, jak zabrzmią poszczególne kompozycje w wersji jazzowej, na dodatek grane tylko na fortepianie (ciekawe, że nadal nie zmienia się forma tego pytania, choć znam doskonale cały album i powinienem wiedzieć, czego się spodziewać), w końcu, czy płyta w takim razie nie znuży przeciętnego słuchacza, którego być może nie pochłoną dźwięki jednego instrumentu. A propos, autorowi zależało, aby mogli tej płyty posłuchać wszyscy, nie tylko miłośnicy jazzu. No tak, ale skąd państwo mogą wiedzieć, że takie było założenie. Jeszcze nie wspomniałem, że zanim płyta się ukazała, otrzymałem nagrany materiał, a przed premierą albumu "Kilar" rozmawiałem z Kubą Stankiewiczem, zadając wspomniane pytania.
Na początku pojawia się "Portret damy", kompozycja typowa dla Wojciecha Kilara. To właśnie ona sprawia, że natychmiast zostaję przeniesiony do lat minionych. Retrospekcja doprowadza z kolei do momentu, gdy pierwszy raz jej słuchałem.
W oryginalnym wykonaniu pojawia się orkiestra, która unosi nasze emocje. Tutaj, cisza pomiędzy dźwiękami zostawia dla nich miejsce, podkreślając ich znaczenie. Myślę, że mając tyle przestrzeni pomiędzy dźwiękami, łatwiej powrócić do zapomnianych już dawno wydarzeń.
Tak to wymyślił Kuba Stankiewicz, a co ważniejsze, w taki sposób odczuwa Kilara. I osobiście postanowił go oddać, uznając, że tego wymaga każda z kompozycji. Musiał więc samemu przywołać wspomnienia, które pomogły mu zrozumieć, a przede wszystkim odnaleźć własne emocje.
Przyznał w rozmowie, że faktycznie nastąpił w nim proces odtwarzania pewnego rodzaju zapamiętanych wrażeń, lecz przede wszystkim chciał spojrzeć na siebie i Kilara z dzisiejszej perspektywy. Najwyraźniej, opisywany przeze mnie proces powracania do przeszłości jest dokładnie tym samym. Kuba Stankiewicz gra bowiem na tyle sugestywnie, że nie pozostawia innej możliwości. Zaczynam osobiście odbierać jego granie, po czym równolegle uruchamiam pamięć. Ktoś przyzna, że ma dokładnie tak samo, gdy słucha tej płyty?
Proszę pamiętać, że mamy do czynienia z płytą jazzową. Kuba Stankiewicz improwizuje w oparciu o tematy Wojciecha Kilara. Biorąc pod uwagę założenie, aby utwory były rozpoznawalne nawet wtedy, gdy przechodzą zupełną transformację na swingujące, daleko odbiegające od pierwowzorów - jak chociażby w przypadku "Trędowatej" - trzeba przyznać, że mamy do czynienia z naprawdę udaną próbą zrealizowania ambitnego zamierzenia.
Pozostały w nich przepiękne melodie, dzięki którym rozpoznajemy poszczególne tematy i kojarzymy z filmami, do których pisał muzykę Wojciech Kilar (Rodzina Połanieckich, Ziemia obiecana, Cwał, Kronika wypadków miłosnych...). Niektóre sobie nucimy, inne zwyczajnie śpiewamy, jak chociażby "Przygody pana Michała":).
Tak, to jazz na najwyższym poziomie, będący znakomitą kontynuacją tego, co tradycyjne w tym gatunku, zwłaszcza w polskiej pianistyce jazzowej, a także odwołujący się idealnie do współczesnej muzyki improwizowanej we wszystkich jej aspektach, od warsztatu i doświadczenia, po dojrzałość.
Dojrzałość jest chyba najważniejsza w tym wszystkim. Zawiera w sobie doświadczenia artystyczne i życiowe Kuby Stankiewicza, jednocześnie otwierając przed nim nowe możliwości. Prawdziwe sprzężenie zwrotne, gdy okazuje się niespodziewanie, że wyobraźnia, która zazwyczaj wybiega w przyszłość, znajdując w niej odpowiednią dla siebie materię, może czerpać tyle samo z przeszłości - w tym przypadku z utworów Wojciecha Kilara!
Na zakończenie chciałbym zauważyć, aby nie było wątpliwości, że odpowiedziałem już na wszystkie postawione pytania: po co, dlaczego, jak brzmi, czy się udało...
Odpowiedzi znajdują się powyżej, albo pomiędzy słowami.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?