Polonia Warszawa – wieczny aspirant do osiągania najwyższych celów, wierutnie kiblujący jednak w okolicach środka tabeli. Klub, którego jedynym rzeczywistym potencjałem jest portfel Józefa Wojciechowskiego. Potencjał – co należy podkreślić – w nieprzemyślany sposób marnowany. Z epizodycznymi przebłyskami, w stylu dzisiejszego zwycięstwa nad Jagiellonią Białystok.

REKLAMA
Nawet to spotkanie, chociaż opieczętowane w wysoki wynik (4:1), wbrew pozorom nie było wielkim popisem Czarnych Koszul. Jagiellonia do pewnego momentu wyglądała znacznie lepiej. Zadecydowało jednak wyrachowanie i zimna krew pod przeciwną bramką. Ciekawie zagrał Gruzin Wladimer Dwaliszwili. To dobry znak, bo spodziewałem się, że to kolejne beztalencie, zaaplikowane prezesowi Wojciechowskiemu przez jakiegoś zaradnego, zagranicznego manago. Okazuje się jednak, że facet prezentuje poziom zbliżony do zdecydowanie najlepszego zawodnika Polonii, Edgara Caniego.
Albańczyka pamiętam jeszcze z ligi włoskiej, gdzie parę lat temu pokładano w nim spore nadzieje. Ostatecznie jednak, po nieudolnych próbach adaptacji w Serie A, Palermo postawiło na nim krzyżyk. We Włoszech od wielu lat gra jeszcze jego dużo starszy kolega z reprezentacji, Erjon Bogdani, który niedawno trafił do Chievo Werona i strzela jak na zawołanie. Co ciekawe, ma niemal identyczną boiskową charakterystykę. Ot taka mała dygresja.
Patrząc na skład Polonii trudno odnieść wrażenie, że jest to klub o potencjalnie najpojemniejszym koncie bankowym w Polsce. Bramka? Przy takich fachowcach równie dobrze mogłaby stać pusta. Dużo taniej, a efekt zbliżony. Obrona? Solidna, ale bez szału. Podobnie pomoc, gdzie poza Tomaszem Jodłowcem i Bruno, nikt swoimi umiejętnościami specjalnie nie wyrasta ponad przeciętność. Atak to silny Cani i wspomniany wcześniej nowy, ciekawy nabytek Dwaliszwili. Teodorczyk, chociaż ma już 20 lat, w Polonii ciągle traktowany jako melodia przyszłości. O Danielu Sikorskim, który może już rozbijać namiot na trybunach, nie ma nawet co opowiadać.
Czy to jest skład na mistrzostwo Polski? Szanujmy się. Polska liga jest marna, no ale bez przesady. Jeśli na poważnie chce się walczyć o najwyższe cele, a ma się ku temu predyspozycje, to drużynę trzeba wzmacniać. Nie przeciętniakami, a zawodnikami prezentującymi określoną klasę. Najbliższy przykład to Legia. Kiedy popatrzy się na ich skład, z miejsca widać, że to najlepsza (na papierze) personalnie drużyna w lidze. Nazwiska jak dla Polaków niebanalne. Nacho Novo, Danijel Ljuboja, Ismael Blanco czy nawet Dusan Kuciak. Ile w sumie na nich wydano. Okrągłe zero. ZERO ZŁOTYCH.
A do Polonii przychodzą kolejne wynalazki typu NO-NAME. Ze wszystkich stron świata, z czego połowa zwija się już po pół roku pobytu. Skoro pan Wojciechowski tak czy siak wydaje swoje pieniądze, to dlaczego nie zainwestuje w końcu w pewniki? Przecież go na to stać. Dlaczego nie sprowadzi głośniejszych nazwisk, tylko wzmocnień poszukuje gdzieś na futbolowych peryferiach? Bez żadnej filozofii, myśli przewodniej i określonego ładu?
Jak kiedyś już pisałem, mistrzem będzie Legia, ale nie obraziłbym się gdyby jakimś cudem została nim Polonia. Ku chwale polskiej piłki. Może wtedy pan prezes Wojciechowski podszedłby do tematu na poważnie i doładował swój klub w jakiś zauważalny i wyróżniający go sposób.
A, jeszcze jedno. To chyba jedyny, a przynajmniej najbardziej prawdopodobny sposób na dotarcie polskiego klubu do fazy grupowej Ligi Mistrzów.