Dlaczego Kuba Płużek nie mówi zbyt wiele o muzyce, którą postanowił nagrać na swoją debiutancką płytę "First Album"? To może oznaczać, że chociaż nie jest samemu o tym przekonany, ma w sobie więcej dojrzałości, niż wskazuje na to data jego urodzenia. No, chyba, że nie chce tracić czasu na pogawędkę z dziennikarzem, zadającym zbyt wiele niepotrzebnych pytań:). Ok, w takim razie od razu przechodzę do meritum, jednocześnie uprzedzając, że atakuje prawdziwy "Ciążownik"!

REKLAMA
Utwór zamieszczony powyżej, którym Kuba Płużek otwiera swoją pierwszą płytę, to nie jakiś tam "Ciążownik", ale nadzwyczajna siła.
Tytuł może nasuwać myśl o maszynie - poruszającej się ociężale, jak walec, lokomotywa, albo czołg nie do zatrzymania - ale w swojej istocie jest energią, która unosi człowieka w przestrzeni. Jakby była uwolnieniem od wszystkiego, co sprawia nam ból, dręczy nasze wspomnienia. Zabiera nas z takim spokojem, że nie odczuwa się jakiejkolwiek obawy o spadanie z wysoka.
A trzeba przyznać, że muzycy ustawiają poprzeczkę ponad przeciętne wyobrażenie, czym staje się dzisiejsza muzyka improwizowana, nastawiona przede wszystkim na oryginalność emocji, które mają wyróżniać twórcę spośród wielu innych postaci.
logo
Dla jasności, doceniam poszukiwanie przez nich naprawdę pięknych melodii, zauważam kłanianie się tradycji jazzowej, a także wielość inspiracji. Podkreślam jedynie, że znakomicie potrafią skorzystać z tej wiedzy, aby odnaleźć własny sposób wyrażania myśli, nawet jeśli komuś się będzie wydawać, że bardzo młodzieńczych, pozornie niedoskonałych.
Na pewno młodość jest ich siłą. Mają w niej naturalne oparcie, ale na wolność twórczą mogą sobie pozwolić dzięki wielu zebranym już doświadczeniom. Potrafią na tyle precyzyjnie wyrazić swoje emocje, byśmy uwierzyli w szczerość tego, co naprawdę czują. Bo grają bardzo wyraziście, bez jakiekolwiek chwili zwątpienia, oddając prawdziwą pasję improwizowania na każdy, bardziej czy mniej poważny temat, który zwyczajnie ich zainspirował.
Płytę "First Album" nagrali: Kuba Płużek - fortepian, Dawid Fortuna - perkusja, Marek Pospieszalski - saksofon tenorowy, Max Mucha - kontrabas.
To znakomity moment, by przedstawić rozmowę z Kubą Płużkiem, w której postara się uzasadnić, skąd wzięły się nazwy jego autorskich utworów, a także nada sens temu, co napisałem we wstępie, że mówi niewiele o swojej muzyce:
Jak mi się zdaje, niesamowita chęć grania zabiera mu większość czasu, pochłania zupełnie i nie pozwala się skupić na tym, co chciałby ewentualnie dopowiedzieć, aby przybliżyć swoją muzykę miłośnikom jazzu.
Jest młody, bardzo młody jak na jazzmana, a co za tym idzie zapewne stremowany, co chyba zrozumiałe?
W swojej skromności czuje respekt przed mistrzami, którzy potrafią godzinami opowiadać o zawiłościach improwizacji, albo natchnieniu pochodzącym w odczuciu nas wszystkich wręcz z samego nieba.
W końcu Kuba Płużek gra na tyle sugestywnie, że wyraża całego siebie w muzyce, więc pewnie wychodzi z założenia, że wszystko zostało już powiedziane.
No dobrze, pozwolę więc sobie w kilku zdaniach przestawić autora płyty „First Album”.
Można powiedzieć, że Kuba Płużek jest w pewnym stopniu samoukiem.
Tzn. uczęszczał na zajęcia ogniska muzycznego, chodził do gimnazjum muzycznego, śpiewał w chórze, przez jakiś czas grał w orkiestrze, ale gdy wreszcie dostał się na Wydział Jazzu i Muzyki Rozrywkowej do Katowic, został z niego po prostu wyrzucony.
Tak naprawdę do jazzu dochodził poprzez pop, rock i inne odmiany muzyki – do czego zresztą się przyznaje.
To Oscar Peterson sprawił, że poczuł w sobie powołanie. Podobno usłyszał jego płytę i wiedział, co chce robić w życiu.
Wreszcie spotkania z Januszem Muniakiem i Arkiem Skolikiem sprawiły, że ukształtował się Kuba Płużek, jeden z najmłodszych pianistów jazowych w tym kraju.
Na razie z jedną płytą w dorobku, ale jestem przekonany, że jeszcze wiele razy nas zaskoczy. I wtedy dopiero sobie porozmawiamy!

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?