Cały dzisiejszy dzień myślami byłem we Francji. Wbrew pozorom, nie skłoniły mnie do tego ani tamtejsze dziewczyny, ani francuskie wino. Ciekaw byłem co lekarze powiedzą na temat Damiena Perquisa i tego, czy zdąży odpicować swój roztrzaskany łokieć do finałów Euro. Rokowania niby dobre, ale gdyby jednak go zabrakło, byłoby mi naprawdę przykro. Z głębi serca.
REKLAMA
I nie chodzi tu bynajmniej o jego dobrą postawę na boisku. Z Portugalią zagrał bardzo przyzwoicie. Nadspodziewanie nieźle – to trzeba mu przyznać. Jak do tej pory wyglądał raczej drętwo, uciekał od piłki, a na deser rozsypywał się w okolicach sześćdziesiątej minuty. Cóż, bycie stoperem ostatniego zespołu ligi francuskiej zobowiązuje.
Do rzeczy. Gdyby jakimś cudem nie zdążył się wykurować, na nic poszłoby tyle jego bezcennej pracy. Najpierw, kiedy usłyszał w TV o tym, że Polska organizuje Euro, przypomniał sobie o piastowskich korzeniach swojej szanownej babci. Te jednak zdążyły trochę podeschnąć, bo staruszka nie zna nawet polskiego. Ba, nigdy nawet nas nie odwiedziła. To nie przeszkodziło jej jednak w zrobieniu z Damiena prawdziwego, polskiego patrioty. Musi być cholernie zdeterminowaną kobietą. Potem namiętnie kolekcjonował potrzebne papiery i zaświadczenia. Musiał zmierzyć się ze swoim OJCZYSTYM, polskim systemem biurokratycznym. Wtedy ponoć zrobił pierwszy krok - nauczył się przeklinać po naszemu.
Paszportem ze znakiem Orła Białego chciał legitymować się podobno jeszcze na długo przed Euro (ciekawe kto w to wierzy). Do intensywniejszego zainteresowania się tematem zdopingowało go jednak kalectwo polskich obrońców. Właśnie wtedy, patriotyzm zasiany przez babkę, wykiełkował na dobre.
I rozpoczęły się lekcje polskiego, na które poświęca, albo przynajmniej poświęcał, sporo wolnego czasu. Potem przyspieszony kurs Mazurka Dąbrowskiego. – W końcu jestem Polakiem i nie wypada mi nie znać ojczystego hymnu – pomyślał sobie.
Oj, biedny by był, gdyby nie zagrał na Euro. Tyle ciężkiej roboty na nic. Pute.
Swoją drogą, to okropne, że w czterdziestomilionowym kraju teoretycznie nie znalazł się nikt, kto broniłby lepiej od francuskiego ogórka. Nie czołowego stopera Ligue 1, tylko zwykłej szarzyzny. Jeśli już kogoś farbujemy, to powinien być wyraźnie lepszy od polskiej konkurencji. A Celeban? Fojut? Czy chociażby Żewłakow? Ręce opadają.
Perquis to już stuprocentowy Polak. Po przyśpieszonym kursie o kryptonimie EURO 2012, ale Polak. Ma polskie papiery? Ma. Zna słowo „kurwa”? Zna. Obiecał nawet, że w meczu otwarcia zaśpiewa nasz swój hymn pełną gębą! Reprezentant Polski zaśpiewa polski hymn. Niebywałe. Cóż za poświęcenie i profesjonalizm.
Szkoda tylko, że francuski paszport powinien stawiać go na straconej pozycji, a wygląda na to, że daje mu fory. Gdyby nie zagrał na Euro, reprezentacja Polski byłaby bardziej polska.
