W szatni panuje względna cisza, gdzieniegdzie słychać niegłośne rozmowy. Do pomieszczenia wchodzi szkoleniowiec i rozpoczyna swoją płomienną przemowę. Piłkarze jednak nie wydają się wczuwać w narzucony przez niego, wyjątkowo patetyczny nastrój. Jeden dłubie w uchu, kolejny myśli o wczorajszej kolacji. Prawda, czy tylko wybujała fantazja? Dziś mecz Wisły z Lechem. Spotkanie, które ostatecznie pokaże jaki posłuch w poznańskim zespole ma trener Mariusz Rumak.
REKLAMA
Patrząc na osiągane wyniki, możemy poddawać go wyraźnej wątpliwości. Drużyna gra tak samo, jak za kadencji Bakero, czyli nie gra w ogóle. Zamiast biegać, truchta. Zamiast kopać, dzióbie. Trener, który miał wstrząsnąć szatnią, okazał się chyba niewystarczająco twardy.
Przynajmniej takie wrażenie można było odnieść do tej pory. Bezpośrednio przed rewanżowym spotkaniem z Wisłą wytoczył jednak ze swojej zbrojowni działo o możliwie najokazalszym kalibrze. W wyraźny sposób dał do zrozumienia, że w jego drużynie nie ma miejsca dla ociągających się, ociekających ślimaczym śluzem, ślamazarnych łajz bez ambicji. Zagracie tak jak ostatnio? Powiem wam do widzenia. Wystraszą się? Przemyślą? Poskutkuje?
- Nie byliśmy ostatnio zespołem – mówił w dalszej części wywiadu dla „Głosu Wielkopolskiego”, strzelając sobie tym samym w kolano. Jego zadaniem właśnie było tchnąć ducha walki i wspólnoty, a teraz sam przyznaje się do błędu. Cóż, nie udało ci się chłopie.
Dzisiejszy mecz jest ostatnią deską ratunku. Dla trenera Rumaka, ale też chyba dla całego Lecha, bo kolejny sezon bez europejskich pucharów może okazać się początkiem niesprzyjającej dla Kolejorza lawiny nieszczęść. Mniejszy budżet na płace, sprzedaż najlepszych piłkarzy, sprzeciętnienie. Brr… Byłoby naprawdę szkoda.
Rumak postawił wszystko na jedną kartę. Jeśli zagrają dobrze, będzie widać, że wpływa na piłkarzy choćby w minimalnym stopniu. W przypadku przegranej, przy beznadziejnej grze - do czego zdążyliśmy się już przyzwyczaić - zostanie on odarty z resztek trenerskiego autorytetu i godności. Postawił wszystko na jedną kartę. Zagrał va banque.
Już za kilka godzin przekonamy się, czy piłkarze, podczas odprawy meczowej, uważnie słuchali i brali sobie słowa trenera do serca, czy też mieli jego paplaninę głęboko gdzieś. To piłka nożna. W meczu może paść każdy wynik, ale ambicję i nastawienie drużyny widać gołym okiem. Nawet wtedy, kiedy ostatecznie zostanie ona pokonana.
