
W Warszawie odbyła się trzecia edycja World Conference of Screnwriters, w której uczestniczyli liczni scenarzyści europejscy i amerykańscy. 1-2 października poruszono wiele ciekawych kwestii, przybliżając specyfikę dzisiejszej pracy scenarzysty.
REKLAMA
Po edycjach z 2009 (Ateny) i 2012 roku (Barcelona) przyszła pora na Warszawę, dzięki czemu stolicę odwiedzili przedstawiciele sztuki pisania scenariuszy z Europy i USA. Wydarzenie zostało zainicjowane 30 września konferencją prasową, w której uczestniczył między innymi, mający na swoim koncie fabułę „Szczęk” Stevena Spilberga, Carl Gottlieb. Zauważył, że dla młodego odbiorcy nie ma znaczenia, z jakiego odbiornika korzysta, bo smartfon jest dla niego tak samo dobry jak telewizor czy ekran kinowy. Dla wielu młodych ludzi to jest sposób, w jaki oglądają filmy. Tu jest „Lawrence z Arabii” – powiedział, pokazując telefon. Poza tym Gottlieb przyznał, że amerykańska produkcja filmowa, ta bardziej rozrywkowa, czyni z reżysera króla i boga, a w przypadku produkcji telewizyjnej to, odpowiadający za cały program, autor scenariusza znajduje się na szczycie.
Natomiast smutną konkluzję podczas konferencji stanowiło wyznanie Jacka Bromskiego, że wiele znakomitych tekstów nominowanych do Oscara niejednokrotnie czekało wiele lat na realizację, ponieważ studia nie były nimi zainteresowane. Przykład stanowi tekst „Witaj w klubie”, bo dopiero po 10 latach wykorzystano go za sprawą wsparcia Matthewu McConaughey’a. Podczas kolejnych dni, w kinach Kultura i Rejs, odbyły się liczne debaty. Rozmawiano przykładowo o scenariuszu w kinie niezależnym. Z racji tego, że jego zdefiniowanie okazuje się trudne, delegacji zostali poproszeni o przedstawienie własnej definicji takiego kina. Padły na przykład odpowiedzi, że jest to film, nad którym pieczy nie obejmuje studio lub – bardziej żartobliwie – taki, za jakiego scenariusz nie zapłacono autorowi.
Jednak jednym z ciekawszych elementów pierwszego dnia WCOS03 była debata na temat fenomenu produkcji skandynawskich. Kiedy tamtejsza telewizja miała coraz większy problem z przyciągnięciem widza, postanowiła, że będzie czerpała wzorce z Ameryki. Jednocześnie, w przeciwieństwie do USA, praca nad filmem czy serialem w Skandynawii jest znacznie wolniejsza, nikt bowiem nie wywiera presji na autorze. Poza tym bierze on cały czas udział w tworzeniu danego przedsięwzięcia, nie ograniczając się wyłącznie do oddania tekstu. I kiedy stwierdza, że brak mu ochoty na dalsze kontynuowanie danego serialu, ma do tego pełne prawo, a produkcja nie powstaje dalej na siłę tylko dlatego, że dotychczas przynosiła zyski.
Debatowano także o roli showrunnera podczas pracy nad serialem, czyli osoby będącej producentem, ale i scenarzystą. Zarządzanie zespołem i opieka nad budżetem w połączeniu z dbaniem o stronę artystyczną stanowi spore wyzwanie. Wszyscy członkowie zespołu odgrywają ogromną rolę, jednak to showrunner podejmuje ostateczną decyzję. Co więcej, dyskutowano na temat indywidualnej pracy nad tekstem i w zespole. Największą gwiazdą rozmowy był, odpowiedzialny za „House of Cards”, Andrew Davies. Gdy Brytyjczykowi zaproponowano pracę nad scenariuszem „Domku z kart”, przyznano, że książka nie jest najlepsza, ale sama historia to ciekawy materiał na serial. Rozbawiony zdradził jeszcze, że gdy pracował z grupą scenarzystek, nie był w stanie przeforsować swoich decyzji.
Z kolei Grant Cathro, jeden z najbardziej płodnych autorów jeżeli chodzi o telewizję dziecięcą i młodzieżową w Wielkiej Brytanii, powiedział, że od pracy indywidualnej woli pracę w grupie. Według niego pozwala ona bowiem na wymyślenie pomysłów, które nie miałyby szans powstać, gdyby autorzy pracowali samotnie. Denis McGrath, twórca „Continuum: Ocalić przyszłość”, wyznał natomiast, że we wspólnie pracującej ekipie można spotkać rożne osoby: od takich, które sypią jak z rękawa kolejnymi pomysłami po ludzi, którzy nie odzywają się prawie w ogóle, by pod koniec dnia zaskoczyć wszystkich fenomenalnym pomysłem.
WCOS03 zgromadziło wielu niesamowicie kreatywnych scenarzystów, którzy podjęli kilka ciekawych dyskusji na temat swojej pracy. Okazuje się, że obecnie jest ona sporym wyzwaniem, gdyż trudno o realizację bardziej ambitnych projektów, a bycie twórcą dzieł typowo rozrywkowych spycha zazwyczaj autora w cień reżysera. Jednak w telewizji, parafrazując pomysłodawcę „Szczęk”, to scenarzysta jest bogiem, co – opowiadając o swoim zawodzie – udowodnili uczestnicy trzeciej edycji World Conference of Screnwriters.
Kontakt z autorem:
piotr.burakowski@interia.pl
piotr.burakowski@interia.pl
