Polska Arrinera Hussarya GT na trasie The Goodwood Festival of Speed
Polska Arrinera Hussarya GT na trasie The Goodwood Festival of Speed Filip Blank for Arrinera Racing

The Goodwood Festival of Speed to bez wątpienia jedna z najbardziej prestiżowych imprez samochodowych na świecie. Jeżdżę na nią od ponad 20 lat, a jako kierowca występuję tam od 2010. Tym razem jednak wszystko odbyło się inaczej...

REKLAMA
Wiedziałem już od pewnego czasu, że pojadę tam polskim samochodem. Pierwszym w historii imprezy, którą Lord March, dziedzic majątku Goodwood, organizuje od 1993 roku. Do Goodwood, podobnie jak na konkurs elegancji Villa d'Este, nie można się "wkupić" jak na samochodową wystawę czy targi, trzeba być zaproszonym. Arrinera zaproszenie otrzymała i ostatnie tygodnie team spędził na gorączkowych przygotowaniach wyścigowego samochodu Hussarya GT, który jest przecież prototypem - znajduje się w fazie badań. W trakcie budowy znajdują się kolejne dwa, ale żaden z nich nie mógł być gotowy na Goodwood - notabene między innymi dlatego, że brytyjski Hewland buduje sekwencyjne skrzynie biegów na zamówienie i notorycznie się spóźnia. Poziom stresu był trudny do wyobrażenia.
logo
Prototyp podczas jazd próbnych na lotnisku Bruntingthorpe. Arrinera Racing

Pierwsze jazdy próbne na zalanej deszczem nawierzchni dawnego lotniska RAF Bruntingthorpe odbyły się w koszmarnych warunkach, ale to jednak, paradoksalnie, dało mi od razu mnóstwo pewności siebie. Na nierównej nawierzchni, ze stojącą wodą o głębokości nawet 10 cm, aerodynamika opracowana na Politechnice Warszawskiej i sprawdzona w tunelu aerodynamicznym ośrodka badawczego MIRA w Wielkiej Brytanii sprawdziła się genialnie - udawało mi się z zachowaniem stabilności kierunkowej jechać z prędkością nawet 250 km/h. W dodatku okazało się, że popychaczowe zawieszenie z regulowanymi amortyzatorami Ohlinsa ma ogromne rezerwy na nierównej nawierzchni, a auto na granicy przyczepności reaguje z uspokajającą łagodnością - przed Goodwood nie było już czasu na optymalizację ustawień, pogoda to uniemożliwiła.
logo
Rolls-Royce Phantom III generała Sikorskiego, obecnie własność Sir Anthony'ego Bamforda Filip Blank for Arrinera Racing
logo
Goodwood House, centralna budowla posiadłości Lorda Marcha. Filip Blank for Arrinera Racing
logo
Konkurs elegancji Cartiera Filip Blank for Arrinera Racing
logo
Wyjazd aut z jednego z padoków. Filip Blank for Arrinera Racing
logo
Takiej atmosfery nie ma nigdzie indziej. Filip Blank for Arrinera Racing

W przeddzień Festiwalu lało bez przerwy. Łąki wokół Goodwood House i trasy wyścigu górskiego zamieniły się w wegetariański koktajl przemielonej trawy i lepkiej, śliskiej gliny. Ciężarówki wszystkich teamów utknęły na wąziutkich drogach dojazdowych, organizacja zaczęła kuleć. Z iście angielskim duchem walki ekipa jego lordowskiej mości wprowadziła zmiany organizacyjne i nasz team także po wielu godzinach walki z korkami i błotem dotarł na swoje miejsce w padoku przeznaczonym dla superaut. Obok nas - długi rząd bajecznie kolorowych Ferrari, nieco mniej McLarenów, w tym nowy P1 GTR w barwach szkolnej drużyny Jamesa Hunta, Astony, Koeingsegg i kilka Lamborghini. Zacna kompania. W czwartek nie mogliśmy dokonać żadnych prób auta - trwał wtedy The Moving Motor Show, czyli pokazy samochodów, które może kupić każdy. Czekałem niecierpliwie na piątek.
logo
Hussarya GT w padoku. Filip Blank for Arrinera Racing
logo
Kaskader Terry Grant w Jaguarze F-Pace. Filip Blank for Arrinera Racing
logo
W padoku. Filip Blank for Arrinera Racing
logo
Wystawa zabytkowych modeli Alpine. Filip Blank for Arrinera Racing

Nie mogłem spać. De facto nie spałem przez tydzień, ale to mało ważne. Ważniejsze było to, że Polacy już kiedyś w Goodwood byli - w listopadzie 1940 roku Dywizjon 302, który obok 303 uczestniczył w obronie Wysp Brytyjskich podczas Bitwy o Anglię, został czasowo przeniesiony na lotnisko RAF Westhampnett. Istnieje i działa ono do dziś, a zwie się teraz Goodwood Aerodrome - stąd na naszym aucie polska szachownica (we wzorze stosowanym od 1921 do 1983 roku), a także repliki naszywek naramiennych "Poland". Wzruszenie ściskało mi gardło. Przy pierwszym wyjeździe z padoku okazało się nagle, że mamy problem z silnikiem. Obroty spadały bez powodu i 6,2-litrowy motor V-8 nie reagował na gaz. Potem znów reagował i tak w kółko. Mimo wszystko zdecydowałem się na start - na dwa dni otrzymaliśmy od organizatora kamerę onboard, wysyłającą obraz na żywo na wielkie ekrany na całym terenie Festiwalu. W tym roku zmieniono lokalizację padoku i superauta, wśród których nas umieszczono, musiały jechać przez las wąskimi, błotnistymi dróżkami, z kilkoma stromymi zjazdami i podjazdami. Z silnikiem było coraz gorzej, ale nadal wierzyłem, że się uda. Niestety tuż za linią startu zgasł definitywnie. Ze względu na dobro ogółu nie napiszę, jak bardzo byłem wściekły. Mechanicy natychmiast rzucili się na auto i... wszystko wydawało się OK. Najbardziej frustrująca z sytuacji. Zdecydowałem się jechać w popołudniowym biegu (odbywają się 2 dziennie, o różnych porach). W drodze na start nagle doznaliśmy olśnienia. Znaleźliśmy mikropęknięcie w przewodzie wysokiego napięcia, błyskawiczna wymiana i po 20 minutach Arrinera była gotowa do jazdy. Teraz tylko uspokoić się i wystartować bez nerwów. Trasa wprawdzie liczy niecałe 2 kilometry i w grze komputerowej podobno okazuje się łatwa, ale wielcy kierowcy nieraz jej ulegali i kończyli jazdę w kupie złomu, wbitego w charakterystyczne bele słomy.
logo
Przed startem. Filip Blank for Arrinera Racing
logo
Oczekiwanie na swoją kolej. Filip Blank for Arrinera Racing
logo
Strife rozgrzewania opon przed startem. Filip Blank for Arrinera Racing
logo
Droga na start. Filip Blank for Arrinera Racing
logo
Przed Goodwood House Goodwood
logo
Po trzecim udanym biegu, na górnym padoku za metą. Filip Blank for Arrinera Racing

Całą trasę, którą znam w szczegółach, przejechałem ostrożnie, ale żwawo. Zmieniono w tym roku po raz pierwszy od 23 lat wygląd najtrudniejszego, wychylonego w złą stronę zakrętu Molecomb i inny układ tablic hamowania tudzież rzędów słomianych barier trochę wprowadzał wszystkich w błąd. Byłem szczęśliwy! Pierwszy polski samochód w historii Goodwood pokonał trasę wyścigu górskiego. Przede mną było jeszcze 4 przejazdy, równie udane, w tym na czas w deszczu i po niewiarygodnym błocie. Nie, nie byłem szybszy od Olliego Clarka w jego 800-konnej Imprezie, ale udało się w strasznych warunkach dojechać szybciej niż wielu kierowców w innych superautach - jadących, co było widać na mecie, z działającym ESP... Na całej trasie auto pracowało wspaniale, w tym na nierównej prostej przed Goodwood House, gdzie udawało się załączyć szósty bieg. Do końca weekendu Arrinera działała bez najmniejszej awarii i przyciągała tłumy nie tylko Brytyjczyków. Szczególnie miłe były dla mnie wizyty polskich emigrantów, rozumiejących doskonale wrażenie, jakie wywarliśmy i pytania zawodowych kierowców, wynajętych przez firmy samochodowe. Byłem zadowolony, że wszyscy w lot chwytali związki naszego startu z Polakami, którzy pomogli obronić ten uciekający teraz z UE kraj przed hitlerowską inwazją. Zabawnym akcentem na koniec Festiwalu było bliskie spotkanie z pomarańczowym McLarenem... Gdy stałem w kolejce do wyjazdu z padoku tuż za psującym się bez przerwy McLarenem P1 GTR, prowadzonym przez Chrisa Harrisa. McLaren 570S wjechał mi w tył. Na parkingu. Kierowca najwyraźniej nie potrafił opanować skrzyni biegów samochodu z Woking, bo sekundę później ponownie przywalił w Arrinerę. Ekipa McLarena przeprosiła nas, a moi wspaniali mechanicy, Katrina, Allan, Krzysiek i Łukasz błyskawicznie sprawdzili auto - połamany dyfuzor nie był uszkodzony w stopniu zagrażającym bezpieczeństwu. I pojechałem, nie oszczędzając wozu. Za rok muszę po prostu uważać, by już nigdy nie parkować koło McLarena.
logo
Kierowca tego McLarena w niedzielę pokazał, że nie umie zbyt dobrze panować nad autem na parkingu... Filip Blank for Arrinera Racing
logo
Arrinera
logo
Arrinera