Polska jest ohydna. Nie widzę innej odpowiedzi na pytanie, czemu nagle okazuje się, że każdą szosę i ulicę trzeba odgrodzić od krajobrazu wysokimi niczym Mur Chiński ekranami akustycznymi. Czytam i słyszę, że takie są przepisy i że tak samo jest w Unii. Czyżby?

REKLAMA
Unia Europejska jest wytrychem, wichajstrem do załatwiania spraw w naszym kraju. Coś trzeba zmienić na głupsze i gorsze, politycy wzruszają ramionami, mówiąc, że „tak jest w Unii”. Czegoś nie da się poprawić, tłumaczą to albo stanowiskiem Unii albo „koniecznością dostosowania w późniejszym terminie”. Akcja ekrany? Cuchnie mi na milę kreatywnym tworzeniem biznesu, którego przedtem nie było.
Mam na koncie kilkaset tysięcy kilometrów pokonanych przez dziesięciolecia na drogach Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch, Hiszpanii... ostatnio tydzień temu. I jakoś nie widzę, aby tam zasłaniano puste pola i ugory, pozbawione jakichkolwiek siedlisk ludzkich, wysokimi ekranami. Więc pewnie politycy, w swej bezgranicznej mądrości, uznali, że Polska jest ohydna i trzeba podróżnych przed tą jej szpetotą uchronić.
Postanowiłem pomóc tym, którzy tak dbają o jedną, specjalistyczną gałąź rodzimej gospodarki. Wymyśliłem, jaki przepis muszą wprowadzić w następnej kolejności, gdy już każdą drogę krajową, autostradę czy ulicę w Warszawie pokonywać będziemy uwięzieni w blaszano-plastikowym tunelu. Otóż należy wprowadzić obowiązek sadzenia w odległości dokładnie 731 cm od drogi różowych malw. Już widzę te gigantyczne plantacje malw, powstające przypadkowo przed wejściem w życie nowego przepisu...
Przynajmniej byłoby śmiesznie, bo teraz robi się tylko absurdalnie.