Robię sobie właśnie wirtualną wycieczkę po stadionach narodowych całego świata, zwracając uwagę głównie na ich nazwy. Najbardziej klimatycznie rzecz jasna jest w Ameryce Południowej. Meksykańskie Estadio Azteca, brazylijska Maracana czy argentyńskie El Monumental. Klasyka gatunku. W Europie mamy patriotyczne Stade de France, Stade de Suisse, albo upamiętniające jakąś wielką postać, typu węgierskiego obiektu im. Ferenca Puskasa. I pośród tych wszystkich mniej i bardziej dostojnych, piękniejszych i brzydszych nazw będzie prawdopodobnie ta nasza. Ohydna. PZU Arena.

REKLAMA
Sprawa nie jest co prawda jeszcze stuprocentowo przesądzona, ale niestety wszystko na to wskazuje. Wybudować stadion za dwa miliardy złotych i spieniężyć jego nazwę za dziesięć milionów. Równowartość trzydziestu srebrników. Oznaka kompletnej nieudolności i bezradności. Normalnie bym się tego nie czepiał. Jakoś przełknąłem gdańską PGE Arenę. Z trudem, po nieprzyjemnym zakrztuszeniu, przeszła też warszawska Pepsi Arena. Obiekt piękny, ale nie flagowy dla całego kraju i społeczeństwa. Inaczej jest z naszym stadionem narodowym. Dostojny jest, drogi, wybudowany za nasze pieniądze. To z nim, z tą siatkowaną biało-czerwoną elewacją, przez lata będzie kojarzyć się polska część Euro 2012. Fakt, że nowa nazwa ma zostać nadana dopiero po turnieju jest jak odroczenie i tak pewnej egzekucji.
Obiekt ten powinien reprezentować cały naród, bo to stadion NARODOWY. Plany były bardzo słuszne, pełne patosu, godne podziwu. Imienia Kazimierza Górskiego, czy Jana Pawła II? Nic z tego. Problem w tym, że panowie ci, w przeciwieństwie do PZU, mieliby poważny problem z wyłożeniem dziesięciu baniek rocznie. Kto wie, może za kolejne dwie poszłaby powierzchnia reklamowa na krzesełkach?
Przeczesując stadiony na całym świecie szukałem pocieszenia i duchowego wsparcia. Miałem cichą nadzieję, że znajdę tam więcej ohydnych, skomercjalizowanych nazw. Rozczarowałem się. Nawet w Katarze czy Zjednoczonych Emiratach Arabskich, stadiony noszą imiona jakichś zacnych szejków. Spieniężanie praw do obiektów klubowych jest powszechne i w pewnym stopniu możliwe do tolerowania. To samo w odniesieniu do stadionu narodowego to niestety anomalia. Kolejny polski wybryk natury.
Możemy tylko odetchnąć z ulgą, że stawki nie przebiły Biedronka, Mlekovita, Domestos, czy płyn do mycia naczyń Ludwik.