Nie, nie sympatyzuje z warszawskim klubem. Kibicowsko jest mi obojętny tak samo jak i cała reszta polskich drużyn. Pisząc ten tekst kieruję się po części zdrowym rozsądkiem, po części emocjami. Tak jak w tej rozdmuchiwanej reklamie Telekomunikacji Polskiej. Tym razem jednak rozum i serce żyją w stuprocentowej harmonii, podpowiadając to samo – Legia będzie mistrzem Polski.
REKLAMA
Nie rozumiem zdania ludzi, którzy kręcą nosem i krzywią się na transfery piłkarzy typu Nacho Novo, Daniela Ljuboji, a nawet Ismaela Blanco. A to, że starzy, a to, że przyjechali odcinać kupony. Niektórzy nie rozumieją, że zawodnicy tego pokroju to absolutne maksimum polskiej ligi. Taki nasz mały, kameralny szczyt.
Starzy? Stary, to jest piłkarz mający 36 lat. A i niekoniecznie, czego przykładem jest David Weir. Nawet nie biorę pod uwagę bramkarzy, bo niektórzy z nich łapali piłki najlepszych napastników świata nawet po czterdziestce. Blanco czy Ljuboja to piłkarze w wieku sportowo dojrzałbym. Są ograni w Europie, strzelali gole w wielu krajach, czerpali korzyści z nauk niejednego świetnego fachowca. Czego chcieć więcej?
A, bo nie sprowadzamy talentów. Jasne, że nie sprowadzamy. Nie mamy na to pieniędzy. Wyłapywaniem talentów zajmują się mocarze, z gigantycznymi sieciami skautów i doskonale zorganizowanym systemem szkolenia, od najmłodszego. My, co najwyżej, możemy kształcić swoich chłopaków. Co najwyżej, bo i po tych coraz częściej zgłaszają się kluby z zachodu. Jeśli młody chłopak ma do wyboru Wisłę, której baza treningowa wygląda jak drugorzędne pastwisko i klub – powiedzmy – z drugiej ligi niemieckiej, wybierze drugą opcję. Tam dostanie zakwaterowanie, kontrakt i gwarancję najwyższej jakości szkolenia. Wystarczy tylko, że mu się chce. Wolskiego i Żyro też, w ciągu najbliższych dwóch lat ktoś wyciągnie. Podobnie jak niedawno Borysiuka i Rybusa. Taka kolej rzeczy, byleby tylko dobrze zapłacili. A wierzę, że z roku na rok będą płacić coraz więcej.
Raz na jakiś czas uda się nam wyłapać kogoś na wschodzie, ale – powiedzmy sobie szczerze – to drugi albo trzeci sort. Niedobitki. Przykładowo taki Dżalamidze. Myślicie, że przyszedł do Polski, bo tego pragnął? Nie, gra w naszej lidze tylko dlatego, że był za słaby na silniejszą.
W tym miejscu obruszą się pewnie starsi kibice, ale mimo to zaryzykuję. Patrząc na same nazwiska ofensywnych piłkarzy Legii, mam wrażenie, że jest on najbardziej gwiazdorski w historii nie tylko Legii, ale i całej naszej ligi. Są to twarze, które, przynajmniej z widzenia, kojarzy większość średnio interesujących się piłką nożną w Europie. Pułap, którego wcześniej nie udało się nam osiągnąć.
Za pół godziny początek spotkania Legii z ŁKS-em. Na skrzydłach, po jednej stronie solidny Radović, po drugiej, krystalizujący się Wolski. W ataku Ljuboja i Blanco. Na ławce Nacho Novo. Nie czujecie tego dreszczyku emocji? Bo ja tak.
Ta Legia zdobędzie mistrzostwo i basta.
