Dziś będzie krótko, ale na istotny temat. Błędy sędziowskie. Nieodzowna część piłki nożnej, począwszy od zasiania pierwszej kępy trawy na pierwszym futbolowym stadionie. Tak samo archaiczne, lecz niezdarte tłumaczenia: arbitrzy to też ludzie, mają prawo do omyłek! Jasne, ale bez przesady. Wyjdźmy z jaskiń.

REKLAMA
Rzecz o rozegranym w sobotę meczu na szczycie ligi włoskiej. Milan podejmuje Juventus. Od pierwszych minut piłkarze Massimiliano Allegriego narzucają Bianconerim swoje warunki gry. Kilkanaście minut i bramka – Antonio Nocerino. Prawdziwy skarb Milanu, ale o nim może innym razem.
Niedługo później kolejna akcja gospodarzy. Buffon świetnie broni, jednak dobitka Sulleya Muntariego jest już bezlitosna. Golkiper Juve wygarnia w locie piłkę, która zdążyła jednak zanurzyć się jakiś metr w bramce. Nie pięć centymetrów, JEDEN METR. Oczywisty gol, którego prawidłowości nie podważyliby chyba nawet ci, siedzący na samym szczycie trybun. Widzieli go wszyscy, ponoć nawet sędzia główny. Nie dostrzegł natomiast jego asystent, nie zasłonięty, obserwujący wszystko z profilu. Najprawdopodobniej zatem skrajnie niedowidzący. Na miejscu panów okupujących stołki w zarządzie Lega Calcio, zarządziłbym obowiązkowe badania wzroku wszystkich arbitrów. To nie żart.
Ludzie, żyjemy w dwudziestym pierwszym stuleciu. Kiedyś nie było możliwości technologicznych pozwalających na rozstrzyganie takich sytuacji. Wyobraźmy sobie, że na skoczniach narciarskich, po każdej próbie, zza bandy wyskakuje facet i łazi z miarką, ustalając uzyskaną odległość. Albo naliczanie czasów w Formule 1 przy pomocy ręcznego stopera. Najlepiej takiego okrągłego, tykającego, ze wskazówką. Piłka nożna nie może siedzieć w małym, drewnianym domku na pustelni. Powinna iść do przodu, zachowując jednak pewien umiar.
Sprawa korzystania z powtórek to kwestia kosztowna. Trudna do zrealizowania od zaraz i trochę kontrowersyjna. Nadanie sędziom bezwzględnego przywileju wykorzystywania replayów, jakąś część tego sportu jednak by uśmierciło. Piłka nożna nie byłaby już tak emocjonująca. Chcąc, nie chcąc - kontrowersje i pomyłki dodają jej unikalnego, specyficznego kolorytu. Doszczętne skażenie tego sportu nowoczesnymi technologiami, najzwyczajniej by go zabiło.
Nie można jednak pozwolić na to, żeby w tak zaawansowanych czasach nie został uznany tak oczywisty gol. Do tego na tak wysokim poziomie. Niech to będzie ukryty w piłce chip, syrena jak w hokeju, czy nawet radziecki satelita. Prawidłowo zdobywane bramki MUSZĄ zostawać zaliczane. Bezwzględnie.
Sędzia oglądający na telebimie metrowego spalonego, którego nie dostrzegł chwilę wcześniej, ma prawo być zmieszany. Co jednak czuł Paolo Tagliavento, biegając po boisku i jednocześnie patrząc na swojego skandalicznie nie uznanego gola? Czuł się jak skończony idiota.
Nie róbmy idiotów z sędziów, a przy okazji jeszcze z piłkarzy i kibiców.