
W Pradze rozpoczęła się właśnie prawdopodobnie wystawa roku...
REKLAMA
Kto z was skojarzyłby nazwisko wielkiego bądź co bądź czeskiego tenisisty z najbardziej znanym na świecie czeskim artystą? Lendl i Mucha, Mucha i Lendl. To nie jest oczywiste połączenie, a jednak. W Pradze rozpoczęła się wystawa plakatów mistrza secesji Alfonsa Muchy, które od lat 80-tych Ivan Lendl zbierał z zaciętością znaną z kortów tenisowych. Może nawet większą. Jego kolekcja liczy 116 plakatów. Oficjalnie jest ich 119 – Lendlowi brakuje więc jedynie 3, ale to i tak imponujący wynik.
„Sztuka równa się Mucha”
Po raz pierwszy kolekcja jest pokazywana w całości, w miejscu symbolicznym – praskim Domu Miejskim, na którym swoje piętno odcisnął także i Mucha. Budowla jest symbolem nadchodzących zmian, obalenia Habsburgów, ogłoszono w niej niepodległość I Republiki Czechosłowackiej, dzieła Muchy można tam podziwiać w licznych salach reprezentacyjnych. Od Domu Miejskiego rozpoczyna się wielkie turnee kolekcji po świecie, ale jak to się w ogóle zaczęło? Jak to się stało, że Lendl zainteresował się Muchą i sztuką w ogóle?
W 1981 roku Lendlowi zaoferowano kupno obrazu Muchy, chodziło o "Panteon muzyki czeskiej" (płótno przedstawiające największych czeskich kompozytorów, z roku 1929).
- "Nazwisko Mucha mi nic nie mówiło" - przyznał tenisista później - "ale z kupna byłem zadowolony na tyle, że zainteresowałem się tym artystą". W 1982, na turnieju Rolanda Garrosa w Paryżu poznał syna malarza - Jiříego. Tam miała odbyć się pierwsza rozmowa o ewentualnych inwestycjach tenisisty. Jiří Mucha stał się doradcą Ivana Lendla, ale dopiero amerykański kolekcjoner Jack Rennert, jeden z największych specjalistów jeśli chodzi o plakat na świecie, ukierunkował rozbudzone zainteresowanie Lendla na odpowiednie tory. Kiedy Rennert poznał Lendla, nie posiadał on żadnego z dzieł Muchy na papierze.
- "Nazwisko Mucha mi nic nie mówiło" - przyznał tenisista później - "ale z kupna byłem zadowolony na tyle, że zainteresowałem się tym artystą". W 1982, na turnieju Rolanda Garrosa w Paryżu poznał syna malarza - Jiříego. Tam miała odbyć się pierwsza rozmowa o ewentualnych inwestycjach tenisisty. Jiří Mucha stał się doradcą Ivana Lendla, ale dopiero amerykański kolekcjoner Jack Rennert, jeden z największych specjalistów jeśli chodzi o plakat na świecie, ukierunkował rozbudzone zainteresowanie Lendla na odpowiednie tory. Kiedy Rennert poznał Lendla, nie posiadał on żadnego z dzieł Muchy na papierze.
Tenisista chciał posiadać wszystkie plakaty Muchy, które zliczył i spisał Rennert w swoim katalogu z 1984. "Wierzę, że jego kolekcja, jest dziś tak kompletna, jak tylko może być, ale człowiek wciąż odkrywa nowe prace. Polowanie nigdy się nie kończy" - powiedział kurator Hospodarskym novinom. To polowanie trwało 30 lat, a jego historia stanowiłaby pewnie świetny scenariusz na film. Lendl zaczął zbierać plakaty Muchy bardzo późno, w okresie kiedy autor należał już do kanonu, jego dzieła były częścią muzealnych i prywatnych kolekcji. Lendl chciał mieć wszystkie plakaty autora, a Rennert jako jego doradca i wysłannik jeździł po świecie w ich poszukiwaniu. Tym samym i Lendl stawał się powoli znawcą plakatu (zaczął zbierać także plakaty tenisowe). Człowiek, któremu nazwisko wielkiego rodaka nic nie mówiło, potrafił powiedzieć: "Sztuka równa się Mucha".
Mucha czy Mysza?
Mucha chciał być wielkim malarzem - do historii przeszedł jako genialny plakacista i ilustrator. Po niepowodzeniach w Pradze, pobycie w Wiedniu i Monachium, Mucha osiadł w Paryżu, gdzie przez pewien czas dzielił pracownie z samym Zamówienie na plakat teatralny do sztuki "Gismonda" Victoriena Sardou, złożone w 1985 roku przez słynną aktorkę Sarę Bernhardt, sprawiło, że o artyście z dnia na dzień zaczął mówić cały Paryż. Francuzi, którzy wymawiali wcześniej nazwisko nieznanego artysty jako "Mysza", szybko nauczyli się poprawnej wersji.
Bernhardt podpisała umowę z Muchą na 6 lat. Dzięki plakatom Muchy aktorka zdobyła paryskie ulice, Mucha pokonał Toulouse-Lautreca w pojedynku plakacistów i na stałe wszedł do grona klasyków secesji. Zdobył serca publiczności światowej, tak jak w latach 80-tych Lendl, kiedy spędził 270 tygodni na pierwszym miejscu w rankingu ATP...Krążą informacje, że Lendl chce znów więcej zajmować się sportem, a nawet, że sprzedał swoją kolekcję. Właścicielem miałby się stać producent wystawy - Richard Fuxa, który na tą okazję założył nawet specjalną fundację. Kurator zapewnia, że wszystko co dzieje się z kolekcją plakatów Muchy, jest zgodne z wolą Ivana Lendla. "Nie chodziło mi o to, żeby dzieła posiadać. Chcę z nimi żyć" - powiedział Lendl w jednym z wywiadów...Teraz daje szansę choć na moment pożyć z nimi także i innym.
Warto do Pragi dla Muchy: wystawa w Domu Miejskim to nie jedyna możliwość spotkania z dziełem mistrza secesji. W Pradze na dobre zadomowiła się już Epopeja słowiańska - która została przewieziona z Morawskiego Krumlowa (w aurze skandalu, bo miasteczko tym samym straciło "lep na turystów"). To cała seria wielkoformatowych płócien, opus magnum Muchy, w którym chciał przedstawić historię Słowian. Od dawna działa w Pradze muzeum Alfonsa Muchy, małe, ale przytulne. Przyjemna przerwa w czasie wielogodzinnych, wiosennych spacerów...
wystawa plakatów Alfonsa Muchy z kolekcji Ivana Lendla: http://www.lendl-mucha.com/
Z Pragi
Piotrek Gawliński
Autor tekstu jest politologiem mieszkającym w Pradze, przewodnikiem po mieście, organizatorem turystyki piwnej, szukającym nowych sposobów pokazywania miasta, a także miłośnikiem muzyki... więcej informacji tu: http://www.gawlinskipopradze.pl/
