Dać narodowi powszechne wybory prezydenckie! Zmartwychwstaną niemłodzi już politycy, do łask powróci stary układ sił, a ludzie, których potrafi poruszyć tylko hokej, zaczną lać się po mordach w obronie swoich kandydatów.
REKLAMA
Oldschool is not dead
Gdyby na podstawie doniesień medialnych, chcieć nakreślić linię demarkacyjną w nadchodzącej walce między Milošem Zemanem i Karlem Schwarzenbergiem o prezydenturę, to wyszedłby nam klasyczny plac boju z czasów belle epoque doktryn politycznych. Konflikt w iście Schmittowskim stylu, z równo zaznaczonymi granicami. Na barykadach typowi bohaterowie dwóch nurtów i zapowiedź staromodnego, ale jakże pociągającego pojedynku.
Po jednej stronie lewicowy Zeman, po drugiej prawicowy Schwarzenberg. Mniejsze ośrodki i wieś kontra miasto. Starzy kontra młodzi. Plebejusz, w najlepszym wypadku małomieszczanin, kontra arystokrata, klasyczny krawat kontra ekstrawagancka muszka. Zeman już taką wizję nakreślił, w pierwszym swoim wystąpieniu, jeszcze w czasie liczenia głosów. Porównał nadchodzące starcie do walki Hollande'a z Sarkozym. Czy nie byłoby pięknie, gdyby rzeczywistość wyglądała tak klarownie jak na tym obrazku?
Zeman is not dead
Najśmieszniejsze jest jednak to, że Zeman wcale nie jest lewicowym politykiem. Jego lewicowość to kostium. Gdzie udał się po poradę w sprawie kompanii? Do Londynu. Doradzał mu Tony Blair, który tego typu przebieranki opanował do perfekcji. Kto wyraził dla niego poparcie? Sam prezydent Klaus (o ile nie był to „pocałunek śmierci” w związku z fermentem społecznym po nieszczęsnej amnestii z początku roku).
Z tego samego powodu socjaldemokraci zastanawiali się w sobotę długo, czy w ogóle wypowiedzą się na temat poparcia. Sam przegrany kandydat ČSSD Jiří Dienstbier podważył lewicowość Zemana. W końcu jednak partia zdecydowała się poprzeć byłego premiera, ale nie były to spokojne godziny dla zwycięzcy I tury. Swoje dorzucili komuniści.
Miloš Zeman powrócił w kampanii z nową siłą. Zniknął z polityki na 10 lat, teraz w spotach przekonuje, że nie czerpie energii z drzew. Dla wielu stał się niegroźnym „leśnym dziadkiem”, odizolowanym na własne życzenie od politycznych wydarzeń. Zamieszkał na prowincji, zaczął pisać wspomnienia. Teraz wraca z nową energią, z ogromnym doświadczeniem. Wciąż fascynuje jako polityczny gracz, ale czy przypuszczał, że przeciwnik będzie tak blisko? O niecały procent.
Karel is not dead
To Schwarzenberg jest teraz w gazie. Ostatni tydzień to jego ofensywa w sieciach socjalnych. Przekonał do siebie młodych ludzi. Nikt nie mówi o nim inaczej niż „Karel”. Furorę robi jego wizerunek z doklejonym różowym irokezem i podpisem „Karel Is Not Dead”. Wygrał w Pradze, najwięcej głosów zebrał od rodaków za granicą.
Książę może odetchnąć z ulgą, bo wynik pokazuje, że jego obecność w rządzie (jest pierwszym wicepremierem i ministrem spraw zagranicznych), jego firmowanie poczynań rządu Petra Nečasa, nie zaszkodziło wizerunkowi. Jest spokojny, wesoły, bije od niego pozytywna energia. Poparli go już przegrani pierwszej tury: Zuzana Roithová (ludowcy), Přemysl Sobotka (ODS), z pewnością bliżej do Schwarzenberga niż Zemana, ma Taťana Fischerová (popierana przez Zielonych).
Ludzie łączą go z Havlem, Aksamitną Rewolucją, czasami, które wciąż dla wielu są żywym wspomnieniem nowego początku.
Ludzie łączą go z Havlem, Aksamitną Rewolucją, czasami, które wciąż dla wielu są żywym wspomnieniem nowego początku.
Namiętność is not dead
Czesi po raz pierwszy stają przed szansą spojrzenia w wyborcze lustro. Nie oszukujmy się, nie mieli takiej szansy przy wyborach parlamentarnych, to są zupełnie inne emocje. Pojawił się konflikt dwóch wyrazistych postaci, a co za tym idzie namiętność – jak błyskotka, która nagle zamigocze w zastałych wodach postpolityki. Zanotowano przypadek knajpianej rozróby. W kraju, w którym prawdziwe emocje budził dotąd chyba tylko hokej, ktoś starł się w obronie swojego kandydata.
„Jesteś wyborcą Schwarzenberga, czy Zemana? Sprawdź to!” – nawołują dzisiejsze Lidové Noviny.
„Po raz pierwszy możemy sobie odpowiedzieć na pytanie: jacy naprawdę jesteśmy?” - dane mi było usłyszeć.
W kakofonii telewizyjnych komentarzy, w knajpianym zgiełku, w pierwszej chwili miałem wrażenie, że się przesłyszałem. Mój kolega, zwykle kompletnie unikający rozmów o polityce, kolega z którym zacząłem dyskutować o tych sprawach dopiero przy okazji zbliżającej się pierwszej tury - połknął haczyk. Przynajmniej na następne dwa tygodnie.
„Po raz pierwszy możemy sobie odpowiedzieć na pytanie: jacy naprawdę jesteśmy?” - dane mi było usłyszeć.
W kakofonii telewizyjnych komentarzy, w knajpianym zgiełku, w pierwszej chwili miałem wrażenie, że się przesłyszałem. Mój kolega, zwykle kompletnie unikający rozmów o polityce, kolega z którym zacząłem dyskutować o tych sprawach dopiero przy okazji zbliżającej się pierwszej tury - połknął haczyk. Przynajmniej na następne dwa tygodnie.
Z Pragi - Piotrek Gawliński
Autor jest politologiem, przewodnikiem po Pradze. Stara się pokazywać miasto w alternatywny sposób, promuje turystykę piwną. http://www.gawlinskipopradze.pl/
