Błażej Żuławski

Pomysł był trochę nierealny: chcieliśmy zrobić remake kultowego filmu Claude'a Leloucha "C'était un rendez-vous" z 1976 roku. Filmu tak totalnie kultowego, że na jego temat krążą legendy, przy których wiara w płaską Ziemię wydaje się być przejawem racjonalizmu...

REKLAMA
Pracowaliśmy wtedy obydwaj z Błażejem Żuławskim w redakcji czasopisma o samochodach, nie mogliśmy więc nakręcić filmu, tym bardziej że od 1976 roku zagęszczenie ruchu w Paryżu wzrosło do poziomu całkowicie to uniemożliwiającego. Postanowiliśmy zatem rozpoznać trasę, którą w filmie podąża protagonista, a potem przejechać ją samochodem, fotografując auto w paryskim ruchu z drugiego pojazdu. Aby sam wóz dodał atrakcyjności przedsięwzięciu, wystarałem się o coś specjalnego: centralna dyrekcja Renault wypożyczyła nam najświeższy wówczas produkt, Renault Mégane R26R. Jeśli dobrze pamiętam, miało numer seryjny 003 lub jakiś podobny, i dziennikarze francuscy, dowiedziawszy się o tym, że dostaliśmy auto przed nimi, nie byli szczególnie zadowoleni.
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski

Ale wróćmy do filmu. Legenda miejska głosi, że film nakręcony w jednym ciągłym ujęciu, bez montażu (o czym informuje plansza na początku) to dokumentacja przejazdu 12-cylindrowym Ferrari przez francuskiego kierowcę Formuły 1 w poprzek Paryża o świcie, za co został ukarany więzieniem, z którego z kolei wyciągnął go reżyser. Wszystko się zgadza, ale niezupełnie. Przejazdu Mercedesem 450SEL 6.9 (swoją drogą kosmicznym sprzętem, napisałem o nim tutaj: http://piotrfrankowski.natemat.pl/174949,6-9) dokonał sam Claude Lelouch, dźwięk silnika Ferrari 275GTB dograno później, a do więzienia nie trafił nikt.
logo
archiwum
logo
Lelouch i kamera zamontowana na jego Mercedesie Wikimedia Commons

Po skończonym filmie długometrażowym reżyserowi zostało trochę zapłaconej już błony, a dowiedział się o istnieniu nowej kamery, tak małej, że można ją było zamontować z przodu auta, by uzyskać rodzaj ujęcia, który zwykle zwie się "subiektyw" (w epoce cyfrowej: POV). Rolka błony do tej kamery mieściła maksymalnie 10 minut taśmy, chcąc wykonać swój plan, reżyser musiał więc zdążyć dojechać pod bazylikę Sacre-Coeur na wzgórzu Montmartre nim taśma się skończy. I to było prawdziwe wyzwanie, nawet o 5.45 rano czterdzieści lat temu - nie wszystko dało się przewidzieć, a wystawiony w jednym miejscu obserwator nie zdołał uprzedzić Leloucha o nadjeżdżającym zagrożeniu. Wszystko skończyło się jednak dobrze, a sam film warto obejrzeć.
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski

Film znaliśmy, Paryż też nieźle, ale dokładna trasa stanowiła problem. Rozpracowała ją pracująca z nami Karolina, która obejrzała dzieło filmowe ponad 100 razy z mapą w ręku, i po zakończeniu pracy przygotowała dla nas szczegółowy opis drogi z Porte Dauphine na Montmartre, różniący się tylko w dwóch punktach od oryginału: tam bowiem po latach zmieniono obowiązujący kierunek ruchu, a na jazdę pod prąd w stolicy Francji nie byliśmy dostatecznie odważni. Wszystko wyglądało prosto i łatwo, zapakowaliśmy się do samolotu i ruszyliśmy do boju.
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski

Nazajutrz rano odebrałem w Boulogne-Billancourt nowiutkie Mégane, zbudowane po to, by zdobyć rekord czasu przejazdu na Nordschleife, klatka, dwa fotele, niektóre szyby z tworzywa sztucznego, opony typu semi-slick. Wszystko to miało się przydać w znikomym stopniu, bo spodziewałem się jazdy w tempie zaspanego żółwia. I nie pomyliłem się wiele. W duecie z Espace, z którego otwartego dachu przez większość dnia wystawał Błażej, przejechaliśmy całą trase dwukrotnie, generalnie bardzo powoli - ale chodziło nam o zestaw konkretnych ujęć, które w powszechnej świadomości potrafiły umiejscowić akcję w rozpoznawalnych zakątkach Paryża. Podczas drugiego przejazdu utknęliśmy w niewiarygodnym korku i dopiero wieczorem okazało się, że wywołał go alarm bombowy w domu towarowym Galeries Lafayette.
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski

Materiał się udał, kolejnego dnia jeszcze wypróbowałem auto na torze ośrodka badawczego CERAM w Mortefontaine (Toyo R888 słabo "trzymały" w ulewnym deszczu), ale najzabawniejszą rzecz zrobiłem nocą. Zawsze marzyłem o tym, by przez chwilę pojechać po Paryżu w takim tempie, jak Lelouch na swoim filmie. Około północy, gdy na rondzie Étoile, tym przy Łuku Triumfalnym, było prawie pusto, rozpędziłem się w jego kierunku z Avenue Wagram. Prędkość wejścia wyniosła ponad 140 km/h, a uczucie euforii wyskoczyło poza skalę, czysto przejechałem rondo w kółko i spróbowałem drugi raz, szybciej. Dopiero wtedy spod Łuku wyszło spacerkiem dwóch policjantów i jeden pogroził mi palcem. Zwolniłem i grzecznie pojechałem do hotelu. Tylko nikomu ważnemu we Francji o tym nie mówcie, bo kto wie, może zapomniawszy ukarać Leloucha, władza zemści się na mnie?
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski
logo
Błażej Żuławski